Pora napisać kilka słów odnośnie moich „wyczynów biegowych” w kwietniu. Gdy spoglądam sobie na podsumowanie w Garmin Connect, to nie wygląda to źle. 21 dni treningowych biegowych, do tego 13 jednostek treningu ogólnorozwojowego/siłowego w domu. Pod koniec miesiąca wyciągnąłem też rower z piwnicy i pokręciłem się trochę po okolicy w ramach sportowego płodozmianu ( 3 razy po 22-23 km). Całość złożyła się na ponad 34 godziny aktywności fizycznej ( bieg 293 km w 22 godziny, ćwiczenia w domu to 9 godzin a rower ponad 3 godziny). Sporo. Wydaje mi się, że to mój rekord, jeśli chodzi o czas poświęcony na trening. Oczywiście ma to związek z większą ilością dostępnego czasu w tym miesiącu.
Czy w ślad za tym poszedł rozwój sportowy? Na pewno nie w takim bezpośrednim znaczeniu wzrostu formy. Jeśli chodzi o bieganie to około 85% wszystkich jednostek wykonałem w formie spokojnego biegu. Starałem się do spokojnych wybiegań wplatać przebieżki w formie 80-100 metrowych odcinków a także elementy sprawności i siły biegowej. Akcentów było niewiele: po 1 razie: BNP, podbiegi, fartlek.
Największym wydarzeniem był przedświąteczny sobotni 23 kilometrowy bieg w tempie okołomatratońskim (4:16/km). Można powiedzieć, że to był mój wiosenny start A, chociaż oczywiście trzeba to wziąć w bardzo duży cudzysłów. Był to po prostu długi bieg w butach startowych, bez żadnego przygotowania. Trening ten dość mocno mnie zmęczył i dochodziłem do siebie przez kilka kolejnych dni. Świadczy to tym, że formy już nie było, nastawienie psychiczne było też adekwatne do bieżącej sytuacji w koronawirusowym świecie. Cały miesiąc czułem się fizycznie tak sobie. Niby wszystko ok, nic mnie nie bolało, ale czułem się jakby w letargu, jakbym pracował na zaciągniętym hamulcu. Nie pozostaje mi nic innego niż dostosować się do rytmu, który dyktuje organizm. A jest to rytm „slow”. Co ciekawe apetyt na jedzenie mi nie zmalał w tej nowej rzeczywistości 😊.
To o czym warto wspomnieć, to ilość treningu uzupełniającego, który „przerobiłem” w kwietniu. Jestem z siebie dumny, że potrafiłem zmusić się do regularnych ćwiczeń siłowych w domu 2-3 razy w tygodniu. Bardzo pomogły mi treningi online prezentowane przez Dominikę Stelmach. Jakoś od razu mi one podpasowały i najważniejsze, że nie musiałem sam wymyślać ćwiczeń. Wierzę w to, że ten czas nie pójdzie na marne i będę w stanie „odpalić” za jakiś czas w trakcie treningów i przygotować dobrą formę.
Czy będę tęsknił za kwietniem i wspominał go z rozrzewnieniem? Sądzę, że bardzo wątpię. Oby maj był lepszym miesiącem w szerokim tego słowa znaczeniu.


