Kwiecień na spokojnie 01.05.2021

 

Zacznę od małej „wstawki piłkarskiej”, za którą wszystkich miłośników biegania serdecznie przepraszam 😊.

Na temat nieszczęsnego projektu piłkarskiego o nazwie „Superliga” zostało już powiedziane i napisane chyba wszystko. Nie mniej jednak muszę ze swojej strony dodać małą złośliwostkę. Powiem tylko tyle: jak to dobrze, że „twarzą” tego idiotycznego kółka wzajemnej adoracji przebogaczy został niejaki Florentino P., a nie skompromitowany Bartomeu, który miał wielką chrapkę na szefowanie miliarderom. Dzięki Bogu, udało się wywalić Bartomeu przed upływem kadencji i chyba tylko dlatego całe odium tej mało śmiesznej komedii spadło na Real. Przezabawnie było poczytać dyrdymały prezesa na temat jedynej możliwości ratowania światowej piłki poprzez utworzenie tzw. Superligi. Koniec.

Kwiecień

Analizę treningów kwietniowych zacznę od ogólnego stwierdzenia, że był to miesiąc z niezbyt imponującą ilością przebiegniętych kilometrów – w sumie 273. 59 kilometrów mniej niż w marcu. Czy to źle? Nie wiem. Wiem tylko tyle, że nie miałem zbytniej ochoty na długie treningi w tym miesiącu. Główną przyczyną było zimno, które jak na moje standardy odczuwania temperatury, było dołujące. Już pisałem o tym wcześniej i nie chcę się powtarzać. Tak czy siak, kwiecień wysuwa się w moim subiektywnym rankingu na czołowe miejsce mało lubianych miesięcy w roku 😊.

Czy to oznacza, że niechętnie wychodziłem biegać? Nic z tych rzeczy. Nie odpuszczałem treningów, po prostu skracałem ich długość. Średnia długość 1 treningu biegowego w kwietniu wyniosła 13.6 km. Dla porównania w marcu 15,1 km. Na horyzoncie imprez biegowych brak ruchu, nie było więc też potrzeby „dokładania do pieca”.

Poniżej trochę informacji w pigułce.

1.  Dni treningowych  – 25, w tym 20 jednostek biegowych oraz 5 treningów uzupełniających w domu.

2. Ilość godzin poświęconych na
trening – 26, w marcu – 33. Nie wliczam oczywiście czasu spędzonego na rolowaniu i rozciąganiu, bo to elementarz😍. Really?

3. Ilość startów w zawodach – zero.

A tak wygląda to z puntu widzenia Garmina:

Najmocniejszym treningiem był sprawdzian na 5 km na dziwnej trasie w Gdańsku. Pisałem o tym tutaj. Poza tym jakościowego biegania nie było za wiele – najpopularniejsza jednostka to BS☺. Z ciekawszych treningów wspomnę tylko:

  •  2 x Fartlek – 10 x 90 sek. szybko/90 sek. spokojnie a także 12 x 2 min/1.5 min. Zabawa biegowa to ulubiony trening mojej żony – ze względu na nazwę 😊. Ania wie, że po tym treningu będę raczej umęczony niż zrelaksowany.
  •  Trening interwałowy – 10 x 250 m mocno (48-44 sek. odcinek), przerwa trucht 45 sek.
  •  2 x podbiegi – 10 x 140m oraz 10 x 150m – średnio długie odcinki biegane mocno.
  •  Niedzielne długie wybiegania niezbyt długie (18-21 km) i w konwersacyjnym tempie. Ostatnie BD trochę dłuższe (22,5 km), bo bardzo swobodnie mi się biegło po mocnej 5-tce dzień wcześniej.
Tak to mniej więcej wyglądało. Zero spiny, sama radość przebierania nogami.
 
Poleżałem w kwiatkach
Poleżałem w kwiatkach