Wyszukiwanie atrakcyjnych imprez biegowych to cholernie żmudne i czasochłonne zajęcie. Jak każdy, mam swoje ulubione biegi, w których staram się startować corocznie. Niekiedy porzucam jednak jakiś, na którym już byłem i szukam nowych przygód 😊. Pod koniec września wymyśliłem sobie, że chętnie pobiegłbym w październiku szybką dychę na atestowanej trasie. Trzeba było więc zerknąć w kalendarz biegowy. Okazało się, że w okolicy nie ma dla mnie nic ciekawego. Musiałem rozszerzyć swoje poszukiwania na ościenne województwa. Im bardziej zagłębiałem się w internetową otchłań w poszukiwaniu stosownego biegu, tym bardziej byłem zdegustowany i zdezorientowany. Najgorsza jest mnogość platform zapisowych. Jest ich tak dużo, że trudno ogarnąć nawet połowę z nich. Sam sprawdziłem ponad 15 i nie szukałem dalej, bo spędziłbym kilka dni tylko na analizie dostępnych opcji. Czy Was też to wkurza? O wiele wygodniejsza byłaby sytuacja, gdzie wszystkie biegi można by znaleźć w jednym miejscu. Coś w stylu biegowego booking.com 😊.
Po nitce do kłębka i kilku godzinach ślęczenia udało się natknąć na bieg, który mnie podniecił. Znalazłem atestowaną dychę…uwaga, uwaga w Poznaniu. Bieg odbędzie się na torze wyścigowym, co może być bardzo ciekawym doświadczeniem. Problem w tym, że zapisy już dawno się zakończyły (limit 350 osób) i muszę wykombinować jak zdobyć możliwość startu. Mam nadzieję, że uda mi się odkupić od kogoś pakiet startowy. Tym bardziej, że moje dziewczyny, jak tylko dowiedziały się, że chcę sobie zrobić wycieczkę do Poznania, zgłosiły natychmiastowy akces do wyjazdu. Nie powiem, że mnie to zaskoczyło 😊.
Czuję, że powinienem napisać też parę zdań na temat planowanych poważanych zmian, które to zapowiedziałem w poprzednim wpisie (czytaj tutaj). Przede wszystkim zaskoczyła mnie Wasza – czytelników bloga – reakcja na tę „zajawkę”. Muszę przyznać, że otrzymałem sporo zapytań w prywatnych wiadomościach a także podczas bezpośrednich rozmów, abym uchylił rąbka tajemnicy. To było bardzo miłe, utwierdziło mnie w przekonaniu, że to co piszę, może być dla Was ciekawe. Wielkie dzięki za to😊. Sprawa wyglądająca następująco: projekt o nazwie „czas na zmiany” jest jeszcze w blokach startowych i czeka na start na początku października. Ruszy na pewno, czasami nie wszystko zależy od nas.
Tymczasem wrzesień minął niepostrzeżenie. Po niezbyt udanych biegach w sierpniu i na początku września, poczułem, że w drugiej połowie miesiąca forma lekko poszła w górę. Po Iławie „popuściłem gumkę w majtach” i przestałem mieć jakiekolwiek oczekiwania co do wyników. Nie zapisywałem się na żadne starty, przyjmując zasadę, że jak będzie mi się chciało pojechać na jakiś lokalny bieg w okolicy,to decyzję o udziale podejmę rano w dniu startu – jeśli samopoczucie i pogoda będą dobre😊. Tak też zrobiłem w ostatnią sobotę września, kiedy to wybrałem się na Bieg Gniewski – 10 km. Do tego biegu mam sentyment, bo rozpoczynałem w nim swoją bogatą karierę😉, dokładnie 27.09.2014 roku. Z tego co pamiętam przebiegnięcie dystansu zajęło mi wtedy ponad 46 minut. Trasa w tym roku była lekko zmodyfikowana, w stosunku do premierowej edycji, ale długi podbieg leśnym wąwozem w Tymawie, pozostał niezmienny i niezapomniany. Za każdym razem, biorąc udział w Biegu Gniewskim, staram się podzielić w głowie trasę na 2 części: pierwsza kończy się po wbiegnięciu na tymawską górkę mniej więcej w połowie dystansu, a druga to dobiegnięcie do mety od końca podbiegu. Jako, że nie cierpię długich podbiegów, starałem się nie szafować siłami w pierwszej części biegu. Pamiętam z wcześniejszych edycji że nie tacy gieroje jak ja przechodzili do marszu na tym podbiegu😊. Po pokonaniu najtrudniejszego odcinka, postanowiłem zaatakować na zbiegu i po prostu „puściłem nogi”. O dziwo był luz w nogach i na odcinku około 300 metrów wyprzedziłem 4 zawodników. Utrzymałem przewagę do końca i zająłem ostatecznie 4 miejsce w klasyfikacji generalnej, 1 w wiekowej. Największą radością i nagrodą za wysiłek był jednak moment wbiegnięcia na metę, kiedy miałem czas, aby złapać Laurę za rękę i razem przebiec ostatnie metry. Takie chwile zawsze mnie rozczulają😊.
To tyle, jeśli chodzi o wrześniowy raport. Czekam na ciepły październik. Kto może niech biega, a jak ktoś nie lubi, to niech chodzi na spacery. Ja lubię to i to.




