Dzisiaj parę słów o jedzeniu a nawet w ujęciu szerszym – o odżywianiu. Często znajomi pytają mnie ile ważę i jak to robię, że jestem taki szczupły. Po chwili następuje najczęściej refleksja – no tak, ty tyle biegasz, że wszystko i tak „spalisz”. Czy na tym to polega? W dużym uproszczeniu można zgodzić się z tym stwierdzeniem, ale według mnie nie jest to cała prawda.
Największym wrogiem szczupłej sylwetki jest cukier. Jestem o tym przekonany. Od dawna funkcjonuje slogan „biała śmierć” w odniesieniu do cukru. W pełni się z nim zgadzam. Wystarczy, że na jakiś czas ograniczę spożycie cukru (mam na myśli sacharozę, glukozę, fruktozę które są głównym składnikiem między innymi przemysłowych słodyczy) a od razu czuję „luzy w pasie” i portki wiszą na mnie jak na miotle 😊.
Problem jest w tym, że cukier jest smaczny i uzależniający. Większość ludzi uwielbia słodycze i ja oczywiście nie jestem tutaj wyjątkiem. Gdyby sacharoza obecna była jedynie w słodkościach, nie byłoby tak źle. O wiele groźniejsze dla naszego zdrowia jest dodawanie cukru, pod różnymi postaciami, do większości produktów żywnościowych. I nie mam na myśli słodkich napojów typu cola, ciastek, czekolad czy lodów. Wielu z nas ciągle nie zdaje sobie sprawy z tego, że ogromne ilości cukru dodawane są do płatków śniadaniowych, soków owocowych, fit – batoników czy napojów izotonicznych, które uchodzą za zdrową żywność.
Jedyne co w tej sytuacji uważam za sensowne, to ograniczanie ilości spożywanych cukrów poprzez stosowanie „zamienników”. Na przykład:
1. Zamiast jogurtów owocowych – jogurt naturalny
2. Zamiast keczupu ze sklepu – sos pomidorowy przygotowany samodzielnie w domu z pomidorów w puszce
3. Zamiast przekąsek typu paluszki, batoniki – suszone owoce
4. Zamiast napoju izotonicznego ze sklepu – izotonik przygotowany w domu (woda, cytryna, miód, szczypta soli)
Oczywiście to tylko kilka przykładów. Ja staram się wcielać w życie coraz więcej „drobnych kroczków”, ograniczających cukier w odżywianiu. Nie zawsze się udaje ale muszę stwierdzić, że im mniej cukru w diecie, tym lepiej się czuję. W przypadku osób aktywnych fizycznie, zwłaszcza tych regularnie trenujących dyscypliny wytrzymałościowe, cukier nie jest tak groźny dla zdrowia, jak dla osób preferujących sofę i pilota. Wynika to oczywiście z zapotrzebowania na energię, którą czerpiemy między innymi z cukrów.
To jak to jest z tą dietą? Ja osobiście stosuję wysokoenergetyczną, opartą na węglowodanach. Moje codziennie menu nie jest skomplikowane. Nigdy też nie liczę szczegółowo spożywanych kalorii. Podstawowa zasada, którą stosuję brzmi: im prościej tym lepiej. Jem 3 posiłki dziennie, bardzo rzadko podjadam pomiędzy.
Śniadanie (8.30 – 9:00): dużo pieczywa, warzyw: pomidory, ogórki, papryka, jajka pod każdą postacią, omlety, chude wędliny, żółty ser, nabiał.
Obiad (13:30 – 14:00): króluje makaron z warzywami i kurczakiem/indykiem. Poza tym różne kasze, ryż, warzywa na parze. Ziemniaki w mniejszym stopniu. Często wpada spaghetti lub risotto. Unikam smażonych mięs, szczególnie wieprzowiny. Za to zupy uwielbiam i jem prawie wszystkie.
Deser jem od razu po obiedzie – w weekendy najczęściej domowe ciasto, naleśniki, gofry a jak nie ma to czekolada pod każdą postacią 😊. W tygodniu muesli z owocami i jogurtem naturalnym/miodem.
Kolacja (19:30 – 20:00): podobna do śniadania: pieczywo, jajka, wędlina, warzywa. Jak jest więcej czasu – domowa pizza, różne tarty, sałatki, zapiekanki z warzywami.
Jeśli chodzi o napoje – piję kawę, herbatę i wodę niegazowaną, którą popijam cały dzień (latem 2,5 – 3 litry dziennie). Napoje gazowane sporadycznie (kilka razy w roku).
Alkohol – lubię od czasu do czasu wypić butelkę lub 2 wina z żoną w weekend 😊. Ostatnio rzadko. Latem lubię piwko.
Produkty, których unikam: majonez i inne „sklepowe” sosy, gotowe dania wysokoprzetworzone, parówki, tłuste wędliny, bekon, dania fast food typu hamburger, tłusta śmietana, golonka i tym podobne.
Jak widać, nie stosuję żadnej wyrafinowanej diety, staram się po prostu jeść zdrowo i o stałych porach – co jest dla mnie mega istotne. Zazwyczaj w tygodniu trenuję wieczorem (około 18), dlatego w ciągu dnia kluczowym posiłkiem jest obiad zjedzony odpowiednio wcześniej. W moim przypadku potrzebuję minimum 4 godziny na trawienie. Gdybym zjadł smażonego schabowego na obiad, trening wykonałbym pewnie po 22 😊.
Nie ma jednej recepty na „dobre odżywianie”. Każdy z nas jest inny i ma swoje upodobania a także możliwości np. w zakresie spożywania posiłków o regularnych porach. Skrajne poświęcenie się zdrowej diecie może prowadzić do pogorszenia zarówno zdrowia psychicznego jak i fizycznego. Umiar jest dobry we wszystkim, także w podejściu do jedzenia.


