Pomaratońskie myśli 21.04.2021

 

Wracając jeszcze do kwestii świetnych wyników naszych maratończyków w trakcie ostatniego weekendu. Miałem ostatnio małą pogawędkę z Anią na temat postrzegania wyników sportowców przez przeciętnego zjadacza chleba.

Wiadomo, że w świadomości kibiców liczy się tylko zwycięzca danych zawodów. Reszta pozostaje tłem. W sporcie wszystko jest teoretycznie łatwo mierzalne. Jest pierwsza trójka, która zdobywa laury, pozostali muszą pogodzić się z porażką. Czy takie podejście jest uczciwe?

Ja zdecydowanie nie zgadzam się z takim punktem widzenia. Dla mnie liczy się droga – podróż, jaką dana osoba musi odbyć, aby poprawić swoją formę i wyniki. Wiem, że takie romantyczne nastawienie nie ma nic wspólnego ze sportem zawodowym. Treningi, zawody – to jest praca, która ma wymierne finansowe skutki dla sportowców.

Przekładając to na sytuację polskich maratończyków. Przed weekendem wydawało się, że kwalifikację olimpijską zdobędzie jedna lub dwie osoby. Okazało się, że przewidywania te można było wrzucić do kosza. Jak w tej sytuacji ocenić występy K. Zalewskiego, K. Karbowiaka i I. Trzaskalskiej? Cała trójka wypełniła minimum oraz osiągnęła super rezultaty, jednocześnie nie zdobywając wymarzonej kwalifikacji na igrzyska w konkurencji maratonu. Co prawda Zalewski ma szansę w biegu na 3000 m z przeszkodami a zakładam, że PZLA nie wywinie żadnego „numeru” i olimpijczykami zostaną Chabowski, Nowicki i Gardzielewski. Wśród kobiet sytuacja jest bardziej skomplikowana. K. Nadolska ma minimum sprzed 2 lat i do ubiegłej niedzieli wydawała się pewna awansu. Sytuacja się jednak dla niej pogmatwała. Nie trzeba być geniuszem, aby zdawać sobie sprawę z tego, że brak awansu na igrzyska odbije się na „kieszeni” niedoszłych olimpijczyków.

Czy możemy zatem powiedzieć Trzaskalskiej, Zalewskiemu, Karbownikowi i im podobnym, że bardzo cenimy ich wyniki oraz wykonaną pracę? Oczywiście tak. Wątpię jednak, że bardzo ich to pocieszy w obecnej sytuacji. Pod tym względem sport zawodowy jest brutalny.

W odniesieniu do sportu amatorskiego, w którym ludzie realizują swoją biegową pasję, wspomniana wcześniej „sportowa podróż” jest według mnie najważniejsza. Dla mnie może to być poprawa wyniku na 10 km o 10 sekund a dla kogoś innego przebiegnięcie 3 kilometrów. Oba te osiągnięcia są równie cenne.