Ogólnopolskie Zawody Masters w Biegach Przełajowych 15.07.2021

 

Urlop w pełni. Piszę te słowa we Wrocławiu, jest późny wieczór, leżę na hotelowym łóżku i w końcu mam chwilę, aby napisać parę słów o biegu, w którym wziąłem udział w minioną sobotę. Ogólnopolskie Zawody Masters w Biegach Przełajowych to impreza biegowa, która w ubiegłym roku miała rangę Mistrzostw Polski. W tym roku miało być podobnie, ale nie było. Dlaczego? Szczerze mówiąc, nie wiem. Prawdopodobnie chodzi o jakieś śmieszne gierki smutnych panów, wydających administracyjne decyzje dotyczące organizacji Mistrzostw Polski Masters. Nieistotne.

Ważne jest to, że bieg odbył się w Tczewie a dokładniej mówiąc w lubiszewskim lesie, w którym na co dzień wykonuję większość treningów. Ostatnio zastanawiałem się i próbowałem oszacować ile razy w przeszłości biegłem trasą tych zawodów. Nie potrafię dokładnie tego określić, pewnie ze 150 -200. Czy znajomość trasy powodowała, że miałem przewagę w stosunku do innych osób – absolutnie nie. Szkoda, ale tak to nie działa. W zawodach liczy się tylko twoja aktualna dyspozycja, zawsze tak było i w tym temacie chyba już nigdy się nie zmieni 😊.

Bieg u siebie w domu to zawsze ważne dla mnie wydarzenie, bez względu na rangę zawodów. Nastawiałem się na bieg w upale. W końcu start w lipcu w południe powinien to gwarantować 😊. Warunki były jednak inne – co prawda było ciepło, ale nie gorąco. Odczuwalna wilgotność w lesie, po ulewnych deszczach – bardzo duża. W przedstartowym tygodniu treningowym zastosowałem sprawdzony wielokrotnie  schemat: długi bieg w niedzielę (21 km), we wtorek akcent pobudzający (tym razem 10 x 400 m na bieżni). Pozostałe jednostki to 2 spokojne rozbiegania po około 10 km oraz 1 trening uzupełniający z mini band w domu.

Atmosfera przed biegiem jak zawsze wyborna: mnóstwo znajomych, przybijanie piąteczek i pogawędki. Fajną anegdotkę opowiedział Marek J, który po jednym z ostatnich biegów dostał anonimowego maila, w którym ktoś zarzucał mu branie dopingu. Przecież niemożliwe jest bieganie na tak wysokim poziomie w jego wieku😊. A wydawałoby się, że wszyscy biegamy głównie dla przyjemności, a tutaj taka czarna owca w naszym gronie 😊 😊.

Trasa biegu nie jest dla mnie idealna – fajnie się trenuje w terenie crossowym, ale bieganie w zawodach to zupełnie inna bajka. Odczuwalny wysiłek jest dużo wyższy niż na ulicy. W związku z tym trudno było oczekiwać że bieg będzie przyjemny i to oczywiście się sprawdziło. Jak zwykle trochę przerażał stromy podbieg😊. Kto go doświadczył, ten wie co mam na myśli.

Nie powiem, że biegło mi się super od samego początku. Starałem się utrzymywać stałe tempo, choć nie było to łatwe z uwagi na ciągłe podbiegi i zbiegi. Muszę przyznać, że największą motywacją do walki na dystansie był dla mnie nowy kolega klubowy Andrzej, który przez większość biegu utrzymywał nade mną kilkunastometrową przewagę Powiedziałem sobie, że muszę postarać się „przytrzymać” go jak najbliżej a na ostatnich 2 kilometrach „puścić” nogi na zbiegu i wyprzedzić. W połowie dystansu wydawało mi się to mało prawdopodobne, ale jakimś cudem udało się „odpalić” w końcówce, aż sam byłem w szoku, że tak szybko lecę😊

W ostatniej fazie biegu wyprzedziłem kilku zawodników i zająłem finalnie 11 miejsce open, 3 w kategorii M40-44. Jestem bardzo zadowolony z tego występu a najbardziej z ostatnich 2 km (śr. tempo 3.30/km), które były najszybsze z całego dystansu. Biega mi się zdecydowanie lepiej niż w zeszłym roku. Mimo, że trenuję lżej, to forma jest dużo lepsza. Może odnalazłem w końcu odpowiedni mix metod i środków treningowych, które powodują rozwój sportowy? Mam nadzieję, że tak jest i że dobrą dyspozycję będę prezentował w zawodach a nie tylko na treningu, tak jak to kiedyś bywało😊.

Organizacja biegu przez Tomka i ekipę wspomagającą jak zwykle na wysokim poziomie. Wszystko przebiegło sprawnie, bez rozwlekania w czasie i po 14 byłem już w domu po dekoracji. Już nie mogę się doczekać kolejnego startu za niespełna 2 tygodnie, ale na razie urlopowy relaks na maksa.

 

 

 

 

 

 
Foto: Domelonzo Photography, Gmina Tczew, Krzysztof Pawelczyk – żona :)