Nike Zoom Fly vs. New Balance Fresh Foam 1080 vs. Nike Air Zoom Pegasus //18.11.2021

 

Ponoć żyją też na tym świecie ludzie, którzy biegają lub morsują bez wrzucania na FB selfie z treningów i morsowania😊. Hmm, żarcik… przepraszam, nie miejcie mi za złe, moja żona czasami twierdzi, że jestem złośliwy. W sumie nie wiem o co jej chodzi.

Chciałbym napisać dzisiaj o czymś innym. Zacznę od najbardziej gorącego tematu ostatnich tygodni – butów biegowych. Karbon opanował biegowy świat i nie ma odwrotu – nastała nowa era butów z wkładką karbonową, dzięki której poprawiono wszystkie rekordy świata w biegach ulicznych. Jak zwykle przy tego typu rewolucjach, ukazały się dwa obozy: zwolenników i antagonistów postępu. Dla mnie sprawa jest prosta: jeśli pojawiła się technologia, pozwalająca na produkcję butów, bardzo pomagających w uzyskiwaniu rekordowych rezultatów, trzeba z niej korzystać. Naturalnie buty same nie pobiegną, ale z tego co słyszałem i czytałem, te najnowsze modele z karbonem mają turbo doładowanie.

W przypadku wykorzystania karbonu w butach biegowych, mówimy głównie o bardzo mocnym wybiciu z karbonowej podeszwy. Jak zapewniają zachwyceni użytkownicy, zmęczenie mięśni nóg przestaje być głównym czynnikiem ograniczającym możliwości wysiłkowe.  Najbardziej w tych butach zyskują zawodnicy, którzy biegną dynamicznie i są przygotowani technicznie, wytrzymałościowo i wydolnościowo, żeby osiągać  i utrzymać wysokie prędkości. Zniszczenie mięśni w wyniku uderzeń o asfalt, tak odczuwalne po półmaratonie czy maratonie, praktycznie przestaje istnieć.

Niemal każdy z biegaczy ma swoją ulubioną markę obuwia. Nie wiem dlaczego tak jest, ale jeśli buty jakieś firmy nam się spodobają i dobrze się w nich biega, najczęściej kupujemy następnym razem podobną parę takich butów. U mnie jest podobnie. Zacząłem biegać w Nike i przez kolejne lata najczęściej wybierałem obuwie amerykańskiego potentata. Moi bliscy nigdy nie mają problemu z prezentami dla mnie z okazji urodzin czy innych świąt. Wszyscy wiedzą, że moim ulubionym prezentem jest nowa para butów biegowych.

Foto: Wasyl Grabowski

Pomyślałem sobie, że podzielę się z Wami spostrzeżeniami na temat niektórych butów, z którymi miałem do czynienia. Przez 8 lat aktywności, trochę tych par przetestowałem. Nie będę zamieszczać typowych recenzji poszczególnych modeli, w internecie jest dostępnych mnóstwo informacji na temat każdego rodzaju butów. W tym wpisie skoncentruję się na porównaniu: Nike Zoom Fly vs. New Balance Fresh Foam 1080 vs Nike Air Zoom Pegasus.

 Przygotowując się do ostatniego Półmaratonu Nadwiślańskiego, zdałem sobie sprawę z tego, że chciałbym go przebiec w innych butach, niż w tych, które posiadam „na stanie”. Jednym słowem potrzebowałem nowych butów😊. Tak się złożyło, że trafiłem (przypadek?:) na post Warszawskiego Biegacza, dotyczący butów New Balance. Zachęcony relacją, zdecydowałem się nabyć drogą kupna model 1080 v.11. Zakup butów innych niż Nike – to była mała rewolucja. Jak Ania zobaczyła przesyłkę, dostarczoną przez kuriera, a w niej pudełko w kolorze czerwonym zamiast w pomarańczowym – omal nie spadła z krzesła ze zdziwienia😊.

             

Pierwsze wrażenie po założeniu tych butów: o matko, jakie one są wygodne. Czułem się, jakbym na stopach założone miał mięciutkie papcie a nie buty do biegania. Startówka to nie jest w żadnym wypadku i oto mi chodziło. Podeszwa jest dość gruba, amortyzacja solidna. Tak jak planowałem, buty przeszły pierwszy solidny test w trakcie półmaratonu. Pomimo, że biegło się w nich całkiem przyjemnie, kolejnego półmaratonu raczej w nich nie zrobię. Jak dla mnie to mega wygodny, typowy but treningowy. Zmęczenie mięśniowe po długim biegu – prawie nieodczuwalne. Na zawody jednak trochę za mało dynamiczny.

Dynamiki za to nie brakuje Nike Zoom Fly 3 – „najtrudniejszym” butom, jakich przyszło mi do tej pory używać. Model ten wykorzystuje technologię płytki z włókna węglowego i pianki Nike React, zapewniając sprężystość i dynamikę biegu, pozwalającą utrzymać mocne tempo przez dłuższy czas.  Moja relacja z nimi nie jest łatwa i nie jest to miłość od pierwszego założenia. Mam te buty już prawie 2 lata a ich przebieg to tylko 470 kilometrów (rocznie przebiegam około 3300-3600 km). Rzadko z nich korzystam z kilku powodów. Po pierwsze „oszczędzam” właściwości płytki karbonowej i pianki tylko na najważniejsze treningi i starty. Po drugie według mnie trzeba być w bardzo dobrej formie, aby móc wykorzystać ich potencjał. Co to znaczy? To nie jest but dla każdego. Uważam, że buty dobrze posłużą biegaczom na określonym – dość wysokim – poziomie. Chodzi o prawidłową technikę biegu, obszerny zakres ruchu w stawach, umiejętność utrzymania szybkiego tempa na długim dystansie itp. Przeciętnemu joggerowi, wychodzącemu pobiegać 2-3 razy w tygodniu, nie przyniosą żadnego pożytku. Wręcz przeciwnie, bardzo gruba podeszwa, po założeniu butów powoduje uczucie braku stabilności. To but asfaltowy, pokonałem w nich między innymi 3 razy półmaraton ( 2 x uliczny, 1 raz leśny). W crossie but nie spisuje się zbyt dobrze, za to na asfalcie można poszaleć (jeśli jest moc pod nogą). Jak mam dobrą formę – zakładam buty na zawody i czuję dynamiczne odbicie. Pamiętam też półmaraton w Iławie, gdzie człapałem od 15 km do mety. Zoomflaje tylko potęgowały uczucie ciężkich nóg. Tak więc jest to obosieczna broń – pomoże w walce, jeśli jesteśmy do niej dobrze przygotowani. Jeśli nie – będą frustrować.

                                                                    

Z legendarną serią Nike Air Zoom Peagsus do czynienia miał w mniejszym lub większym stopniu prawie każdy. To klasyczne „konie” treningowe. Sam przerobiłem chyba z 6 czy 7 par, a w kolejce czeka następna. Kolejne modele (co roku premiera) różnią się trochę od swoich poprzedników, w zależności od aktualnych trendów. Obecnie największy nacisk jest kładziony na bardzo solidną amortyzację i to jest  widoczne w grubości podeszwy. Najlepiej wspominam z tej serii buty oznaczone numerem 35. Przebiegłem w nich prawie 2000 km, aż do całkowitego zniszczenia. Staram się maksymalnie „zajechać” buty do treningu, zazwyczaj po 1500 km bardzo odczuwalny jest brak dobrej amortyzacji i trzeba brać kolejne.

             

Buty biegowe to temat rzeka, mógłbym pisać o nich bardzo długo. W ostatnich latach trwa bardzo zażarta walka producentów obuwia o zdominowanie rynku, a rekordy są ustanawiane co chwila. Nie byłbym sobą, gdybym nie miał już upatrzonych kolejnych butów, tym razem Adidas Adizero Adios Pro 2.0. Recenzje mają wyśmienite, użytkownicy są wniebowzięci, tylko cena trochę odstrasza. Jak będziecie słyszeli o promocji na ten model – dajcie koniecznie znać. Przede wszystkim jednak skupiam się na uczciwej pracy podczas treningów. Buty to dodatek 😊.

 

 

PS. W ostatnim wpisie trochę narzekałem na biegaczy – blogerów, którzy nie zamieszczają rzetelnej analizy swojego sezonu startowego. I oto jest chlubny wyjątek: Andrzej Witek – czołowy polski biegacz górski, maratończyk. Polecam ten wpis i całego bloga, naprawdę fajnie się czyta. Moje podsumowanie jest w trakcie pisania 😊.

Sesja foto butów: Anna Główczewska – dziękuję :)