Lipcowe myśli o przyszłości // 24.07.2022

 

Lipiec się kończy, pora więc na nowy wpis na blogu. 

Pierwszy miesiąc letniej kanikuły potraktowałem dość ulgowo. Rzecz jasna chodzi o trening biegowy. Trochę mnie te wiosenne starty kosztowały energii i prawdę mówiąc potrzebowałem odpoczynku. Czy leżałem bykiem, nic nie robiąc prawie cały miesiąc? Nie, no aż tak to nie. Większość biegania ograniczała się w tym czasie do około 10 kilometrowych spokojnych biegów ze słuchawkami w uszach. Starałem się raz w tygodniu wykonać mocniejszą jednostkę, dla rozruszania gnatów. Nie będę rozpisywał się na temat zrealizowanych treningów, bo to nie jest zbyt interesujące. Jeśli ktoś ma ochotę, można mnie podejrzeć na Stravie.

 

.

O wiele ciekawsze było układanie planu jesiennych startów. Imprez biegowych w kalendarzu jest od groma. Wiadomo, że trzeba będzie odrzucić kilka ciekawych biegów. Największy ból głowy mam z wrześniem. Z jednej strony jest kilka startów w ramach tczewskiego GP, z drugiej chciałbym mocno pobiec atestowaną dychę Westerplatte, bieg w którym dawno już nie latałem. Dodatkowo, zaraz na początku października jest gdański półmaraton, w którym chciałbym, mówiąc nieco eufemistycznie „zaprezentować się z jak najlepszej strony”😁. I jak tu pogodzić sprzeczne interesy? Najprostszą opcją byłyby mocne starty połączone z lekkimi treningami pomiędzy nimi. Tylko czy takie rozwiązanie pozwoli na wykorzystanie pełni formy?

Ten wpis powstaje w trakcie mojego urlopu, na wakacjach, podczas których treningu biegowego będzie bardzo mało. Zamierzam co prawda przez tydzień przebiec kilka razy po około 8km w bardzo spokojnym tempie, ale będzie to typowe truchtanie regeneracyjne. To duża zmiana w podejściu do całego procesu względem lat ubiegłych, gdzie urlop traktowałem jako okazję do mocnego treningu pod jesienne starty. W tym roku bodźcem treningowym na urlopie będzie relaks. Zobaczymy co z tego wyjdzie i jakie będą efekty😁.

Po urlopie zostanie 9 tygodni do półmaratonu, z tego 8 tygodni, podczas których będzie można coś wytrenować. Dodając do tego wrześniowe starty, okazuje się, że główna robota musi być zrobiona w sierpniu. Później nie będzie już czasu. Taki jest ogólny zarys planu na najbliższe miesiące, w którym skupię się na poprawie wytrzymałości specjalnej po kątem półmaratonu. Czyli jako danie główne będą serwowane biegi ciągłe w 2 zakresie. 

Chciałbym jeszcze nawiązać do biegania latem w wysokich temperaturach. Kilka razy w moich wpisach wspominałem, że lubię biegać jak jest ciepło i to jest prawda. Problem pojawia się, kiedy temperatury dochodzą do 30 stopni a trzeba wystartować w zawodach. Tutaj nie ma innej rady, poza taką, że umiejętność biegania w słońcu trzeba wytrenować. Ja mam takie podejście, że jeśli decyduję się na starty latem, to nie mogę unikać wykonywania niektórych treningów w południe, w pełnym słońcu. Co roku staram się doskonalić tę umiejętność, chociaż tak jak wszyscy, preferuję biegać w komfortowych 15-17 stopniach. Zawody odbywają się jednak najczęściej w godzinach największych upałów, więc trudno oczekiwać od organizmu współpracy, kiedy wcześniej nie dostarczymy mu niekomfortowych bodźców, takich jak bieganie w upale.

Z wydarzeń lipcowych muszę jeszcze wspomnieć o Biegu 4 Jezior, w którym wziąłem udział na początku miesiąca. Mam sentyment do tej imprezy, organizowanej na dystansie 15km. Płaska, leśno-asfaltowa trasa, wiedzie przez tereny Borów Tucholskich. Bieg potraktowałem typowo szkoleniowo, to nie znaczy, że rekreacyjnie. Pobiegłem oczywiście mocno. Zauważyłem, że jeśli przed startem nie jestem w 100% zmobilizowany, biegnie mi się słabo. Do tego stopnia byłem rozkojarzony przed startem, że w ostatniej chwili przypomniałem sobie, że nie mam założonego chipa do buta. W trakcie biegu potknąłem się o wystający korzeń i zaliczyłem piękną „glebę”. Całe szczęście upadek był zamortyzowany przez runo leśne😉. Po tym biegu byłem solidnie zmęczony i stwierdziłem, że muszę zrobić dłuższą przerwę od startów.

 

 

To chyba wszystko, jeśli chodzi o lipiec. Idea periodyzacji procesu treningowego i korzyści z niej płynące, jest mi bardzo bliska. Do tej pory stosowałem ją często tylko teoretycznie i w ograniczonym zakresie. To znaczy robiłem dwutygodniowe roztrenowanie w listopadzie. Poza tym biegałem przez cały rok. Rok 2022 jest dla mnie pod wieloma względami okresem zbierania nowych doświadczeń. Sam jestem ciekawy, czy „wyhamowanie” w połowie sezonu przyczyni się do kolejnego postępu w mojej biegowej przygodzie😍. Chociaż, oglądając niedawny finałowy bieg na 10 000m, podczas lekkoatletycznych mistrzostw świata, zrobiło mi się smutno. Podziwiając wspaniale biegających zawodników, zastanawiałem się dlaczego biegam tak wolno…😉. No nic… nie można mieć wszystkiego :).