Co przyniesie biegowa jesień? //15.09.2022

 

Wakacje minęły jak zawsze zbyt szybko. Pomimo, że latem miałem tylko tydzień urlopu, czas letniej kanikuły jest moim ulubionym okresem w ciągu roku. Oczywiście głównie ze względu na warunki do biegania. Pisałem już o tym wielokrotnie: bardzo lubię biegać jak jest ciepło i widno, lato pod tym względem nie ma konkurencji. Ale to nie wszystko. Wakacje to także czas, kiedy Ania i dzieci odpoczywają od szkoły, życie rodzinne ma wtedy lepszy – pełniejszy wymiar.

Coś czuję, że ten wpis nie będzie traktował o niczym konkretnym. Początek jesieni zazwyczaj nastraja mnie sentymentalnie i w tym roku jest podobnie. Za dwa miesiące miną trzy lata odkąd zacząłem spisywać swoje myśli i spostrzeżenia. Najpierw dla siebie a później zacząłem publikować coś na kształt bloga. Jakie wnioski nasuwają mi się po tym czasie? Wydaje mi się, że pisanie bloga jest dobrą drogą do pozycjonowania siebie jako eksperta w danym temacie oraz budowania społeczności. Przede wszystkim jednak jest wspaniałą drogą do samorozwoju i stania się faktycznym specjalistą. Aby o czymś pisać z sensem, a mam nadzieję, że tak jest w moim przypadku😊, muszę być na bieżąco z tematami biegowymi. Blogi biegowe, podcasty, strony na FB, wszelkiego rodzaju informacje pojawiające się w przestrzeni internetowej, bardzo mnie interesują i stanowią paliwo napędowe do tego, aby pisać.

Półmaraton Gdańsk zbliża się wielkimi krokami. Gdy piszę te słowa, do startu zostały 3 tygodnie. Dzisiaj wykonałem jeden z kluczowych treningów w okresie przygotowawczym: 2 x 6km, przerwa pomiędzy odcinkami 5’. Trening ten miał przynieść odpowiedź na pytanie: czy będę w stanie przebiec półmaraton w tempie, które chodzi mi po głowie i o którym „marzę”. Nie przyniósł. Pierwsza 6-tka to prawie cały czas lekko pod górę i pod wiatr. Do połowy dystansu całkiem, całkiem – wiadomo to początek. Później było już ciężko i zastanawiałem się jak ja dam radę przebiec kolejne 6 km, kiedy już prawie nie mam sił i jęzor na wierzchu. Średnie tempo” 3’54’’/km – poniżej założeń. Na szczęście pięciominutowa przerwa przywróciła mnie do życia. Droga powrotna wiodła z górki, więc biegło się o niebo lepiej, mogę powiedzieć, że druga 6-tka była „lajtowa”, w porównaniu do pierwszej. Średnie tempo 3’44’’/km – powyżej założeń. Statystycznie patrząc na oba odcinki, tempo się zgadzało. Martwi mnie, że długie podbiegi, nawet jeśli nie są bardzo strome, zawsze stanowią dla mnie duże wyzwanie. Dlaczego trasy biegów nie wiodą tylko z górki? Życie byłoby piękniejsze😊.

Foto: Domelonzo Photography

Z aktualnych tematów: za mną dwa biegi (oba na 10km), przygotowujące do najważniejszych jesiennych startów, które tuż, tuż. Pod koniec sierpnia w Tczewie odbyła się druga edycja zawodów „Biegacze w hołdzie Kazimierzowi Piechowskiemu”. Bieg z nutką patriotyczną – odśpiewanym hymnem przed startem, poświęcony był tczewianinowi, który w trakcie II wojny uciekł z więzienia w Auschwitz. Filmowa historia. Jeśli chodzi o sam przebieg zawodów, to przez te dwa tygodnie od startu, trochę szczegółów już mi wyleciało z pamięci 😊. Na pewno niezapomniana była pogoda – chyba ze 30 stopni. Wiele osób, które wiedzą o moim upodobaniu ciepła, śmiało się, że zamówiłem sobie upał. Muszę się przyznać, że nawet dla mnie było w tym dniu za ciepło, to znaczy do biegania. Do opalania pogoda była wspaniała. Na trasie były zraszacze, nawet strażacy ustawili porządny prysznic, pod którym można było się solidnie zmoczyć i lekko ochłodzić. Wydaje mi się, że wielu biegaczy demonizuje wpływ wysokiej temperatury na swoją formę, uważając, że nie potrafi biegać w upale. Wiadomo, że jak jest gorąco, to każdy biegnie wolniej niż w optymalnej temperaturze. Patrząc na wyniki na mecie mam wrażenie, że klasyfikacja jest mniej więcej taka sama, jaka byłaby, gdyby bieg odbył się w temperaturze powiedzmy 18 stopni.

 Jeśli chodzi o mnie to starałem się biec rozważnie, mając na uwadze panującą pogodę i wiele zawodów w perspektywie sezonu jesiennego. W podsumowaniu startu w dzienniku treningowym wpisałem tak: „pierwszy bieg przygotowawczy do sezonu jesiennego. Szału nie było. Upał, biegłem na zaliczenie, bez wypruwania flaków. 7msce open, 2 w kategorii wiekowej”. Ogólnie bardzo fajna lokalna impreza (jak zawsze w Tczewie☺), a najlepsza jej część odbyła się wieczorem, podczas spotkania integracyjnego BT. Potańcowali, że hej 😊.

 

Foto: Domelonzo Photography

 

Foto: Domelonzo Photography

Tydzień później wybraliśmy się do Gniewu, aby ponownie zmierzyć się z kultowym podbiegiem w Tymawie, podczas Biegu Gniewskiego. Kto brał udział w tym biegu, ten wie o czym mówię. Nie należy on do moich ulubionych ze względu na profil trasy, ale mam do niego sentyment. 27 września 2014 roku to data mojego pierwszego biegu w zawodach i był to właśnie Bieg Gniewski. Do końca życia będę wdzięczny Karolowi, że namówił mnie na udział 😊. A oto fotka z tamtego historycznego wydarzenia:

 

Podobnie jak tydzień wcześniej, był to dla mnie trudny bieg. Nóżka na razie średnio się kręci i dodatkowo złapałem przeziębienie (chyba podczas tańców😊). Cały tydzień męczył mnie kaszel. Bywa i tak. Z Biegu Gniewskiego zapamiętam bardzo miłą atmosferę i gościnność gniewian na czele z Paniami wolontariuszkami z Uniwersytetu III Wieku. Naprawdę super było przybijać piątki na trasie z tak fajnymi babkami😊. 

Foto: Henryk Rigwalski

 Teraz pozostało tylko łapać świeżość i modlić się o zdrowie. Reszta się ułoży.