Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek poczynił jakieś noworoczne postanowienie. W przyszłym roku będzie podobnie. Na razie raportuję jak niżej:
- Grudzień – martwy okres w kalendarzu większości biegaczy. Czas leczenia urazów, planowania startów, rozpoczęcie przygotowań do nowego sezonu i chroniczna walka z wszechogarniającą ciemnością. A właściwie to przekonywanie samego siebie, że bieganie po zmroku, kiedy pada i wieje, lub to i to, jest całkiem przyjemne. U mnie podobnie. Główne starty sezonu mam już zaplanowane. Oby tylko zdrowie dopisywało, bo bez tego najlepsze plany są nic niewarte. O chęci do biegania się nie martwię.
- Przeglądając Stravę widzę, że niektórzy zawsze trenują o 5 lub 6 rano. Zastanawiam się jak to jest możliwe, szczególnie w okresie zimowym, i szczerze podziwiam. Pewnie można się przyzwyczaić do biegania o tak nieludzkiej porze, osobiście stawiam przy tej tezie ogromny znak zapytania.
- Rozpocząłem współpracę z trenerem. Oddaję się w ręce osoby doświadczonej i jestem jak ten żołnierz, który wykonuje to, co ma do zrobienia. Liczę na to, że plan treningowy zaproponowany przez osobę, która bezstronnym okiem spojrzy na mnie, jako zawodnika, przyniesie dobre efekty.
- Treningi na razie nie są bardzo obciążające, ale to nie znaczy, że są jak „kaszka z mleczkiem”. Typowa robota w zimie bazująca na: podbiegach, zabawach biegowych i biegach ciągłych o różnej intensywności. Około 70 kilometrów tygodniowo, w grudniu wyjdzie ponad 300. Jak dla mnie całkiem sporo.
- Poza pracą i wieczornym (zazwyczaj) bieganiem, nie pozostaje mi wiele sił na inne aktywności. Większość czasu spędzam w pozycji horyzontalnej w łóżku lub na sofie. W tym czasie najchętniej czytam książki i planuję podróże w 2024 roku. Weekendy są fajniejsze, bo można pobiegać przy świetle dziennym i resztę dnia regenerować się, leżąc😊.
- Szukam inspiracji dotyczących tematów, które mógłbym poruszyć w formie wpisów na blogu w przyszłym roku. Jeśli chciałabyś/chciałbyś, abym napisał o czymś, co Cię interesuje – daj mi znać. Na pewno nie chcę powielać schematów, które już wykorzystałem. Prawdopodobnie skupię się na wydarzeniach, w których mam nadzieję, wezmę udział w przyszłym roku.
- Nowa rzeczywistość polityczna w kraju – nie mam za wiele do powiedzenia w temacie polityki, bo leży ona daleko poza sferą moich zainteresowań. Tym niemniej, z tego co widzę i słyszę po ostatnich wydarzeniach (zamiana TVPiS na TVPo), na usta ciśnie się przysłowie: „zamienił stryjek siekierkę na kijek”. Mylę się?
- Lubię ten przedświąteczny czas Bożego Narodzenia i zakończenia roku. Wszystko wokół nas jakby zwalnia, a może tylko tak mi się wydaje… W każdym razie, bardzo się staramy z Anią (i wychodzi nam to bardzo dobrze), aby ten czas spędzić razem, nie robiąc nic ponad to, co jest niezbędne. Wiadomo, że trzeba coś tam ugotować, upiec i posprzątać. Ale bez przesady, nic nie jest ważniejsze od przedświątecznego odpoczynku i relaksu. To jest nasza tradycja i będziemy ją pielęgnować. Nigdy nie mieliśmy 12 potraw na wigilijnym stole i co z tego?
- Na koniec chciałbym wszystkim, którzy chcieliby biegać a z różnych względów nie mogą, zadedykować nieoczywistą kolędę w wykonaniu Taco Hemingwaya. Co prawda ostatnia płyta nie powala na kolana, ale ten kawałek jest spoko.
Wszystkiego dobrego!
G.

