No i pyk. Minął kolejny sezon. Ależ mi to szybko zleciało w tym roku. Nic dziwnego, obecny rok był dla mnie bardzo intensywny i obfity w różnorakie wydarzenia. Sam nie wiem jak zabrać się do napisania wpisu podsumowującego bieganie w 2022. Zapewne zajmie mi to sporo czasu. Jak co roku, postaram się przedstawić rzetelną analizę i samoocenę.
Zaczynamy.
Wielokrotnie pisałem, że rywalizacja w zawodach motywuje mnie do pracy nad poprawą formy i do nie ustawania w biegu. Nigdy tego nie ukrywałem. Gdyby jednak to było moją jedyną motywacją, prawdopodobnie dawno bym już nie biegał. O wiele ważniejsza jest dla mnie sama możliwość uprawiania sportu, świetne samopoczucie i świadomość, że poprzez bieganie inwestuję w swoje zdrowie. Chciałbym żyć długo i cieszyć się wszystkimi możliwościami, jakie daje życie, także na emeryturze. Za kilkanaście/kilkadziesiąt lat wyobrażam sobie siebie jako dziarskiego i szczupłego staruszka, który „popyla” z wnukami na rowerze😁. Serio, taki mam plan.
Żeby na loterii móc wygrać los o nazwie „dobre, długie życie”, muszę dać coś od siebie. Tylko tyle, albo aż tyle mogę zrobić. Wokół biegania kręci się teraz duża część codziennego życia (zapewne nie jestem tutaj wyjątkiem). Kilka lat temu zmieniłem wiele nawyków, głównie w sposobie odżywiania i spędzania wolnego czasu. Efekty tych zmian są w mojej ocenie więcej niż zadowalające😉.
.
Przechodząc do sedna tego wpisu: za mną dziewiąty sezon startowy. Nie da się ukryć, że w tym roku osiągnąłem obiektywnie najlepsze rezultaty w moich dotychczasowych biegowych potyczkach. Pokrótce postaram się streścić najważniejsze czynniki, które w mojej subiektywnej ocenie miały wpływ na wykonanie kolejnych kroczków do przodu w drodze na mój biegowy Everest😊. Zaznaczam, że to nie jest zbiór porad i pro-tipów w stylu: jak trenować, aby biegać szybciej. Każdy z nas ma różne doświadczenia i szereg uwarunkowań, które wpływają na stosunek do biegania. Mi także zajęło sporo czasu, abym przestał cięgle porównywać się do innych.
![]() |
| Starty sezon 2022 |
Bardzo spokojny trening w początkowej fazie przygotowań – zazwyczaj rozpoczynam przygotowania do sezonu na początku grudnia. To oznacza, że do ważnych startów, które są w okolicy kwietnia/maja, jest aż 5-6 miesięcy treningów. Dla mnie jest to zbyt długi okres na zbudowanie i utrzymanie dobrej formy. Oznaczało to w przeszłości, że formę na wiosnę miałem w lutym i marcu, bo zbyt wcześnie wykonywałem specjalistyczne jednostki pod konkretny dystans i dobra dyspozycja była „przepalana” na treningach. W tym roku, dzięki współpracy z trenerem a także przez obowiązki w pracy, nie mogłem poświęcić na trenowanie tyle czasu, ile wcześniej. Wyszło to mi na dobre. W przyszłym roku zamierzam powtórzyć ten manewr😊.
Zwolnij na treningu aby przyspieszyć w zawodach – w końcu udało mi się w pełni wdrożyć w życie tę bardzo pomocną biegową mądrość. Są jeszcze rozbiegania, BC1 ma być biegany wolno lub bardzo wolno, na niskim tętnie. To naprawdę przynosi efekty.
Buty z płytką karbonową – one są rewelacyjne, tylko tyle mogę powiedzieć. Jasne, buty same nie sprawią, że zaczniemy biegać szybciej, ale biegaczom takim jak ja, bardzo pomagają osiągać lepsze wyniki. Wyobrażam sobie, że osoby, które biegają na naprawdę wysokim poziomie, potrafią wykrzesać z nich jeszcze więcej. Dla mnie największą ich zaletą jest uczucie sprężyny w trakcie biegu a gruba podeszwa sprawia, że po intensywnym biegu praktycznie nie czuję bólu mięśni nóg. Poprzednie niskie startówki powodowały duży dyskomfort i po każdych zawodach przez tydzień walczyłem z tzw. zakwasami. Muszę się przyznać, że zrobiłem już sobie prezent świąteczny i kupiłem kolejną parę karbonowych szybkobiegów, która będzie czekała w szafie na swoją kolej :).
Mniejszy kilometraż – w całym 2022 przebiegnę w sumie o około 400 kilometrów mniej niż w 2021, co stanowi spadek o 12% (3400km vs 3000km). O czym to może świadczyć? Trudno jednoznacznie stwierdzić, wydaje mi się, że korzystam z wybieganych kilometrów w ubiegłych latach. Dysponuję już bazą, którą nie muszę zapełniać „śmieciowymi” kilometrami. Jeśli mam kiepski dzień, najczęściej wolę skrócić trening o kilka kilometrów, niż naparzać niepotrzebnie w asfalt. Robię to bez wahania, wcześniej wolałem dołożyć sobie 1 lub 2 kilometry…
Konsekwencja, regularność, pokora – nie zaniedbałem treningu uzupełniającego: prostych ćwiczeń wzmacniających głównie mięśnie pośladkowe i brzucha, przy użyciu lekkiego sprzętu, gum i oporu własnego ciała. Nic wymyślnego – podstawowe ćwiczenia. Rolowanie i rozciąganie, tak nielubiane i nużące, wykonywałem kilka razy w tygodniu, najczęściej wieczorami, podczas oglądania filmu lub nudnego meczu. Mam świadomość swoich braków i granic, których nie przekroczę. Nie przeszkadza mi to jednak w dążeniu do poprawy, chociaż o milimetr. Nie przejmuję się drobnymi niepowodzeniami. Wiem, że na drodze do celu jest wiele przeszkód, z którymi trzeba się zmierzyć. Bez względu na to czy chciało mi się wychodzić na trening czy nie – robiłem to. Nie oczekuję, że każdy trening będzie przyjemnością. Liczy się systematyczność.
Szukanie nowych rozwiązań – to, z czego jestem najbardziej zadowolony, to poprowadzenie procesu treningowego w taki sposób, że najwyższa dyspozycja pojawiła się w odpowiednim momencie. Szczególnie jesienią. W końcu, po wielu latach eksperymentów na sobie, mogę stwierdzić, że udało mi się zastosować odpowiednie dla mnie metody i środki treningowe. Muszę wspomnieć o kluczowej sprawie, jaką było „poluzowanie” obciążeń treningowych w lipcu. To się super sprawdziło. Dotychczas latem „ładowałem do pieca” przez 2 miesiące, bo przecież to moja ulubiona pora roku do biegania. W tym roku zrobiłem sobie biegowe wakacje. Pisałem o tym w lipcowym wpisie. Kolejna cenna lekcja na przyszłość – trzeba dać odpocząć ciału – głównie głowie😊.
Skupienie na ważnych startach – ograniczyłem udział w zawodach, koncentrując się na startach, które miały spełnić określony cel (przygotowawcze i docelowe). Wyciąłem z kalendarza biegi „wokół komina”, w których tak bardzo lubiłem występować w poprzednich latach😆. W sumie uzbierało się 15 biegów. Myślę o tym, aby w przyszłym roku jeszcze mniej startować. Zobaczymy….
Gdy czytam to, co do tej pory napisałem, wynika z tego, że biegałem mało, wolno i rzadko. To nie do końca tak i nie oznacza rzecz jasna, że nie robiłem mocnych treningów. Owszem, zdarzało się mocniej polatać. Ogólnie jednak czuję, że struktura treningu była bardziej spójna i poukładana niż wcześniej. Gdy dobrze się czułem i byłem wypoczęty, wykonywałem 2 akcenty w tygodniu (środa i niedziela). W większości przypadków miałem siłę i ochotę na 1 jakościowy trening w tygodniu.
Na każdym z dystansów na których startuję (5km, 10km, półmaraton), dwukrotnie poprawiałem swoje życiówki. Tak dobrego roku pod tym względem jeszcze nie miałem. Szczególnie cieszy mnie poprawa w półmaratonie o 3 minuty. Na ten wynik pracowałem od kilku lat i w końcu „odpaliłem”. Pozostałe rekordy życiowe także wyglądają już całkiem sensownie.
![]() |
| Progresja wynikowa 2014-2022 |
To chyba ostatni wpis w tym roku. Kończąc, chciałbym wszystkim, którzy czytają mojego bloga, bardzo podziękować i życzyć zdrowia. Niech kontuzje i wszystkie dolegliwości omijają Was szerokim łukiem. Chciałbym, aby kolejny rok przyniósł mi tyle radości i satysfakcji z biegania jak ten mijający. A jak będzie…?
Trzymajcie się i do zobaczenia.
GG







