Zdecydowanie bardziej lubię startować w biegach organizowanych w sobotę niż w niedzielę. Jeśli jest możliwość, zawsze wybieram zawody w sobotnie przedpołudnie. Mało czasu na myślenie o biegu po tygodniu pracy bardzo mi pasuje😄. Prawie przed każdym występem „lekko” się stresuję, więc niedzielne biegi łączą się u mnie z nerwową sobotą. Z zasady dzień przed ważnymi zawodami nie biegam, zostaje zatem do zagospodarowania cały dzień. No właśnie, co tu robić, kiedy wieczorne winko z żoną raczej odpada a inne wyczerpujące aktywności także nie są wskazane?
Zazwyczaj szwędam się po domu cały dzień i marudzę. Jestem jakiś ospały, organizm jakby kumulował energię na czekający go wysiłek. Co chwilę sprawdzam czy nie boli mnie jakiś mięsień i jakie mam tętno. Można oszaleć. Nauczony doświadczeniem, staram się zawczasu przygotować do „trudnej soboty” i zaplanować czynności, o których „normalnie” nawet bym nie pomyślał:
– naprawiam cieknącą spłuczkę
– myję okna i podłogi w całym domu
– przygotowuję obiad
– przykręcam śruby w zepsutych kontaktach
– staram się pisać bloga, ale mi nie idzie
– segreguję w szafie rzeczy i dokumenty, w których raczej panuje porządek
– sprzątam piwnicę
Największym hitem są jednak czynności związane z pielęgnacją samochodu. Jeśli zabieram się za mycie auta, znaczy, że jest źle. Moi bliscy dobrze o tym wiedzą😄😄.
W ubiegłą niedzielę miałem zaplanowany wiosenny start A. Jak nietrudno zgadnąć, sobotni poziom przedstartowego napięcia osiągnął swój szczytowy punkt. Tym razem obyło się jednak bez wizyty w myjni samochodowej a skończyło się na myciu okien i pucowaniu podłóg. Podsumowując, było całkiem znośnie.
Wracając do sedna. W kwietniu nóżka zaczęła mi „ładnie kręcić”. Po bardzo spokojnie przepracowanej zimie, forma zaczęła rosnąć. Stwierdziłem, że żal byłoby nie spróbować zmierzyć się z uliczną dychą i pokusić się o poprawienie rezultatu z jesieni 2021 z Poznania (36’30”).
Tutaj muszę się na chwilę zatrzymać.
Nie pamiętam czy o tym już pisałem, być może tak. Moim największym „problemem” w poprzednich latach było zbyt wczesne pojawienie się dobrej dyspozycji startowej na wiosnę. Sam będąc swoim trenerem, wydawało mi się, że aby uzyskać wysoką formę, potrzebna jest mi duża dawka treningu specjalistycznego. Dodatkowo miałem wrażenie, że im ciężej będę trenował, tym lepsze będę osiągał wyniki w zawodach. W efekcie dobra dyspozycja pojawiała się w lutym i była „przepalana” na treningach. Kwietniowe i majowe zawody często wypadały poniżej oczekiwań. Zastanawiałem się dlaczego postęp wynikowy był niewspółmierny do włożonego wysiłku w trening.
Dużo nauczyłem się podczas współpracy z Radkiem Dudyczem. Można powiedzieć, że „przejrzałem na oczy”. Teraz już jestem trochę mądrzejszy i wiem, że „więcej nie znaczy lepiej”. W moim przypadku z ogólnego treningu o małej i średniej intensywności w sezonie przygotowawczym, można spodziewać się całkiem dobrych wyników w sezonie startowym. Wystarczy dołożyć dosłownie kilka mocnych jednostek, mądrze umieszczonych w planie, a forma będzie bardzo zadowalająca.
Zmotywowany dobrym samopoczuciem, zdecydowałem się poszukać biegu na 10 km z atestem. Planowałem polecieć na początku maja, o dziwo w pomorskim nie znalazłem atrakcyjnego biegu. Mam wrażenie, że imprez jest mniej niż jeszcze 2 lata temu, a może tylko tak mi się wydaje?
Najlepszą opcją wydał mi się Run Toruń, choć termin (15 maja w niedzielę😁) nie był idealny.
Decyzja podjęta.
Zostało pięć tygodni do startu w tym cztery, w których można było coś poprawić. Co przez taki czas można wytrenować? Stwierdziłem, że muszę skupić się na poprawie wytrzymałości, bo co prawda 5-tki na treningach lutowałem ładnie, dystans dwukrotnie dłuższy to jednak inna bajka. Umiejętność utrzymania stałego, mocnego tempa na dystansie, w biegu na 10 km, jest kluczowa.
Konkretnie wyglądało to tak:
10.04 – 10 km BC1 (4’50”/km) + 10 km BC2 (4’05”/km) + 1 km BC1 (4:50/km). Mocny trening w crossie, kluczowa jednostka poprawiająca wytrzymałość
16.04 – 5 km BC3 (3’35”/km)- parkrun
20.04 – Zabawa biegowa 10 x 2’/1,5′ – cross
23.04 – 5 km BC3 (3’32”/km)- parkrun
24.04 – 11km BC1 (4’55”/km) + 8 km BC2 (4’05”/km) + 1 km BC1 (5:00/km). Połączenie spokojnego biegania i przyspieszenie w drugiej części treningu jest w moim przypadku mocnym i skutecznym bodźcem
27.04 – Wytrzymałość tempowa (WT) 4 x 2000m na bieżni w docelowym tempie okołostartowym (3’39 – 3’36/km). Krótka przerwa 90 sekund. Na koniec 4 x 200m/100m. Trudny i średnio przyjemny trening. Przypomniałem sobie dlaczego tak rzadko go wykonuję😄.
30.04 – BNP – 12 km od 5’00” do 3’40”/km
03.05 – WT – 4 x 2 km/przerwa 90” + 2 x 0,5 km/przerwa 60”. O mamuńciu jak ja chciałem już mieć ten trening za sobą. Było ciężko
07.05 – 4km BC2 (3’53”/km) przerwa 3″ + WT – 2 x 2km (3’42/km) przerwa 3″. Ostatni akcent przed startem, biegało się niezbyt swobodnie. Zacząłem się zastanawiać czy zdążę się zregenerować przez tydzień
Pomiędzy akcentami robiłem spokojne wybiegania 10-13 km w tempie 5’00”/km i wolniej. Starałem się bardzo pilnować, aby te spokojne treningi były naprawdę nieobciążające i wykonywane na niskim tętnie. Całość wydawała się sensowna.
W tygodniu przedstartowym, zazwyczaj biegam żwawo „czterysetki” na bieżni – na pobudzenie. Tym razem wykonałem 8 x 400m, w środę.
Pozostało czekać na niedzielę.
Na rozgrzewce przed startem noga była luźna, to dobry znak, choć noc przed biegiem była jakaś taka niewyraźna. Chyba dalej przed startami denerwuję się jak „uczniak” przed egzaminem. Plan od samego początku bez zmian – próba zaatakowania życiówki. Jeszcze tylko kilka fajnych pogawędek ze znajomymi, całusy od moich dziewczyn i do boju.
Na temat samego biegu nie mam za dużo do opowiedzenia. Traktuję to zadaniowo – jest robota do wykonania i tyle. Chcę to już mieć za sobą. W każdym starcie na początku biegnie się swobodnie a końcówka jest ciężka. Trudno oczekiwać innego scenariusza😆. Pamiętam, że trzymałem równe tempo, trasa była płaska a wiaterek lekko popychał do przodu przez większość dystansu. Nie kontrolowałem dokładnie średniego tempa, poza tym oznaczenia kilometrów na trasie rozmijały się ze wskazaniami zegarka.
Meta
Spojrzenie na zegar…. Jeeeest
Wielka radość
Ulga
Satysfakcja
36’17”
….
Kolejny krok do przodu. Mały, ale jednak do przodu. Chwilę odpocznę i wracam.
Dziękuję.






