W październiku mam zaplanowane minimum 2 starty. Oba to półmaratony. Wczoraj odbył się pierwszy z nich. Dzisiaj już wiem, że poza tymi dwoma zawodami, w bieżącym miesiącu nie będzie innych. Nie brzmi super optymistycznie, ale po kolei.
Wczorajszy start w gdańskim półmaratonie miałem oznaczony w kalendarzu jako najważniejsze zawody tym roku. Asfalt, atest, atak na PB w Gdańsku, który jest moim drugim domem. Czego chcieć więcej? Taki był plan jeszcze miesiąc temu….
Stając wczoraj na linii startu, moje oczekiwania, co do tego biegu, „nieco” się zredukowały i chciałem przede wszystkim dobiec do mety w dobrym zdrowiu, bez kontuzji. Co się zmieniło w tym czasie? Nic wielkiego poza ogólnie słabszym samopoczuciem w ostatnim okresie. Mówiąc krótko: treningowo „szału nie było”.
Bieg zacząłem ambitnie, pierwsze 10 km w tempie 3:52/km i do 18 kilometra trzymałem dobrą prędkość. Zapowiadała się dobra nowa życiówka, chociaż z kilometra na kilometr biegło się coraz trudniej. Końcowe 3 kilometry ( 4:14, 4:11, 4:03) były bardzo trudne i tylko się modliłem o to, aby zobaczyć metę. Miałem nawet moment w którym zastanawiałem się czy nie skończyć biegu przed czasem. Nie wiem jak to zrobiłem, ale jakoś udało mi się zmobilizować i doturlałem się do mety.
Mimo trudności, ukończyłem półmaraton w dobrym czasie 1h 23 min, czyli w czasie mojej życiówki sprzed roku z Iławy. Średnia z całego biegu 3:55 jest o 1 sekundę lepsza niż zeszłoroczna. Biorąc pod uwagę okoliczności, start oceniam na 4+.
Wnioski po biegu:
1. Oddechowo czułem się słabo, nie byłem przygotowany wydolnościowo i kilometrażowo na dość trudną trasę z 8 podbiegami. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że jestem przetrenowany
2. Mięśniowo bardzo dobrze, nogi dobrze zniosły dystans, buty Nike Zoom Fly 3 po raz kolejny „zrobiły dobrą robotę” na asfalcie
3. Zabrakło mi energii w końcowym dystansie, czułem się, że siły mnie całkowicie opuściły. Cały dystans przebiegłem na 1 tabletce Dextro Energy. Czy to miało znaczenie? Nie wydaje mi się, że duże. Gdybym był w dobrej formie lepiej zniósłbym końcówkę
4. Mimo wszystko nie żałuję, że zaryzykowałem i pobiegłem mocno pierwszą dychę ( 38:30). Nie sądzę, abym lepiej zniósł drugą część, gdybym pierwszą zrobił 1 minutę wolniej.
Podsumowując: jak mawiał poeta: „ z gówna bicza nie ukręcisz”. Forma jest jaka jest, czyli taka nijaka: nie za dobra ale i nie fatalna. Ale czy może być lepsza w tym roku? A może skupić się tylko na tym, żeby nie była gorsza?






