Podsumowanie sezonu 2020 /// 12.11.2020

 

Rok 2020 zaczął się bardzo optymistycznie i wesoło, dużo wskazywało na to, że będzie to kolejny udany sportowo rok. Tak jednak się nie stało. Końcówka roku nie jest już tak pozytywna i w tym momencie trudno o optymizm. Nie chodzi oczywiście o same bieganie ale o sytuację związaną z pandemią i konsekwencje, które są z niej wynikają. Końca tej pandemii nie widać, tak naprawdę nie wiadomo w jakim momencie obcowania z nią jesteśmy. Czy najgorsze za nami? Wydaje mi się, że najtrudniejsze momenty dopiero nadejdą.

Póki co siedzimy w domu, zamknięci w kwarantannie, pora więc na podsumowanie sezonu 2020. Może uda się wyciągnąć konstruktywne wnioski? Postanowiłem zacząć od spisania dobrych i złych momentów/kwestii kończącego się sezonu.

 Pozytywy sezonu 2020

1.   Utrzymałem aktywność/ciągłość treningową przez cały rok bez żadnego okresu spadku motywacji

Nie jest to dla mnie jakieś wielkie osiągnięcie, bo motywacji do biegania i systematycznej pracy nigdy mi nie brakowało. Ten sezon nie był wyjątkiem. Patrząc jednak na tę sytuację z perspektywy wielu innych zawodników – amatorów, widzę, że w tym dziwnym roku, w którym wiele zawodów zostało odwołanych, utrzymanie ciągłości treningu nie było takie oczywiste.

2.  Sezon w zdrowiu i bez kontuzji

Kolejny sezon bez kontuzji z czego się ogromnie cieszę. Regularne ćwiczenia ogólnorozwojowe – wzmacniające wszystkie mięśnie (crossfit a później samodzielnie w domu) przynoszą dobre efekty. Czuję mniejsze obciążenie bólowe mięśni nóg, pomimo pokonania większej ilości kilometrów.

Negatywy sezonu 2020

1.  Brak poprawionych rekordów życiowych

To pierwszy taki rok od kiedy zacząłem biegać. Bez poprawionej życiówki na dystansach: 5 km, 10 km, półmaraton. Najbliżej byłem 4 października podczas gdańskiego półmaratonu, który pobiegłem na poziomie mojego ubiegłorocznego PB z Iławy. Zadecydowały końcowe 3 km, kiedy bardzo opadłem z sił. Podjąłem również próbę poprawienia najlepszego rezultatu na 10 km we
wrześniu w Toruniu. Tutaj także trochę zabrakło do celu a najbardziej zawiodła dyspozycja dnia ( bardzo ciężka noc przed biegiem). Oczywiście gdybym był w wysokiej formie, nie szukałbym wymówek.

2.  Słabe samopoczucie od wiosny (przetrenowanie)

Główna przyczyna mojego niezbyt udanego sezonu. Mniej więcej od połowy lutego zacząłem odczuwać skutki przetrenowania organizmu. Po około 2 miesiącach sytuacja wróciła mniej więcej do normy ale przez cały czas w mniejszym lub większym stopniu czułem się jakbym biegał na zaciągniętym hamulcu. Przeprowadziłem badania, które nie wykazały niczego niepokojącego. Tym niemniej często oddechowo słabo mi się biegało, szczególnie w zawodach. Do dzisiaj czuję lekki ból w okolicy klatki piersiowej.

3.  Roczny makrocykl treningowy nie przyniósł spodziewanych efektów

W teorii wszystko miałem zaplanowane jak w zegarku. Piękny plan, który realizowałem bez przeszkód do połowy lutego. Później było przetrenowanie, lockdown, niepewność co do startów. W efekcie przez cały sezon nie do końca skutecznie szukałem formy. Muszę przemyśleć ten temat i wprowadzić zmiany do przyszłorocznego planu.

4.  Odwołane zawody, niewielki wybór biegów

Trudno było zaplanować przygotowania do biegów, bo większość została odwołana lub przekładana po kilka razy. Zawodów było niewiele. Głównie startowałem w cyklu Kaszuby Biegają. Poza tymi biegami odbyło się może około 10 -20 % normalnie odbywających się imprez. Brałem to co było w okolicy + wycieczka do Torunia.

     5.  Trudność w doborze imprez docelowych

Wiosną chciałem przebiec maraton ale nic z tego nie wyszło. Najlepiej wyszedł mi bieg, który miał mnie do niego przygotować (w lutym  Iława – Susz 27 km). Później było już słabiej a przyczyny opisałem wcześniej.

Jak widać negatywów było więcej niż pozytywów. Ogólnie rzecz ujmując nie dopisało zdrowie, ale nie w kontekście kontuzji wynikającej z biegania ale stanu ogólnego organizmu. Za szybko osiągnąłem dobry stan wytrenowania, już w styczniu byłem w dobrej dyspozycji i realizowałem mocne jednostki (pogoda bardzo dopisywała w zimie). Od połowy lutego czułem się jakbym trenował na zaciągniętym hamulcu, bałem się pogorszenia stanu zdrowia. Były okresy dobre i słabsze, większość treningów wychodziła jednak pozytywnie i optymistycznie. Najważniejsze zawody nie wypadły w pełni zadowalająco  w mojej ocenie włożona praca nie przyniosła założonych efektów.