Półmaraton Nadwiślański Tczew – orkan Grzegorz w odwrocie :) 01.11.2021

 

Od czego zacząć? Może tym razem od końca. To było bardzo udane święto biegowe. Stali uczestnicy biegów w Tczewie są już przyzwyczajeni do wysokiego poziomu wydarzeń sportowych, organizowanych w naszym mieście. Ale to tylko takie ogólne stwierdzenie. Warto i trzeba wspomnieć o konkretnych ludziach, którzy sprawiają, że w środowisku biegowym Tczew wyrasta na lidera w dziedzinie imprez biegowych. Nie jest to tylko mój pogląd. Rozmawiając z ludźmi, takie głosy pojawiają się coraz częściej. Tomek Tobiański jest lokomotywą, która napędza całą machinę do działania. A jak wiadomo, za sukcesem mężczyzny prawie zawsze stoi kobieta. Chyba nie przesadzę stwierdzeniem, że w tym przypadku są to 3 kobiety. Tomka dzielnie wspierają żona Hania i córki 😊. Wielkie dzięki za Wasz wysiłek, dzięki któremu mamy fajne biegi w Tczewie. Cieszę się też, że mogę być częścią rodziny Biegającego Tczewa 😊.

W październiku biegało mi się bardzo przyjemnie. Na horyzoncie pojawiły się zalążki przyzwoitej formy. Po udanym biegu w Poznaniu i życiówce na 10 km na początku miesiąca, skupiłem się na przygotowaniach do Półmaratonu Nadwiślańskiego, zaplanowanego na 31.10. Gdy zerkam do dziennika treningowego, to w okresie ostatnich 3 tygodni widzę 3 mocniejsze jednostki, bezpośrednio przygotowujące do startu:

* BC2 – 2 x 6 km w średnim tempie od 4’04’’ do 3’59’’/km – asfalt.

* Bieg długi 22 km w tym 11 km BC1 w śr. tempie 4’50’’/km + 11 km BC2 w tempie 4:18/km – cross w lesie.

* BC2 – 4km w średnim tempie 3’57”/km + WT – 2 x 2km / 3’50″/km – asfalt.

Poza tymi akcentami biegałem spokojne wybiegania 10-14 km, pilnując niskiego tętna. Raz zrobiłem siłę biegową – podbiegi 10 x 150m, 2 razy byłem na treningu lekkoatletycznym w hali. W tygodniu przed startem skupiłem się na uzyskaniu pełnej regeneracji i zastosowałem mój sprawdzony schemat z dwoma spokojnymi biegami i jednym akcentem (w środę), pobudzającym przed zawodami: 10 x 400 m na bieżni, odcinki od 1’20” do 1’17, przerwa 200m w truchcie. Piątek i sobota wolne, niedziela start.

Czy to jest mocne trenowanie? Według mnie nie. Chciałbym powiedzieć, że jest ono optymalne: dostosowane do mojego wieku, możliwości, ilości wolnego czasu, aktualnego poziomu sportowego. Ale czy w ogóle można być tego pewnym? To też kwestia wyczucia, słuchania sygnałów, które wysyła organizm albo doświadczenia trenera, który steruje procesem treningowym. Moim celem jest aktywność – bieganie jeszcze przez wiele lat i wydaje mi się, że taki spokojny, metodyczny, nieprzeciążający trening jest przede wszystkim bezpieczny dla zdrowia.

Z kolegą Ryszardem biegliśmy razem do 7 km.
Foto: Wasyl Grabowski

Plan na bieg, jak to u mnie, bardzo prosty. Bez szaleństw na początku (chciałem zacząć po 3’55’’/km) i próba utrzymania w miarę równego tempa do końca, choć każdy, kto zna trasę, wie, że to trudne.

Profil trasy

To, co wyróżnia Półmaraton/Maraton Nadwiślański to pogoda. Z racji terminu – corocznie w ostatnią niedzielę października – jak amen w pacierzu można spodziewać się silnego wiatru, deszczu i zimna. W tym roku zdarzył się cud. Jednym słowem – bajeczka. Jakby tego było mało półmaratończykom pomagał lekki wiatr w plecy. Szaleństwo… Chyba niebiosa postanowiły wynagrodzić nam uszczerbek na zdrowiu poniesiony podczas edycji w 2017 roku 😊. Na 100 % wielu z Was pamięta orkan Grzegorz. Ja osobiście wspominam tamten bieg jako najtrudniejszy w życiu.

Fotka z pamiętnej edycji biegu w 2017 r. :)

 

Kolejna charakterystyczna cecha tej imprezy to odbywające się od kilku lat równolegle 2 biegi: maraton i półmaraton. Ja zawsze startuję w półmaratonie (w tym roku już 6 raz z rzędu). Atmosfera jest trochę piknikowa, na starcie mnóstwo znajomych, więc pogawędkom nie ma końca. Stresik przedstartowy także występuje. Poprawianie życiówek na tej trasie, z racji jej profilu, jest bardzo trudne (przynajmniej dla mnie). Przed startem postanowiłem w ogóle nie patrzeć na średnie tempo biegu, kontrolując jedynie czas każdego przebiegniętego kilometra. Pierwsza dyszka w 38’30’’ a więc trochę za szybko. Biegło się dobrze, dość swobodnie, choć od 7 kilometra do mety już samotnie. Szkoda, że nie było grupy kilku osób biegnących ze mną. Byłoby raźniej a wynik na mecie na pewno lepszy.

Początek drugiej części dystansu to mocny podbieg ( ble….nie lubię) i już do mety trasa faluje w górę i w dół. Dla nas półmaratończyków, dodatkowym bodźcem, dobrze wpływającym na morale, było mijanie zawodników biegnących dystans maratoński. Zawsze fajnie jest kogoś wyprzedzić na trasie, chociaż wiadomo, że ich zmęczenie było już znaczne a i tempo biegu po połowie dystansu niższe niż nasze. Jestem pewien że, maratończycy mieli całkowicie odmienne odczucia, za co przepraszam Was w imieniu wszystkich biegnących „połówkę” 😊.

Druga dyszka wyszła w 39’45’’. W okolicy 15 kilometra czułem już duże zmęczenie i nie byłem w stanie przyspieszyć. Pozostało „doczłapać” się do mety. Trochę się bałem, że odetnie mnie na ostatnich 3 kilometrach, tak jak niedawno w Iławie i nie ryzykowałem „puszczania nogi” na zbiegach. Pomimo, że nie kontrolowałem danych z zegarka, czułem, że biegnę w okolicach życiówki. Na ostatnim kilometrze w końcu mnie skusiło i przełączyłem zegarek na tryb pełnego widoku danych. Tak jak przewidywałem, średnie tempo z całego dystansu pokazywało 3’55’’/km. Czyli leciałem na maleńką życiówkę, którą miałem w półmaratonie na poziomie 1:23’10’’ – śr. tempo 3’56’’/km.

Zegarek na mecie wskazał wynik 1:22’50’’, życiówka poprawiona o 20 sekund, a na tej trasie czas lepszy o 1,5 minuty, co jest dobrym odzwierciedleniem świetnych warunków, jakie panowały na dystansie. Czy jestem zadowolony z biegu? Trochę tak i trochę nie. Oczywiście każda życiówka cieszy, jednak poziom, który mnie satysfakcjonuje, leży gdzie indziej. W półmaratonie jakieś 3 minuty wcześniej. Na razie jest to sfera marzeń, ale absolutnie w moim zasięgu. Znam swoje słabości i będę starał się krok po kroku zmierzać do celu. Najważniejsze to zachować ciągłość treningu, bo z tego, co zdążyłem zauważyć, nie trzeba robić mega mocnych treningów, aby się rozwijać. O wiele istotniejsze są: konsekwencja, brak wymuszonych przerw.

Byłbym zapomniał. Zająłem 6 miejsce w klasyfikacji generalnej i ledwo zmieściłem się na podium w kategorii M40😊. Miejsca od 2 do 6 zajęli panowie, którzy, tak jak ja, 40-te urodziny obchodzili już dawno temu. Patrząc na wyniki osiągane przez kolegów w M30 a szczególnie M20, jestem z siebie dumny. Nic tak nie cieszy, jak świadomość, że „stary człowiek i może”😊.

Nareszcie na mecie
Foto: Anna Główczewska
Foto: Dorota Serafin

 

Foto: Wasyl Grabowski

 

Foto: Patryk Niewiadomski