Wiosna jakoś nie chce zagościć u nas na dobre. Dwa dni ciepłe przeplatane są dziesięcioma zimnymi. Gdy próbuję odtworzyć w pamięci ostatnią ciepłą wiosnę, to….. nie posiadam tego typu wspomnień. Czy tylko ja tak mam? Od kwietnia oczekiwałbym już temperatury na poziomie 12-15 stopni, a tegoroczna wiosna jest kolejną z temperaturą z rzadka przekraczającą 10.
Uwielbiam lato i bieganie, kiedy pot spływa po twarzy, plecach i niżej 😊. Cały rok czekam na ten okres, kiedy wszelkiej maści owady lepią się do mokrej skóry. I chociaż są momenty, kiedy bieganie w upale jest trudne, wizualizuję sobie wtedy lutową pluchę, marcowe wiatry i kwietniowy chłód. Wybór jest dla mnie zawsze oczywisty.
Ale ja nie o tym dzisiaj.
Jakiś czas temu wspominałem, że w kwietniu chciałbym wystartować w dwóch biegach na 5 km, organizowanych w Gdańsku w formie hybrydowej. Czas pokazał, że nic z tego nie wyszło i musiałem zadowolić się biegiem typu sprawdzian formy, w trakcie wczorajszego mocnego treningu.
Tutaj relacja z lutowego sprawdzianu na 10 km
Jeszcze w piątek byłem przekonany, że ten bieg zostanie rozegrany na bieżni lekkoatletycznej stadionu. Gdy zerknąłem sobie na opublikowaną informację przez Gdański Ośrodek Sportu, okazało się, że jestem w błędzie. Najlepiej będzie, gdy po prostu wkleję zdjęcie ze Stravy….
Trasa obejmowała chyba wszystkie możliwe nawierzchnie (trawa, kostka brukowa, piach, bieżnia lekkoatletyczna), a do pokonania było także kilka stopni schodów 😊. Taki bieg z przeszkodami, 3 pętelki, pełne zakrętów. Wiadomo było, że na bardzo dobry wynik nie ma szans, ale chodziło przede wszystkim o dostarczenie organizmowi mocnego bodźca w postaci biegu ciągłego, poza strefą komfortu. Ten cel udało się zrealizować bez problemu, na mecie czułem duże zmęczenie i sporą zadyszkę.
Czy jestem zadowolony ze sprawdzianu? Generalnie tak, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności. Można powiedzieć, że to był bieg na „świeżości”, bo treningu jakościowego w kwietniu było u mnie niewiele. Utrzymałem w miarę równe tempo biegu na całym dystansie i urozmaiciłem tym akcentem dość monotonne treningi ostatnich tygodni. Pozostaje mieć nadzieję, że w maju będą w końcu jakieś normalne zawody będzie można powalczyć ramię w ramię z innymi zawodnikami, co zawsze wyzwala u mnie dodatkowe siły.
Po biegu, razem z moimi dziewczynami, pokręciliśmy się trochę po Gdańsku, aktywnie spędzając popołudnie. Fajnie było zobaczyć, że są miejsca, gdzie życie toczy się normalnie np. na bazarze obok Starego Maneża.
EDIT: uważni czytelnicy bloga 😅 (dzięki Sławek i Przemek) słusznie zauważyli, że nie podałem czasu w którym ukończyłem bieg. Poprawiam się: według Garmina dystans 5,04 km, czas 18:08. Dla entuzjastów podaję także link do oficjalnych wyników:link









