Związek z Biegaczem // 31.10.2020

Związek z Biegaczem 

W ubiegłą środę przeczytałem ciekawy artykuł, który ukazał się na łamach portalu bieganie.pl. Jego tytuł brzmi: „Związek z Biegaczem”. Fajny tekst, pomyślałem sobie po lekturze, taki nie za długi i w sam raz do poczytania w drodze powrotnej do domu (środek lokomocji – pociąg).  Mówiąc w skrócie, felieton z przymrużeniem oka traktuje o trudnych relacjach w związkach, w których jedna z osób jest zapalonym biegaczem, bardzo poważanie traktujących swoje hobby, druga zaś jest osobą niebiegającą. Czyli wypisz, wymaluj sytuacja, którą znam z autopsji.

Jako, że do mojej docelowej stacji zostało jeszcze kilka minut, stwierdziłem, że podeślę żonie link z artykułem aby i ona miała szansę zapoznać się z interesującą lekturą, gdyż jako niebiegaczka rzadko zagląda na strony biegowe. Oczywiście przy okazji chciałem także poznać jej punkt widzenia na omawianą kwestię. Wieczorem, po kolacji, kiedy wszystkie ważne rodzinne sprawy zostały już pozałatwiane, zagaduję moją małżonkę:

– Aniu, jak podobał Ci się artykuł z bieganie.pl, który Ci wysłałem?

– Był ok, odpowiedziała bez entuzjazmu. Myślę, że temacie relacji w związku: biegacz- niebiegacz mógłbyś jeszcze dodać coś ciekawego od siebie Słowo się rzekło. Nie mogę zatem zawieść wybranki mojego serca i oznajmiłem, że zabieram się za pisanie.

Zastanawiałem się nieraz czy lepszą sytuacją jest taka, kiedy dwie osoby w związku realizują wspólną biegową pasję czy korzystniej jest, kiedy biega jedna osoba. Znam wiele przypadków biegających małżeństw. Jest to naprawdę wspaniały widok, kiedy podążają ramię w ramię, wspólnie pokonując kilometry. Często myślę wtedy, że Ci ludzie są dla siebie jak „dwie połówki pomarańczy”.

Z drugiej strony znam też osoby, które mają „problem” z bieganiem, bo partner niezbyt przychylnym okiem patrzy na ich hobby. Nie ma co owijać w bawełnę, najczęściej (oczywiście nie zawsze) to Panie kręcą nosem, kiedy ich mężowie codziennie wymykają się z domu na godzinę lub dwie, a co gorsza chcieliby, aby życie całej rodziny było podporządkowane bieganiu. Najbardziej banalnym przykładem jest tutaj sytuacja, kiedy mąż oświadcza, że ma zawody w weekend a żona nie wyobraża sobie niedzieli bez rodzinnego obiadu u rodziców.

Jest też bardzo duża grupa biegaczy, których partnerzy wspierają w ich biegowej pasji. Trzeba powiedzieć to otwarcie: bieganie, szczególnie jeśli chodzi o osoby, które chcą systematycznie poprawiać swoje wyniki sportowe, jest aktywnością bardzo absorbującą. Sam trening biegowy to tylko wierzchołek góry. Do czasu przeznaczonego na trening trzeba doliczyć przygotowanie do treningu, odpoczynek po nim, zaplanowanie posiłków i tak dalej. Poza tym trzeba wykonywać zwyczajne czynności typu: praca zawodowa czy życie rodzinne. Marginesu na inne działania biegaczowi, o którym wspomniałem, pozostaje niewiele. Przede wszystkim dlatego, że niemal zawsze jest zmęczony po treningu lub regeneruje się przed kolejnym ….  Niech pierwszy rzuci we mnie kamieniem ten biegacz, którego ulubioną czynnością nie jest wygodne leżenie na sofie! Akceptacja takiego stanu przez osobę, która nie biega, może być dużym wyzwaniem…. dla związku.

Nie mnie oceniać, która z opisanych opcji jest najbardziej pożądana. Tak naprawdę wydaje mi się, że bieganie w ogóle nie wpływa na to czy związek jest udany czy nie. Jeśli ludzie są ze sobą szczęśliwi, są w stanie zaakceptować pasję partnera, nawet, jeśli jej nie podzielają.

Na koniec chciałbym podziękować mojej kochanej żonie, która przez wszystkie lata biegowej przygody, całym sercem wspiera mnie, abym mógł spełniać się w bieganiu. Co ciekawe, mimo, że nie biega, to zawsze pierwsza dopytuje, kiedy odbędą się kolejne zawody, abyśmy mogli razem na nie pojechać.

Jest moim największym przyjacielem, motywatorem i najwierniejszym kibicem. Dziękuję Ci Aniu.