Luty – podsumowanie miesiąca // 01.03.2020

 

Minął luty. I bardzo dobrze, nie będę za nim specjalnie tęsknił. Był to dość trudny miesiąc pod kątem treningowym i pojawiły się pierwsze małe „schody” w przygotowaniach. Tak jednak być musi i nie ma co się rozczulać nad sobą. Ale po kolei. Zacznę od pozytywów:

1.       Przebiegłem 351 kilometrów w trakcie 21 treningów biegowych (łącznie ze startem kontrolnym). Cieszę się, że udało  mi się utrzymać taki sam kilometraż jak w styczniu

2.       Utrzymałem reżim treningowy – zrealizowałem wszystkie zaplanowane jednostki. Oprócz treningów biegowych, wykonałem poniedziałkowe treningi siłowe (w sumie 4)

3.      Dopisywało mi zdrowie – obyło się bez przeziębień i tego typu wkurzających sytuacji

4.      Pobiegłem udany bieg kontrolny 27 km cross

5.      U fizjo byłem tylko raz – profilaktycznie –  na sesji mobilizacyjnej stawu biodrowego

W lutym, podobnie jak w styczniu, priorytetowo traktowałem niedzielne biegi długie. Były to najważniejsze treningi, obejmujące dystans od 23 do 27 km, biegane często w zmiennym tempie. Oceniam je bardzo dobrze przygotowujące, specyficznie do dystansu maratońskiego. Poza tym normalna maratońska robota bez fajerwerków: kilka treningów tempowych, fartleki, mocny parkrun – 5 km w śr. tempie 3:36/km i sporo spokojnego biegania.

Jeśli chodzi o wspomniane wcześniej trudności to przede wszystkim podwyższone tętno, które pojawiło się w drugim tygodniu lutego i spowodowana tym faktem konieczność „wyhamowania” z intensywnością treningów przez ponad 2 tygodnie. Tutaj nie miałem wyjścia: jeśli chciałem utrzymać się w nieprzerwanym rytmie treningowym, musiałem trochę zdjąć „nogę z gazu”. Czułem, że w przeciwnym przypadku jestem na autostradzie do przetrenowania. Tego bardzo bym nie chciał.

Zdecydowaną większość treningów w lutym musiałem zrobić wieczorem, w ciemności. Nie była to komfortowa sytuacja. Brak światła dziennego działała na mnie deprymująco i często wychodziłem na trening bez takiej chęci jak na przykład w styczniu. Pogoda w lutym także nie była już tak dobra jak w grudniu i styczniu. Pojawił się mocny wiatr i opady deszczu. Na szczęście dalej nie było mrozu i śniegu, więc pod tym względem zima jest perfekcyjna.

Marzec będzie kluczowy w przygotowaniach. W zasadzie za chwilę rozpocznę okres bezpośredniego przygotowania startowego, który potrwa do końca miesiąca. Celem numer 1 jest jak zwykle utrzymanie zdrowia z naciskiem na unikanie przeziębień, wirusów itp. W poprzednich latach w marcu często łapałem choróbska, więc muszę bardzo uważać. Treningi będą coraz bardziej specyficzne do docelowego występu, pojawią się dystanse 30+ i długie biegi tempowe. Podbudowa jest dobra. To co wypracowałem w ostatnich 3 miesiącach muszę „doszlifować” w marcu. Jak zwykle jestem dobrej myśli. Tradycyjnie w okresie adwentu wprowadzam także cukier – detox oraz odstawiam całkowicie alkohol. Witajcie banany, rodzynki i muesli 😊.