Krótki meldunek na koniec roku // 31.12.2021

 

Przełom roku – jak zwykle – niesie ze sobą mieszaninę uczuć: od zadowolenia, że pomimo trudności udało się zrealizować wiele planów, poprzez obawę przed nieznaną przyszłością, do nadziei, że nadchodzący rok nie będzie gorszy od tego mijającego.

Co by się nie działo, trzeba żyć i robić swoje.  A w życiu warto kierować się uniwersalnymi zasadami, które pomagają oswoić otaczającą nas – niespokojną rzeczywistość. Doświadczenie życiowe pozwoliło mi na ukształtowanie 3 zasad, których staram się przestrzegać:

Po pierwsze: nie martw się na zapas i dobrze się wysypiaj

Po drugie: na pizzę nigdy nie kładź ananasa.

Po trzecie: bądź aktywny

Oczywiście trochę puszczam oczko do Was – drodzy Czytelnicy, ale tylko trochę 😊. Satyra, autoironia to mój sposób na życie, szczególnie teraz zimową porą, która, oględnie mówiąc, nie jest moją ulubioną.

Dawno nic nie pisałem o treningu, bo i fajerwerków nie było w ostatnim czasie. Po skończonym sezonie startowym w listopadzie, od razu dopadło mnie mocne przeziębienie. Jak nigdy dotąd cieszyłem się okresem roztrenowania i odpoczynkiem od biegania. Pierwszy raz od kiedy pamiętam nie chciało mi się zaczynać nowych przygotowań…

Jak już zacząłem się z powrotem ruszać, jakoś poszło. Biegowo grudzień upłynął mi bardzo spokojnie. Mogę z całą pewnością stwierdzić, że tak spokojnego rozpoczęcia przygotowań jeszcze nie miałem😊. Taki był plan zaordynowany przez trenera, który grzecznie realizowałem.

Na „tapecie” były więc spokoje biegi o niskiej intensywności w granicach 10-13 kilometrów, podbiegi raz na tydzień, a w drugiej połowie grudnia pojawiły się zabawy biegowe (10×45 sek/75 sek, 12×1 min/1min, 6x2min/2min), wplatane w rozbiegania. Klasyka treningu w okresie budowania bazy. Wyjątkowo szybko w tym roku spadł śnieg, który skutecznie utrudniał bieganie. Całe szczęście, na tym etapie przygotowań nie ma to wielkiego znaczenia, ale z ulgą przyjąłem odwilż.

Nie zaniedbywałem też ogólnorozwojowych ćwiczeń siłowych w domu. Nowością, względem ubiegłych lat, były treningi lekkoatletyczne (płotki, rytmy, sprawność, siła) w hali gdańskiego AWF. Miesiąc zamknąłem wynikiem 227 przebiegniętych kilometrów. Dla porównania w grudniu 2020 było to 288 km, a w 2019 – 329 km. Jak widać, zmiana w podejściu do przygotowań jest widoczna…

Najbardziej cieszyłem się ze wspólnych weekendowych wypadów do lasu z Anią. Razem rozpoczynaliśmy bieg, po czym każde z nas realizowało swój trening. Chciałbym, aby ta wspólna, regularna aktywność wpisała się do naszego menu już na stałe.

Na koniec mały anons. W najbliższych tygodniach szykują się duże zmiany w moim życiu zawodowym.  Niewykluczone, że bieganie w obecnej formule będzie musiało zejść na dalszy plan, przynajmniej przez pewien okres. Jak będzie – czas pokaże.

Do siego roku!