Styczniowy urlop w Santa Pola

 

Pomysł wyjazdu do Hiszpanii narodził się na początku stycznia, kiedy pogoda u nas stała się trudna do zniesienia. Kolejny atak zimy: mnóstwo śniegu, gołoledź, porywiste wiatry, to nic nowego w naszym klimacie. Wiem, że wielu ludziom takie warunki niespecjalnie przeszkadzają, ja niestety nie jestem ich entuzjastą. Pod kątem treningów biegowych trzeba się nieźle nakombinować, aby jako tako móc realizować plan. W sumie podobnie wyglądają zimowe przygotowania każdego roku. Tak się dodatkowo przyjemnie złożyło, że miałem do wykorzystania sporo zaległego urlopu. Dlaczego więc nie zrobić sobie krótkiego oddechu od okropnej zimowej polskiej aury?

Z impetem i bez zbędnej zwłoki przystąpiłem zatem do logistycznych przygotowań do wyjazdu. Przez kilkanaście dni bacznie obserwowałem ceny lotów do Hiszpanii i w momencie, kiedy kwoty stały się akceptowalne, zdecydowałem się na zakup biletów do Alicante. Następny krok to wybór docelowej lokalizacji i rezerwacja noclegów. Słyszałem i kilkakrotnie czytałem o Santa Poli, spokojnym miasteczku oddalonym od Alicante o niecałe pół godziny drogi samochodem. Pasowało mi to, bo warunki do biegania miały być tam super korzystne. Przed ostateczną decyzją skontaktowałem się jeszcze z Bartkiem Falkowskim (bardzo dobrym biegaczem z poziomu semi-pro, podcasterem, redaktorem bieganie.pl), bo trafiłem na artykuł, w którym opisywał swój pobyt na obozie biegowym w Santa Pola. Bartek w samych superlatywach wypowiedział się o tej miejscówce, więc zdecydowałem się na rezerwację mieszkania właśnie tam. Skorzystałem z serwisu Airbnb. Pierwszy raz zarezerwowałem pobyt przez tego pośrednika i jeśli kiedyś będzie taka potrzeba, zrobię to ponownie.

Z ciekawostek biegowych dotyczących Santa Poli: co roku pod koniec stycznia odbywa się tam półmaraton, w którym startuje około 6 tysięcy osób. Tegoroczna edycja miała miejsce 21 stycznia, nazajutrz po naszym przyjedzie. Chciałem nawet pobiec rekreacyjnie, ale skończyło się na kibicowaniu 😉. Zaskoczył mnie rozmach z jakim przeprowadzono te zawody i poziom sportowy, tego mało rozpoznawalnego w sumie półmaratonu. Obserwując rozgrzewających się zawodników i oprawę przedstartową, byłem tak podniecony, że chciałem jak najszybciej założyć buty i pójść pobiegać. Kilka lat temu w półmaratonie w Santa Pola startowała moja siostra Dominika. Z tego co pamiętam, był to start typowo szkoleniowy, jako etap w przygotowaniach do innych zawodów🏃.

Głównym celem wyjazdu był odpoczynek oraz możliwość pobiegania w dobrych warunkach i przyjaznym klimacie. Oczywiście nie jestem na tyle naiwny, aby myśleć, że przez tydzień zrobię w Hiszpanii super formę. Tym niemniej bieganie „na krótko” w styczniu, to nie jest dla mnie codzienność, a wręcz luksus. Chcieliśmy przy okazji trochę pozwiedzać, ale przed wyjazdem nie było czasu ustalić konkretów. Atrakcje organizowaliśmy spontanicznie, po przyjeździe na miejsce.

W poprzednim wpisie anonsowałem, że podjąłem współpracę z trenerem. Na razie minęło nieco ponad 2 miesiące wspólnej pracy z Dariuszem Ossowskim (nie wspominałem, że Patryk Sowiński wiercił mi dziurę w brzuchu, że muszę koniecznie przyjść pod skrzydła Darka👍).Co mogę powiedzieć po tak krótkim okresie? Na pewno to, że treningi są ciekawe, obecny plan zakłada obciążenia na poziomie około 70% możliwości, jak określił to trener. Akcenty nie są dla mnie bardzo trudne do wykonania. Ogólnie czuję, że trenuję lżej pod kątem intensywności, ale pokonuję trochę więcej kilometrów w spokojnym tempie. Sam jestem ciekawy jak organizm zareaguje na lekko zmienione bodźce. Wierzę w ten proces i cieszę się, że jest ktoś, kto trzyma ręce na kierownicy i że nie jestem to ja😂.

Jeśli chodzi o treningi, to na urlopie biegałem codziennie. Realizowałem plan przygotowany przez trenera. Wykonałem 2 akcenty:

BC2 – 2x6km/6′

BC3 – 4km+3km+1km, tempo narastające

Pozostałe jednostki to rozbiegania, kończone żwawymi przebieżkami. Przez 7 dni przebiegłem 100 km. Nie pamiętam, abym miał kiedyś tydzień z takim kilometrażem.

Potwierdziło się, że warunki do biegania w Santa Pola są wyśmienite. Mnóstwo ścieżek szutrowych na płaskowyżu, z solidnymi podbiegami i zbiegami. Długie, płaskie odcinki asfaltowe wzdłuż plaży, na szybkie bieganie. Do tego ogólnodostępny stadion z oświetleniem, otwarty do 21:00. Nie dziwię się, że tak wielu wyczynowych biegaczy przyjeżdża tutaj na kilkutygodniowe przygotowania. Wiatr był niemal nieodczuwalny, temperatura od około 10 stopni rano, do 20 stopni w ciągu dnia. Po prostu biegowa bajka.

Urlop, jak to zwykle bywa, minął bardzo szybko. Mieliśmy w miarę stały tryb dnia.

  1. Rano, po obudzeniu szedłem na trening.
  2. Po powrocie jedliśmy śniadanie i ustalaliśmy plan działania na resztę dnia.
  3. Po śniadaniu wychodziliśmy „w miasto”. Spędzaliśmy czas na długich spacerach i korzystaliśmy jak najwięcej ze słońca, opalając się na plaży.
  4. Około 15-16 wracaliśmy do mieszkania, po drodze robiąc zakupy.
  5. Gotowaliśmy obiad a po deserze mieliśmy „leżakowanie”, które trwało około 2 godzin. To był czas na drzemki (które uwielbiam, a na które poza urlopem nigdy nie ma czasu😉 ), a także na internetowanie.
  6. Wieczorem (ciemno się robiło około 19) ponownie wychodziliśmy na zewnątrz, aby poczuć atmosferę Costa Blanca. Życie o tej porze dopiero się rozkręca w Hiszpanii, więc szkoda było siedzieć w domu.
  7. Wracaliśmy „padnięci”, więc tylko szybka kolacja, czasami Netflix i spać.

 

Dwa dni upłynęły nam na wycieczkach. Zwiedziliśmy Alicante oraz wybraliśmy się na rejs na położoną nieopodal piękną, niewielką wyspę Tabarca. Muszę powiedzieć, że dla takiej osoby jak ja, która nie jest bardzo „socjalna”, zwiedzanie poza wysokim sezonem, to jest coś wspaniałego. Rzadko miałem okazję bywać w atrakcyjnych miejscach, które nie są zatłoczone. Tym razem było perfekcyjnie, a turystów niewielu.

Być może ten wpis przeczytają osoby, które planują podobny wyjazd i są ciekawe jakie są koszty takiego styczniowego urlopu w Hiszpanii, organizowanego samodzielnie. Z mojej perspektywy wyglądało to tak:

  1. Loty Ryanairem z Gdańska do Alicante i powrót dla 2 osób -1200 PLN (w cenie 2 walizki małe i 2 plecaki, bez bagażu rejestrowanego). Tak jak pisałem, spędziłem sporo czasu na obserwacji cen, wchodziłem na stronę około 10 razy dziennie. Bilety kupiłem na kilka dni przed wylotem. Trzeba się dobrze zastanowić nad spakowaniem do małej walizki odpowiednich ubrań i innych potrzebnych rzeczy na tygodniowy wyjazd. 2 pary butów biegowych jako „must have”, reszta to dodatki 😉.
  2. Mieszkanie z pełnym wyposażeniem (2 pokoje, kuchnia, łazienka) 1500 PLN za 7 dni.
  3. Transport z lotniska w Alicante do Santa Pola i z powrotem 175 PLN
  4. Jedzenie – koszty większości produktów w sklepach w Hiszpanii są podobne jak w Polsce (niektóre droższe, inne tańsze). Posiłki przygotowywaliśmy głównie samodzielnie, na bazie zakupów w supermarketach. Gdybyśmy nie wyjeżdżali, to mniej więcej wydalibyśmy tyle samo na jedzenie w domu. Tutaj więc nie było extra wydatków.
  5. Pozostałe przyjemności około 450 PLN, zaliczam do tego punktu jedzenie na mieście, kawki, churrosy, wyjazdy na dwie niemal całodniowe wycieczki do Alicante i Tabarcę oraz inne drobne wydatki.
  6. Ubezpieczenie turystyczne 120 PLN.

Podsumowując koszty wyjazdu: to czy było drogo czy tanio, to już kwestia indywidualna i subiektywna. Zależało mi na miejscu, gdzie będzie ciepło i żeby nie trzeba było brać kredytu, aby pokryć wydatki związane z wyjazdem.

Ach, gdyby tak móc spędzić całą zimę w Hiszpanii… marzenie. Jestem nią zauroczony. Już dzisiaj układa mi się w głowie plan na dłuższy, 10-14 dniowy obóz biegowy w Hiszpanii. Jeśli koszty mieszkania podzielić by na kilka osób, okaże się, że podobną kwotę trzeba wydać na weekendowy wyjazd w Polsce. Kto jedzie ze mną?

To był wspaniały czas spędzony z jedną z moich ukochanych kobiet 😍. Wracamy pięknie opaleni. Bardzo żałowaliśmy, że nie mogli być z nami A i F. Ale nic straconego, następne podróże są już zaplanowane.