Prognozy pogody na weekend były doskonałe. Słońce, bezwietrznie, zapowiadana temperatura – ponad 30 stopni. Genialny początek lata. No, może niekoniecznie do biegania, ale na pewno na krótki weekendowy wyjazd poza miasto. Chciałem wystartować gdzieś w sobotę, więc szybko przeanalizowałem dostępne opcje i wybór był tylko jeden – jedziemy w Bory Tucholskie. Zależało mi też na tym, aby pojechać z dziećmi i o ile Laura zawsze chętnie nam towarzyszy, to Filip ma już swój świat, w którym niekoniecznie jest miejsce na wyjazdy z rodzicami. Musiałem więc użyć fortelu: ogłosiłem, że wyjazd jest powiązany z nadchodzącym Dniem Ojca. Czy w tej sytuacji ktoś odmówiłby swojemu staruszkowi 😊? Padło tylko jedno pytanie – czy tam gdzie jedziemy będzie wifi?
Mocna 5-tka na bieżni w ubiegłym tygodniu była super pomysłem. Tak jak przewidywałem, mój organizm dobrze zareagował na ten bodziec i od razu w tygodniu biegało się swobodniej. Mając w perspektywie sobotni start w Okoninach, zrobiłem 3 spokojne rozbiegania (15 km, 8 km i 12 km), 30-tkę na rowerze oraz wykonałem akcent pobudzający – 10 x 500m w tempie biegu na 5 km. Bez szaleństw – zgodnie z przyjętą strategią.
Okonińska Pętla – to bieg na dystansie 12 km, którego trasa wiedzie wokół jeziora okonińskiego. Był to mój debiut w tej imprezie, która odbywała się po raz trzeci. Niewątpliwym atutem tego biegu jest urokliwa, płaska trasa, która w około 70 % wiedzie drogą asfaltową, w dużej części w lesie. Upał, mimo, że uciążliwy, był dzięki temu trochę łatwiejszy do zniesienia. Organizatorzy zadbali także o zraszacze na trasie i punkty z wodą do picia. Każdy, kto choć raz biegał w temperaturze przekraczającej 30 stopni, wie, że przy takiej pogodzie biegacze wypatrują
Przed biegiem czułem się jak śnięta ryba i wydaje mi się, że nie byłem jedynym zawodnikiem, który miał takie odczucia. Każdy szukał odrobiny schronienia w cieniu. Zastanawiałem się czy zdołam wykrzesać z siebie energię do mocnego biegu – po to tutaj przecież przyjechałem. Muszę pochwalić sam siebie, że w ostatnim czasie bardzo dobrze wychodzi mi rozkład sił w zawodach. Pierwsze kilometry staram się biec kilka sekund wolniej niż docelowe tempo i dzięki temu w drugiej części biegu jestem w stanie lekko przyspieszyć. Wcześniej często zdarzało mi się zbyt optymistycznie podchodzić do zawodów i mówiąc brzydko – „zdychałem” w końcówce.
W Okoninach także zacząłem spokojnie. Przede mną była grupa około 20 biegaczy. Po mniej więcej 3 kilometrach ustabilizowałem tempo biegu w granicach 3:50/km i zacząłem powoli wyprzedzać kolejnych zawodników. Zauważyłem, że moja prędkość utrzymuje się na stałym poziomie a kolejni zawodnicy zaczęli tracić siły i znacznie zwalniać. W takich warunkach pogodowych nietrudno jest przeszarżować i cieszyłem się, że zachowałem się jak wytrawny PRO 😊.
Wszystkich, których miałem „na radarze”, wyprzedziłem do 10 kilometra. Ostatnie dwa przebiegłem już na spokojnie, nie mając szans na kolejne wyprzedzenia, a i za sobą nie widziałem nikogo. W rezultacie zająłem 8 miejsce open – 4 w M40 – bardzo fajnie. Pierwsza czwórka w klasyfikacji (Mateusz, Sebastian, Grzegorz i Marek), to elita lokalnych biegów, która opędzlowuje wszystkie zawody – do nich nie mam podjazdu. Pozostałej trójce muszę się bliżej przyjrzeć 😊. Co ciekawe, w czołowej ósemce zostało sklasyfikowanych aż 5 zawodników w mojej kategorii wiekowej M40. Po raz kolejny potwierdziło się, że jest to najmocniejsza kategoria w biegach ulicznych 😊.
Od razu po biegu wróciliśmy do naszej weekendowej bazy, która znajdowała się w miejscowości Wierzchy koło Tlenia. Tam czekał już na nas grill i zimne piwko (albo dwa…..). W niedzielę rano wybraliśmy się na spływ kajakowy Wdą. Uwielbiam tę ciszę, spokój i możliwość delektowania się pięknem przyrody w rozkwicie – pełen relaks. Oczywiście w trakcie spływu trochę przesadziliśmy z opalaniem i wieczorem trzeba było leczyć rany 😊.
Podsumowując, to był weekend z serii tych, które uwielbiam. Połączenie biegania i aktywnego wypoczynku. Rewelacyjny czas w gronie najbliższych. Czas zabrać się za planowanie kolejnych wyjazdów 😊.
![]() |
| Foto: Teresa Rytlewska |
.








