Dzień w którym przestanę biegać // 26.01.2020

 

Ostatnio rozmyślałem sobie trochę o dniu, kiedy przestanę biegać. Brzmi groźnie? Trochę tak J

Roboczo nazwałem sobie ten wpis „horyzont czasowy w moim bieganiu, jak widzę siebie na przestrzeni kilku lat wstecz i do przodu”. Jestem pewien, że  nikt poza mną nie wie o co chodzi w tym zdaniu, ale od tego przecież są pamiętniki, prawda? J. Zacząłem biegać we wrześniu 2013 roku, moja motywacja do podjęcia aktywności była typowa dla trzydziestokilkuletniego mężczyzny – chęć pozbycia się kilku zbędnych kilogramów. I tak przez pierwszy rok biegałem sobie 3 lub 4 razy w tygodniu dystans maksymalnie do 10 km. Efekty przyszły szybko i już po kilku miesiącach widać było gołym okiem, że zaczynam wyglądać jak człowiek J. Zawsze byłem bardzo szczupły ale po ślubie zacząłem żyć jak „ pączek w maśle”. Dodatkowo siedzący tryb pracy przed komputerem i zwalniająca przemiana materii spowodowała, że zacząłem się niebezpiecznie zaokrąglać… Po około roku osiągnąłem cel, znowu mogłem stanąć przed lustrem w pełnej krasie J.

Mniej więcej w tym samym czasie szwagier Karol namówił mnie abym wystartował w zawodach. Początkowo w ogóle nie brałem pod uwagę takiej sytuacji, chciałem biegać tylko dla siebie, dla swojej satysfakcji. Teoretycznie temat startu w zawodach był mi dość dobrze znany, przecież przez wiele lat obserwowałem Dominikę i jej zmagania. Tak więc wystartowałem w swoim pierwszym biegu w Gniewie na dystansie 10 km, było to 27 września 2014 r. No i się zaczęło… Po biegu postanowiłem, że zaczynam trenować do kolejnych biegów. Nie sądziłem jednak, że tak się wciągnę w trening i że bieganie stanie się dla mnie tak  ważną częścią życia.

Miałem pisać o czymś innym a zebrało mi się na wspominki. Wracając do meritum: dzień w którym przestanę biegać. Nie chciałbym aby nastąpił on szybko. Do 50-tki mam plany na siebie, chciałbym spróbować jeszcze wielu biegów, myślę, że w tym momencie nie jestem jeszcze nawet w połowie mojej przygody z bieganiem. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie siebie jako biegającego 70-letniego staruszka. Gdzie leży granica, której nie chciałbym przekroczyć? Nie wiem tego w tej chwili. Na pewno zamierzam pozostać aktywny do późnej starości. Rower, spacery… liczę też na jakieś nowe, nieznane jeszcze teraz formy aktywności.