Prawie wszystkie blogi biegowe, które czytam, obserwuję, cenię i którymi się inspiruję są już praktycznie w agonii. Może to jest trochę za mocne określenie, ale to fakt. Nowe teksty pojawiają się bardzo rzadko. Czyżby wszystko już zostało napisane a może brakuje tematów na które można byłoby coś ciekawego napisać? Jeśli ktoś jeszcze cokolwiek publikuje, to raczej zdjęcia na facebooku lub najczęściej na Instagramie – w medium całkowicie nie z mojej bajki. Tak wiem – jestem starym dziadem – ale z drugiej strony mam ten komfort, że nie muszę i nie chcę być niewolnikiem mediów społecznościowych. Swoją drogą uważam, że ich popularność nie będzie trwała długo i wcześniej niż się spodziewamy, większość ludzi wycofa się ze „społecznościówek”.
Zastanawiam się na czym polega fenomen publikowania zaświadczeń o zaszczepieniu, które w ostatnim czasie widzę co drugi dzień. Czy ktoś jest mi w stanie wytłumaczyć o co w tym chodzi? Nigdy nie widziałem aby ktoś zamieszczał zdjęcie z prześwietlenia swojej klatki piersiowej lub wyniki badań krwi. A zdaje się, że wszystko to są podobne informacje, dotyczące naszego zdrowia. Równie niezrozumiałe jest dla mnie rozpowszechnianie w mediach społecznościowych wizerunku swoich dzieci. Szczególnie lubują się w tym młode matki, namiętnie zamieszczając zdjęcia swoich słodziaków. Czy te dzieci ktoś pytał o zdanie? A może jak dorosną wcale nie będą chciały, żeby ich zdjęcia z dzieciństwa hulały po internetach. Zdaje się, że niełatwo jest usunąć coś, co się opublikowało w internecie. To tylko taka moja mała refleksja z ostatnich dni…
W maju przechodziłem mini dołek biegowy, związany głównie z przesileniem wiosennym. Wystarczyło jednak aby na początku czerwca słońce przygrzało mocniej a wszystkie smutki odeszły. Pięknie się biega gdy jest ciepło, choć wiem nie wszyscy lubią. Ja lubię 😊.
W ubiegłą niedzielę wybrałem się do Pelplina na Bieg Papieski (10 km), zaliczając swój debiut w zawodach w tym roku. Lubię ten bieg z kilku powodów: jest blisko domu, trasa asfaltowa (prawie w całości) no i zawsze jest super pogoda (do opalania 😊). Tak też było w tym roku. Przed biegiem towarzyszył mi lekki stresik, bo już zapomniałem, jak to jest biegać w zawodach. No i wielki znak zapytania co do formy… biorąc pod uwagę fakt, że w maju nie za wiele potrenowałem jakościowo. Trasa biegu w Pelplinie obejmuje 2 pętle po około 5 km. Zacząłem dość ostrożnie, na pierwszym okrążeniu chciałem sprawdzić jak się czuję, aby ewentualnie przyspieszyć lekko w drugiej części. Okazało się, że biegnie się w miarę dobrze (chociaż nie powiem, że swobodnie). Na 6 kilometrze lekko przyspieszyłem i pobiegłem tak do około 8 km.
Na 2 km do mety odwróciłem się i stwierdziłem, że nikt mnie już raczej nie wyprzedzi. Zawodnik biegnący przede mną także miał sporą przewagę, nie było więc sensu się „żyłować”. Zwolniłem więc trochę i w miarę komfortowym tempie wbiegłem na stadion, gdzie była meta. Ostatecznie zająłem 15 miejsce open, 5 w mojej kategorii M40. Średnie tempo biegu 3:48/km – nieźle, biorąc pod uwagę warunki. Oceniam mój start przyzwoicie, chociaż widzę, jakie mam braki. Najważniejsze, że chęć do biegania nie słabnie i sprawia mi to przyjemność. Nie ma mowy o skapcanieniu 😊.
Najfajniejsze w Biegu Papieskim było to, że można było znowu poczuć atmosferę normalnych zawodów biegowych, porozmawiać z kolegami i poczuć dreszczyk emocji przed biegiem. Wygląda na to, że sezon biegowy rozpoczął się na dobre, bo pojawia się coraz więcej imprez. W sobotę mam zamiar przebiec 5000 metrów na bieżni w Kartuzach. O mamuńciu…. będzie bolało 😊.
Zdjęcia autorstwa Romana Hudzika






