Okazuje się, że gdański maraton zaplanowany na 19.04 stanął pod dużym znakiem zapytania. Wszystko przez koronawirusa, który sieje spustoszenie na świecie. Od kilku dni masowo odwoływane są różnego rodzaju imprezy masowe: targi, konferencje, sympozja ale także imprezy biegowe rozgrywane w miastach, na asfalcie. Zapanowała taka psychoza strachu, że włodarze miast, bojąc się konsekwencji epidemii wywołanej wirusem, na wszelki wypadek odwołują zaplanowane imprezy. Wczoraj na przykład został przeniesiony na październik półmaraton w Gdyni w randze Mistrzostw Świata. Nowy termin pasuje mi o wiele bardziej i niewykluczone, że Gdynię jeszcze zaliczę w tym roku 😊. Dzisiaj mogę powiedzieć, że miałem nosa rezygnując z marcowego terminu 😊 i cieszę się, że pojechałem do Iławy dwa tygodnie temu, bo może się okazać, że był to jedyny poważny test przed maratonem…
No właśnie, kolejne imprezy biegowe w kolejce do odwołania to kwietniowe maratony a wśród nich gdański…. Na tę chwilę szacuję, że istnieje realne niebezpieczeństwo odwołania dużych kwietniowych biegów masowych. Powiedziałbym, że prawdopodobieństwo wynosi 50%. Nie wiadomo w jakim kierunku rozwinie się sytuacja z rozprzestrzenianiem się choroby wywołanej wirusem. Według stanu na dzisiaj w Polsce jest 6 zarażonych. Jeśli nie daj Boże jakiś człowiek umarłby w Polsce w wyniku powikłań wirusowych, sytuacja stałaby się bardzo poważna i panika ludzi osiągnęłaby stany alarmowe. Na razie nie jest źle. Na pierwszy rzut oka wszyscy starają się żyć normalnie. Czuć jednak napięcie i niepewność ludzi. Nigdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia z tak poważnym zagrożeniem wirusem, obejmującym praktycznie cały świat. Media mają swoje żniwa i oczywiście podkręcają atmosferę.
Co robić? Na razie zachowuję spokój i normalnie realizuję plan treningowy. Jeśli okaże się, że maraton gdański zostanie odwołany w kwietniowym terminie, trzeba będzie się zastanowić nad innymi startami i zweryfikować plany. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, ale pewności nie ma.

