Czy może być coś piękniejszego niż bieg bez jednego podbiegu? 11.10.2021

Całkiem niespodziewanie zaczynam zaliczać Poznań do moich ulubionych miast w Polsce. W grodzie Przemysława😊 przebiegłem 5 lat temu jedyny maraton w życiu, z którego mam radosne wspomnienia. W mieście tym udało mi się też w ubiegłą sobotę poprawić życiówkę na 10 km. Ale nie uprzedzajmy faktów…

W poprzednim wpisie (czytaj) zapowiadałem udział w biegu na 10 km na atestowanej trasie. Muszę się przyznać, że pisząc w zeszłym tygodniu o tych zawodach miałem już „nagrane” odkupienie pakietu startowego. Nie chciałem jednak jakoś specjalnie „pompować się” przed tym startem. Wiadomo jak to u mnie z formą… Jakbym napisał, że jest ona teraz do bani, to bym skłamał. Tak samo, gdybym stwierdził, że jestem w życiowej dyspozycji. Oczywiste jest, że nie robiłbym sobie wycieczki do Poznania, aby przetruchtać 10 km. Po cichu myślałem o poprawieniu PB, ale przede wszystkim chciałem pobiec ile sił w nogach i na tyle, na ile mnie obecnie stać.

Niespecjalnie lubię o tym pisać, ale jedną z zalet pracy w Hiltonie jest możliwość korzystania z dużych zniżek podczas pobytów w hotelach sieci. A w Poznaniu, tak się składa jest Hampton😊. Miejscówka w centrum miasta była więc wyborna. Dojechaliśmy z Anią i Laurą w piątek wieczorem, szybki odbiór pakietu startowego, kolacja w hotelu (klasycznie makaron 😊) i oczekiwanie na start w sobotę o 9 rano. Najgorszym momentem całego wyjazdu było dla mnie sobotnie śniadanie, kiedy dziewczyny uraczyły się bogatym wyborem dań z bufetu, a ja przed biegiem musiałem zadowolić się tylko kawą i małym rogalikiem😊. Za to w niedzielę….. ( ok, pomińmy niedzielę).

Bieg o nazwie #wyscigowadycha został przeprowadzony na torze wyścigów samochodowych. Pierwszy raz miałem możliwość wzięcia udziału w biegu na torze i jestem zachwycony warunkami do biegania w takim miejscu. Muszę stwierdzić, że jest ono wprost wymarzone do szybkiego biegania po asfalcie i poprawiania życiówek. Pogoda sprzyjała, lekki wiatr i zero podbiegów. O mamuńciu…. okoliczności niemal idealne 😊.

Zamierzałem zacząć 3:40/km i zobaczyć, czy uda się urwać parę sekund w drugiej części biegu. Jak się szybko okazało, moi biegowi towarzysze dziesięciokilometrowej niedoli, mieli ambitniejsze plany i zaraz po starcie plasowałem się w granicach 60 -70 miejsca (na około 400 startujących). To pokazuje, że na tym biegu zjawili się zawodnicy, którzy nie uprawiają niedzielnego joggingu dla przyjemności…😊. A ja cóż… trzymałem swoje tempo, odmawiałem w duchu zdrowaśki i dostojnie przemieszczałem się w kierunku mety😊. W sumie bardzo ładnie rozegrałem taktycznie te zawody. Nie „podpaliłem się na początku i utrzymałem równe tempo od startu do mety. Warto wspomnieć, że aż 33 biegaczy „złamało” 35 min a równo 100 „rozmieniło” 40 minut. Te wyniki wskazują, że warunki do biegania na torze wyścigowym są naprawdę extra.

Zegar na mecie pokazał mi 36:30, co oznaczało, że poprawiłem PB o ponad 10 sekund. Czy cieszę z wyniku? Tak. Bardzo bałem się tego występu i na mecie poczułem dużą ulgę i radość. Sezon jednak nie będzie stracony. Czy rezultat weryfikuje plany dotyczące zmian w procesie treningowym? W żadnym wypadku. Machina ruszyła… ale o tym w kolejnym odcinku.

Poznań godny polecenia. Po starcie mieliśmy czas na swawolę i hulanki, więc trochę pozwiedzaliśmy. Bardzo dobrze czuliśmy się w tym mieście i niedługo zawitamy do Poznania ponownie, już w rodzinnym komplecie.

Fot: Andrzej Szczot
Fot: Andrzej Skubiszak

 

Fot: Andrzej Skubiszak