Treningowa orka // 06.02.2020

 

Minęło już kilka dni lutego, jest czwartek wieczorem, można więc powiedzieć, że rozpoczął się czas odpoczynku treningowego, który potrwa do soboty rana J

Ogólnie określiłbym te ostatnie dni jako „treningową orkę”. Nic szczególnego tylko: praca, praca, praca i to w każdym możliwym znaczeniu tego słowa. We wtorek zrobiłem dość ciężką jednostkę wytrzymałości specyficznej: 3 x 1600 m w tempie wyścigu na 5 km ( ok 3:37-3:38/km) na przerwie 2 min 10 sek. i trening ten wdał mi się we znaki. W środę ciężko się biegało, dzisiaj było już lepiej.

W ogóle czwartkowe treningi są dla mnie zazwyczaj najbardziej – jakby to określić – mało przyjemne z całego tygodnia, chociaż przeważnie są to lekkie jednostki. Ciało (głównie nogi ale nie tylko), oczekuje już wolnego dnia – piątku. Nie ma się czemu dziwić – czwartek jest najczęściej w moim schemacie szóstym pod rząd dniem treningowym.

Dodatkowo trochę zaczyna mi doskwierać ciemność, w jakiej muszę wykonywać wieczorne treningi w tygodniu (wtorek, środa, czwartek). Jeszcze 2 tygodnie temu w trakcie urlopu była bajka – biegałem rano, jak było jasno i było to dla mnie duże ułatwienie. Nic na to jednak nie poradzę, muszę jeszcze kilka tygodni pomęczyć się klepiąc asfalt i chodniki po ciemku… Jeszcze miesiąc i o 18 będzie już widniej.