Czołem!
Długo zbierałem się do napisania tego wpisu, którego schemat i treść mam już w głowie od dłuższego czasu. No właśnie….czasu, czasu, czasu często brakuje. Nie wiem co się dzieje, że im jestem starszy, tym więcej pojawia się obowiązków, zajęć, pilnych spraw do zrobienia. Czy u Was jest podobnie?
A teraz jeszcze to…😁
Jak wielu z was wie, biegam i chcę się sportowo rozwijać. Chęć poprawiania swoich wyników to mój największy, (choć nie jedyny) bodziec do codziennych treningów. Mam w sobie duże możliwości postępu. Czuję to. Do tej pory sam układałem sobie plan treningów i realizowałem jednostki w bardziej lub mniej zorganizowany sposób. Była to bardzo wygodna sytuacja, bo sam byłem sobie: sterem, żeglarzem, okrętem. Co by nie powiedzieć, trening biegowy nie jest jakoś specjalnie skomplikowany. Metody i środki treningowe zostały już wymyślone dawno temu. Wystarczy zastosować odpowiednie ich proporcje i sukces gotowy. No właśnie… żeby to było takie proste, świat byłby piękniejszy😊.
Od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem przekazania części odpowiedzialności za swój trening w ręce doświadczonego trenera. Doszedłem do wniosku, że aby zrobić kolejny krok w przód, muszę część „mojego poletka” oddać komuś innemu. Komuś, kto chłodnym i rzeczowym okiem spojrzy na moją biegową historię i zaproponuje plan rozwoju na kolejne lata.
Dość długo zastanawiałem się nad tym, kto mógłby mi pomóc. Chciałem, aby była to osoba całkowicie spoza mojego dotychczasowego środowiska. Ktoś, kto nie zna moich dobrych, jak i złych nawyków biegowych. Jednocześnie bardzo istotne było to, aby przyszły trener był dla mnie autorytetem biegowym. Jednym słowem nie szukałem osoby, która napisze mi trening w tabelce, wyśle mailem i sprawa załatwiona. Zależy mi współpracy z kimś, kto posiada praktyczną wiedzę na temat treningu i kto będzie w stanie zobaczyć/skorygować moje błędy „na żywo” w trakcie kluczowych jednostek.
Takim oto sposobem we wrześniu skontaktowałem się z Radosławem Dudyczem (strona) . Zapytałem, czy nie objąłby mnie opieką trenerską. Po kilkunastu dnach udało nam się spotkać i porozmawiać o szczegółach. Myślę, że nikomu, kto choć trochę interesuje się bieganiem, nie trzeba przedstawiać osiągnięć sportowych Radka. Wystarczy, że przytoczę jego życiówki: 5000m: 14:08, 10 000m: 29:16, półmaraton: 1:04:01, maraton: 2:14:58.
Szczerze powiem, że przed podjęciem decyzji nie robiłem żadnego rozeznania w środowisku biegowym odnośnie Radka jako trenera. Zaufałem intuicji. Wierzę, że jest on osobą, która pozwoli mi wykonać kolejny krok w drodze na mój biegowy Mount Everest 😊. Wydaje mi się, że system treningowy, który proponuje trener, będzie skuteczny także dla mnie. Oczywiście pewności i gwarancji w tym momencie nie ma, ale na pewno chęci do pracy mi nie zabraknie.
W jednym z wcześniejszych wpisów wspomniałem, że jest to czas, kiedy muszę wyjść ze strefy komfortu. Bardzo szybko okazało się, że tak rzeczywiście będzie. Jestem po dwóch grupowych treningach lekkoatletycznych w hali, gdzie doskonalimy podstawy techniki biegowej, głównie z wykorzystaniem płotków. Muszę przyznać, że idzie mi to dość topornie. Oj, nie jestem prymusem w zakresie ćwiczeń na płotkach… 😊. No cóż, wychodzę z założenia, że żeby było lepiej, najpierw musi być gorzej. Poza tym pocieszam się, że nie trzeba
być mistrzem ćwiczeń lekkoatletycznych, aby szybko biegać na ulicy😊.
Pierwszy krok został zrobiony. Pozostaje spokojnie pracować a efekty współpracy z trenerem powinny być widoczne na wiosnę. Do usłyszenia
niebawem 😊.
GG
| W oczekiwaniu na lato i stadion :) |

