Dzisiejsze wspaniałe wyniki polskich maratonek i maratończyków (w sumie na trasach łupem polskich biegaczy padło 8 wyników spełniających minima olimpijskie), bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły.
Szczerze mówiąc przewidywałem, że szans na uzyskanie minimów Polacy nie mają prawie wcale. Obstawiałem, tak jak większość K. Zalewskiego, ale żeby takie dobre wyniki osiągnęło za jednym razem aż tylu? Myślę, że mało kto spodziewał się takiego rozwiązania.
Mistrzem Polski został Arek Gardzielewski i prawdopodobnie spełni swoje olimpijskie marzenie na zakończenie kariery (jeśli będzie zdrowy, do Tokio pojedzie na pewno). Po raz kolejny potwierdziło się, że trzeba konsekwentnie realizować swoją pracę a efekty prędzej czy później przyjdą. Arek poprawił swoją życiówkę po 9 latach, mając na karku prawie 35 wiosen, jak to się kwieciście określa. Super sprawa! Wśród kobiet wygrała Aleksandra Lisowska wyrównując w Dębnie rekord Polski kobiet.
Po takich wspaniałych występach polskich biegaczy, którzy przez wiele lat zmagali się z nieciekawą rzeczywistością zawodowego biegacza w Polsce, dzisiejszy trening otrzymał dodatkowe 10 punktów do motywacji ☺. Przy okazji „sieknąłem sobie” parę fotek w lesie.
Wielu ludzi zastanawia się teraz skąd tak dobre występy Polaków? Bardzo prawdopodobna jest według mnie teza, według której największy wpływ na poprawę wyników polskich biegaczy ma bardzo ograniczona ilość startów spowodowana koronawirusem. Praktycznie przez ponad rok startów było jak na lekarstwo i zawodowi biegacze mogli skupić się na metodycznym treningu a nie na „pogoni za groszem”, w różnego rodzaju zawodach. Oczywiście absolutnie nie dziwię się, że w przeszłości biegacze próbowali wiązać koniec z końcem startując w wielu biegach ulicznych. Każdy ma rachunki do opłacenia a PZLA nie wspiera „długasów” w wystarczającym stopniu. Odbywa się to na zasadzie: najpierw zrób mocny wynik a później ewentualnie obejmiemy cię szkoleniem. Nasłuchałem się tych opowieści od Dominiki co niemiara.
Nie bez znaczenia jest także rewolucja sprzętowa, która dokonała się w ostatnich 2 latach. Nowa generacja butów z karbonem spowodowała poprawę wyników na całym świecie i trudno porównywać wyniki obecne z tymi sprzed kilku czy kilkunastu lat.
Jedynym przykrym momentem tej złotej niedzieli polskiego maratonu jest wynik Mariusza Giżyńskiego – sporo poniżej oczekiwań. Od dawna mu kibicuję i chociaż nie znam Mariusza osobiście, chciałem aby udało mu się zakwalifikować na igrzyska. Cóż nie wszystkie marzenia się spełniają.




