Jeśli chodzi o trening, to chciałbym napisać parę słów podsumowania miesiąca. Z przebiegu stycznia jestem zadowolony. Zrealizowałem zaplanowane jednostki i biegało mi się bardzo dobrze. W całym miesiącu przebiegłem 350 km (porównując do 329 km w grudniu) i pewnie nie jest to jakaś oszałamiająca liczba, jak na osobę przygotowującą się do maratonu, ale dla mnie jest to dużo. Nigdy wcześniej nie przebiegłem w jednym miesiącu więcej kilometrów. W sumie w styczniu wykonałem 23 treningi biegowe oraz 4 treningi crossfit/ogólnorozwojowe w siłowni. Do tego sporo rozciągania, rolowania, regeneracji w saunie oraz raz byłem u fizjoterapeuty „na przeglądzie”. Styczeń był miesiącem z tygodniowym urlopem, więc ten okres wykorzystałem na mocniejszy trening. Był też czas na „ponadnormatywny” odpoczynek. Dzięki temu generalnie nie odczuwałem wielkiego zmęczenia narastającymi obciążeniami, poza ostatnim tygodniem, gdzie musiałem „zapłacić” cenę za mini obóz treningowy w Mikołajkach.
Najważniejszymi treningami w styczniu były niedzielne biegi długie. To były wartościowe 4 jednostki, biegane na dość dużym zmęczeniu i w narastającym tempie. Czas pracy w trakcie tych treningów oscylował w granicach 1h 50min do 2h, więc była to już namiastka specyficznego treningu maratońskiego. Pogoda w styczniu utrzymywała się na bardzo dobrym poziomie, super czas do biegania, porównując do poprzednich lat. Co prawda trochę padało i robiło się błotko, ale lepsze to niż ślizgawica.
W luty wchodzę z dobrym humorem i nadzieją, że dalej sprawy będą się dobrze układały. Trudne treningi będą się pojawiać coraz częściej, ale nie zamierzam robić niczego na siłę. Na 23 lutego mam zaplanowany start kontrolny – cross 27 km z Iławy do Susza i to będzie główna „atrakcja” lutego. Już nie mogę się doczekać tego startuJ. Póki co trenuję dalej. Jutro niedziela, więc trzeba pobiegać dłużej. W planie bieg w zmiennym tempie: 10 km BS + 8 km fartlek 1min/1 min + 3 km mocno.
OMG J.




