Półmaraton w Barcelonie

 

Trochę mnie korci, aby zacząć ten wpis tak: z okazji walentynek, zaprosiłem moją ukochaną na romantyczny weekend w Barcelonie. Spędziliśmy cudowne i upojne chwile, spacerując po mieście, podziwiając niesamowitą architekturę i delektując się pyszną kawą. Obszerną fotorelację z naszej wyprawy możecie podziwiać na moim instagramie.

Od razu jednak się przyznam, że w tym wstępie są zawarte dwie nieprawdziwe informacje i jak zwykle „puszczam oko” w kierunku tzw. influenserów czy innych coachów personalnych. Tak naprawdę, głównym powodem naszej wyprawy do zachwycającej Barcelony, była chęć spełnienia mojego biegowego marzenia, tzn. udział w jednym z największych półmaratonów w Europie. Wspominałem o tym w grudniowym wpisie, podsumowując ubiegły sezon.

Wszystkie tematy logistyczne związane z wyjazdem, udało się szybko załatwić, jak tylko podjąłem decyzję o udziale w Mitja Marató de Barcelona. Pozostawało jak najlepiej przygotować się do startu. Czasu nie było zbyt wiele. Po roztrenowaniu i 2 tygodniowym wprowadzeniu do treningów, miałem do dyspozycji 8 tygodni na wypracowanie przyzwoitej formy. Wierni czytelnicy bloga już wiedzą, że nad realizacją planu czuwał trener Dariusz Ossowski, z którym pracuję od grudnia zeszłego roku. Temat współpracy z trenerem jeszcze rozwinę, ale już teraz mogę zdradzić, że to była dobra decyzja.

Gdybym był zawodowym biegaczem, musiałbym skupić się na wyniku w zawodach. Atrakcje, które oferuje miasto przed startem, trzeba by było odstawić w kąt. Na szczęście nie jestem. A skoro tak, przygotowałem bardzo aktywny program wycieczki.

Przystawka

Do Barcelony udaliśmy się w piątek, wcześnie rano. Samo wstawanie o 3:00 nie jest wielkim problemem, trudniej jest wytrzymać cały dzień, intensywnie zwiedzając. Miasto przywitało nas deszczem i wiatrem, co było dość dużym zaskoczeniem. Od razu poszedłem odebrać pakiet startowy, a Ania, żeby nie tracić czasu, rozpoczęła eksplorowanie atrakcji, które ja już widziałem. Co ciekawe, najbardziej przereklamowanym „must see” wydaje się nam obojgu Sagrada Familia.

Z jednej strony miałem świadomość, że przed niedzielnym startem powinienem raczej oszczędzać energię i nie chodzić zbyt wiele, z drugiej jednak, miasto oferuje tyle atrakcji, że szkoda było siedzieć w hotelu. Dodatkowo trafiliśmy na weekend w którym obchodzone było święto Świętej Eulalii, patronki Barcelony. Ulice pełne były kolorowych korowodów, można było zobaczyć wszystkie najbardziej popularne katalońskie tradycje: bieg z ogniem, paradę gigantów, ludzkie wieże czy tańczących sardanę.

Summa summarum, po piątkowym i sobotnim zwiedzaniu, głównie na nogach, byłem tak zmęczony, że ostatnie na co miałem ochotę, to udział w jakimkolwiek biegu. Przez moment pomyślałem, aby przebiec półmaraton turystycznie 😊.

Danie główne

Niedziela. Start biegu 8:30. Pobudka 06:00. Otwieram okno, a tam wichura. Nie przesadzam. Nawet się trochę ucieszyłem, że będzie na co zwalić winę za niepowodzenie. Świeżości przedstartowej dziwnym trafem nie czułem. Szczerze, to marzyłem o tym, aby ten cholerny półmaraton mieć już za sobą…

Chciałbym na chwilę się teraz zatrzymać i napisać parę słów na temat przygotowań do startu. Ogólnie określiłbym treningi, który wykonałem jako lekkie, porównując do tego, co robiłem wcześniej. Gdyby nie pewne dolegliwości bólowe, których nie mogę pozbyć się od jakiegoś czasu, nazwałbym je „kaszką z mleczkiem”. Nie ukrywam, że zastanawiałem się w jaki sposób mam przebiec półmaraton w średnim tempie poniżej 3’50″/km, jeśli przez całe przygotowania ledwie musnąłem biegania na tej intensywności. Kilometrów w docelowym tempie startowym, to z ręką na sercu, było w sumie może 5, z ponad 675 przebiegniętych w grudniu i styczniu. Drugi zakres robiłem po 4’20” – 4’10″/km, a trzeci po 4’00” – 3’55″/km. Powiedziałbym – bardzo wolno. Trener cały czas mnie uspokajał, mówiąc, że trening ma ładować akumulator i nie ma potrzeby, aby biegać szybciej. Zaufałem mu, a fatalne zimowe warunki pogodowe przez większość przygotowań, pomogły w tym, aby nie szarżować bez potrzeby.

Aby dobrze oddać to, jak wspierającą osobą jest Darek, muszę jeszcze napisać o sytuacji, która miała miejsce na 3 dni przed startem. W czwartek wieczorem trener zadzwonił z ostatnimi wskazówkami i motywacyjnym przesłaniem. Na pytanie – jak się czujesz? Odpowiedziałem dobrze, ale jestem posr..y.

„Muszę Ci powiedzieć, że ja też się denerwuję”, usłyszałem.

Tym zdaniem dość mnie zaskoczył. Uświadomiłem sobie, że to, jak się zaprezentuję w trakcie biegu, to nie jest tylko moja sprawa. Dla trenera to też jest swego rodzaju test. Nie wiem dlaczego, ale od razu zrobiło mi się jakoś tak lżej na sercu. Te parę dni przed ważnym startem, kiedy tysiąc brudnych myśli krąży po głowie, jest często bardzo obciążające. Bez względu na to czy biegniemy półmaraton w godzinę czy w dwie, albo dłużej. Ta rozmowa dała mi dodatkowego kopa motywacyjnego.

Na bieg zapisanych było ponad 28 000 osób z 98 państw. Stojąc pośród tych ludzi i czekając na sygnał startera czułem jak łydki dygoczą mi ze zdenerwowania. W tym momencie spełniało się właśnie jedno z moich marzeń. Dotarło do mnie, że za chwilę wyruszę na trasę półmaratonu, który jest obserwowany przez tysiące ludzi na całym świecie. Imprezie, w której ramię w ramię biegną ludzie wielu narodowości, a wśród nich także ja. To było wspaniałe uczucie, trudno to opisać.

Piszę te słowa kilka dni po starcie, emocje już opadły. Nie przypominam sobie aby którykolwiek z biegów, w których brałem udział, sprawił mi więcej przyjemności. Od startu do mety biegłem w bardzo dużej, kilkuset osobowej, grupie prowadzonej przez pacemakerów na czas 1:20’.

Niesamowita sprawa, słychać było tylko rytmiczny tupot nóg setek zawodników i równomierne oddechy. Tłum niósł swoją niewidzialną siłą i nie pozwalał na zwolnienie. Po spokojnych pierwszych kilometrach, tempo wyraźnie wzrosło. Czułem się bardzo dobrze, trzymałem równe tempo, około 3’45″/km. Płaska jak stół trasa pozwalała na utrzymanie płynnego biegu. Zastanawiałem się czy pod koniec nie zapłacę za piątkowo – sobotnie kilometry poświęcone na zwiedzanie, ale żadnego kryzysu nie było. Dystans, według danych z zegarka, pokonałem w średnim tempie 3’44″/km. Garmin pokazał mi, że przebiegłem 400m ponad półmaraton, czyli nie biegłem optymalną trasą, blisko krawędzi ulic 😉.

Oficjalny czas:1:20’14”.

Czas na świętowanie!

Deser

Po powrocie do hotelu, śniadaniu i krótkim odpoczynku, rozpoczęliśmy kolejny dzień, w którym zatopiliśmy się w zakamarkach miasta. To był też czas na niezdrowe jedzenie i podwójny deser z tłustymi churrosami. Jak się później okazało, w niedzielę pobiłem mój rekord w ilości wykonanych kroków. Łącznie z półmaratonem było to 42 000.

Jednak prawdziwy deser miał dopiero nadejść. Kolejny raz w trakcie tego wyjazdu spełniałem swoje marzenie, jakim było oglądanie na żywo FC Barcelony w ligowym meczu. Co prawda Camp Nou jest w remoncie i Barca gra teraz na Stadionie Olimpijskim, ale i tak było to wspaniałe wydarzenie. Pomimo, że sezon w wykonaniu blaugrany jest przeciętny, atmosfera na meczu była bardzo dobra. Super było zobaczyć na żywo mecz ligi hiszpańskiej, którą co tydzień oglądam w telewizji. Wychodząc ze stadionu po zakończonym spotkaniu, powiedziałem do Ani, że teraz mogę już spokojnie umierać… 😊.

Rankiem następnego dnia wracaliśmy już do domu. Uff.

Długo zastanawiałem się nad tym, jak zakończyć ten wpis. Napiszę chyba tylko tyle, że to był epicki wyjazd. Czy polecam udział w półmaratonie w Barcelonie? Zdecydowanie tak. Miasto żyje bieganiem i jest bardzo przyjazne biegaczom, nie tylko przy okazji dużego wydarzenia. Najważniejsze to z dużym wyprzedzeniem „ogarnąć” noclegi w przyzwoitej cenie. Ja potraktowałem ten wyjazd jako połączenie zwiedzania z mocnym startem w zawodach. Jeżeli ktoś biega tylko po to, aby poprawić swoje  wyniki, powinien odpuścić atrakcje turystyczne 😜.

Ze sportowego punktu widzenia najbardziej zadowolony jestem z tego, że zakładany cel wynikowy udało się zrealizować dużo mniejszym nakładem pracy i bez pełnej realizacji planu treningowego. Największa w tym zasługa doświadczonego trenera, no i trochę zawodnika, który robił  to, co do niego należało😊.

Niedługo zrobi się cieplej, bieganie w naszym klimacie będzie przyjemniejsze. Oby zdrowie dopisywało, czego sobie i Wam życzę!

GG