Radiowe refleksje // 28.10.2023

 

Ktoś określił niedawno treści, które publikuję na blogu jako wykwintne danie, które nie jada się zbyt często i na które warto długo czekać. Gdy po kilku dniach dotarł do mnie sens tych słów, zrobiło mi się bardzo miło, chociaż uważam (i mówię to szczerze), że są one przesadzone. Tym niemniej przelew, na wskazane przez Ciebie (BP) konto, już wykonałem, tak jak się umawialiśmy😉. 

Większość, ale na pewno nie wszyscy, czytelników bloga wie, że kilka dni temu miałem przyjemność uczestniczyć w audycji „Sportowe Chęci” w Radiu Tczew. Jako zaproszony gość, razem z autorką fanpejdża (polska wersja tego słowa bardziej mi odpowiada) W zabieganiu, opowiadałem o kulisach blogowania. Wcześniej miałem już okazję udzielać radiowego wywiadu, tym razem program emitowany był na żywo, co było bardzo ciekawym a nawet fascynującym doświadczeniem. Samo zaproszenie do radia było dla mnie miłym zaskoczeniem i traktuję je jako wyróżnienie. Zawsze powtarzam, że warto być aktywnym (w szerokim znaczeniu tego słowa), próbować wychodzić poza utarty schemat, nie bać się krytyki i konsekwentnie realizować swój plan. To nie jest łatwe, ale warto i trzeba próbować.

Moją aktywność na blogu nie traktuję jako wielkie życiowe osiągnięcie. Umiejętność pisania to raczej dar i rzemiosło, które staram się rozwijać. Okazuje się, że są na świecie takie osoby, którym moje pisanie nawet się podoba😁. 

Do napisania tego posta skłonił mnie swego rodzaju lekki niedosyt, który odczuwałem po skończonym wywiadzie. Dzień po napisał do mnie Michał (któremu jeszcze raz dziękuję za zaproszenie), z pytaniem odnośnie wrażeń po wizycie w radiu. Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że według mnie było całkiem spoko, chociaż miałem wrażenie, że z naszej strony w trakcie rozmowy padło mało konkretów, a poruszaliśmy bardzo ogólne tematy. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że konwencja rozmowy radiowej w audycji na żywo jest taka, a nie inna. Potwierdził to Michał, który stwierdził, że to co mam na myśli (bardzo ukierunkowana dyskusja o tempach startowych, tętnie, metabolizmie, regeneracji i podobnych kwestiach), to raczej tematy, które można z powodzeniem poruszyć w podcaście. W pełni się z tym zgadzam.

Jako, że istnieje bardzo małe prawdopodobieństwo, że kiedykolwiek będę miał możliwość zaprezentowania się w jakimkolwiek podcaście (chyba, że sam go nagram ze sobą:)), postanowiłem napisać parę zdań, jako uzupełnienie tego, o czym rozmawialiśmy w radiu. Muszę stwierdzić, że odsłuchując naszą rozmowę, byłem zaskoczony, jak fajnie ona wypadła. Siedząc w studiu, musieliśmy być przez cały czas mocno skupieni. Słuchając tego na luzie, po kilku dniach, jestem bardzo zadowolony z efektu. Mam nadzieję, że Wam też się podobało.

Rozmowa

Nie ukrywam, że poświęciłem trochę czasu, aby przygotować się do wizyty w radiu. W końcu nie codziennie tam bywam… W związku z tym zależało mi na tym, aby powiedzieć kilka sensownych zdań. Parę dni przez nagraniem Michał przekazał mi ogólne zagadnienia, jakie będzie chciał poruszyć. Poniżej to, co przyszło mi jeszcze do głowy już po nagraniu, a co według mnie warto jeszcze dopowiedzieć.

——————————

Nie pamiętam czy w moim przypadku był jakiś punkt zwrotny, po którym podjąłem decyzję o założeniu bloga. Zawsze lubiłem pisać, robić notatki, sprawiało mi to przyjemność. Bardzo cenię sobie słowo pisane, ma dla mnie ono jakąś umowną większą wartość, niż słowa wypowiadane podczas rozmowy, które są ulotne. Bardzo lubię czytać książki, gazety (chociaż już teraz coraz rzadziej), w zasadzie czytam wszystko co wpadnie mi w ręce. Pewnego dnia, pod koniec 2019 roku, postanowiłem, że wiosną 2020 roku wystartuję w gdańskim maratonie. Zdecydowałem spisywać swoje myśli, które przyjdą mi do głowy w trakcie tych przygotowań. Zapisywałem krótkie notatki w formie pamiętnika, typowo dla siebie, bez jakiegokolwiek planu na to, aby dzielić się tym publicznie. Finalnie maraton się nie odbył, bo rozpoczęła się pandemia. Co było dalej? Jak pewnie pamiętacie, nagle mieliśmy do zagospodarowania ogromną ilość wolnego czasu, który musieliśmy spędzać w domach. Zamiast oglądać pandemiczne katastroficzne wiadomości, które serwowały nam telewizje, postanowiłem wykorzystać czas na pisanie i rozwijanie tej umiejętności. Jeszcze wtedy w ogóle nie myślałem o założeniu bloga, opisywałem treningi, swoje samopoczucie podczas ich wykonywania, takie różne „głupotki”. W sumie już nie pamiętam jak to się stało, że założyłem stronę na bloggerze i zacząłem publikować bardziej rozbudowane wpisy w formie bloga, Stało się to jakoś naturalnie, jako konsekwencja rożnych wpisów na moim profilu na fesjbuku.

 —————————– 

Jeśli prześledzimy w internecie strony blogowe o tematyce biegowej, można bardzo łatwo zauważyć, że osoby piszące bloga są w zdecydowanej większości trenerami biegowymi lub po prostu osobami, które próbują oferować usługę polegającą na pisaniu planów treningowych. Czyli traktują swojego bloga jako swego rodzaju platformę promocyjną, gdzie mogą zaprezentować siebie jako fachowców w danej tematyce, która ma pomóc w zdobyciu klientów, którymi są biegacze. Uważam, że to jest bardzo rozsądna strategia marketingowa, która w naturalny sposób pozwala myśleć o zarabianiu na blogu. Oczywiście nie w bezpośredni sposób, ale jako konsekwencja tego, o czym się pisze i w jaki sposób przedstawia siebie jako osobę czy trenera. Mój blog nie ma w tej chwili komercyjnego charakteru, skupiam się na pisaniu o tym co mnie interesuje, czym żyję, dzięki czemu jestem niezależny w swoich opiniach. Nie muszę zastanawiać nad tym co mogę napisać, a czego nie powinienem, bo może to być niekorzystne z finansowego punktu widzenia. Skupiam się na jakości wpisów, merytoryce, szczerości. W jakim kierunku będę się rozwijał, jeśli chodzi o blogowanie, szczerze mówiąc jeszcze nie wiem. 

Nie zamykam sobie żadnej furtki, natomiast za najważniejszą funkcję bloga (poza oczywiście tą, że mogę być w pewnym sensie inspiracją dla osób w podobnym wieku, mających podobne rozterki życiowe, doświadczenie itd.) uważam budowanie swojej marki osobistej. Czyli tego jak prezentuję się jako człowiek, jakie wartości wyznaję, jakie działania i decyzje podejmuję oraz jak postrzegają mnie inni.

——————————

Trochę głupio porównywać się z innymi i z reguły tego nie robię, ale z całą pewnością mogę powiedzieć, że mój blog, w porównaniu do innych blogów biegowych wyróżnia się jakością treści, które przedstawiam. Co mam na myśli? Przede wszystkim uważam, że to co piszę jest spójne, staram się aby każdy wpis był poprawny pod względem stylistycznym i ortograficznym. Ważne jest dla mnie to, aby historia czy wydarzenie, które chcę opisać, zaciekawiła odbiorców, była napisana z humorem, nieraz ciętym językiem. Aby każdy kto to czyta, chociaż w pewnym stopniu mógł utożsamić się z moimi słowami. Na przykład jeśli robię posta o udziale w biegu, to sam jego przebieg czy wynik, nie jest w moich wpisach najważniejszy. Najistotniejsze jest to, co dzieje się niejako obok tzn. jak przebiegały przygotowania, co czułem przed startem, cała otoczka i tego typu szczegóły. 

——————————

Prowadzenie bloga w takiej formie w jakiej ja to robię, to znaczy strony czy witryny w internecie, nie jest już tak popularne, jak jeszcze kilka lat temu, gdzie tych aktywnych blogerów było dużo więcej. Ma ono swoją specyfikę, to znaczy wpisy są dłuższe, bardziej przemyślane, zazwyczaj odnoszą się do jakiegoś wydarzenia czy głębszej myśli. Nie ukrywam, że bardzo mi to odpowiada. Teraz większość piszących przeniosła się do mediów społecznościowych, głównie na fejsbuka, gdzie można znaleźć bardzo wiele tzw. fanpejdżów, na których pojawiają się wpisy codziennie albo kilka razy dziennie. Mi osobiście taka forma nie odpowiada (i nie jest to krytyka ani ocenianie, tylko moje zdanie), z wielu powodów. Do najważniejszych zaliczam to, że według mnie moje życie nie jest aż tak bardzo ciekawe i interesujące dla innych, abym miał potrzebę nieustannego informowania o tym, co u mnie słychać, co zjadłem na obiad, czy to, jaki trening wykonałem.

Dla mnie, dla mojego blogowania, media społecznościowe (poza możliwością interakcji z czytelnikami czy sympatykami) pełnią tylko funkcję informacyjną, to znaczy na fejsbuku komunikuję, że na blogu pojawił się nowy wpis. Cały tzw. ruch staram się przekierować na stronę. To tam można znaleźć to, co chcę przekazać i to, co jest istotne dla mnie, jako osoby przelewającej myśli na wirtualny papier.

——————————

Com napisał, napisałem. Teraz jestem w pełni usatysfakcjonowany:).

Cześć!