Bieg Tapflo Dycha z Pompą.
Tczew; 12.05.2024, godzina 10:00.
Humor dopisuje. Majówka minęła przy pięknej pogodzie. Ostatnio zrobiło się trochę chłodniej, ale dni są długie, więc nawet jak jest zimno, wiosenna – czysta przyroda zachęca do aktywności. Biega się. Chwilo trwaj.
———————————————————–
Przed biegiem zadałem Mariuszowi pytanie, które, jestem tego pewien, nurtowało większość uczestników tej imprezy: skąd Wy wzięliście tych wszystkich sponsorów? Zgodnie z przypuszczeniami, tylko się uśmiechnął pod nosem i wykręcił od odpowiedzi. Znając jednak trochę mechanizmy zarządzania funkcjonujące w korporacjach, trzeba bardzo docenić dział marketingu firmy Tapflo.
Dla porządku, było to tak.
Obudziłem się o 7:30, zjadłem małe śniadanie i pojechałem na start. Dychy z Pompą nie traktowałem priorytetowo w hierarchii moich wiosennych startów, głównie ze względu na brak atestu trasy. Nie znaczy to oczywiście, że zamierzałem truchtać.
Mam z zeszłego roku bardzo dobre wspomnienia z tego biegu, więc ponownie postanowiłem stanąć na linii startu. Dzień przed biegiem zerknąłem na listę startową i podejrzewałem, że o miejsca na pudle w kategorii wiekowej będę walczył z Mariuszem Żurawskim (w końcu to „jego” bieg) i Radkiem Chybem. Nie pomyliłem się. Zamierzałem im zwiać na początku i to się prawie udało. Szkopuł w tym, że mnie dogonili😊.
Lubię jak w pakiecie startowym są skarpety. Do tej pory, a startuję w zawodach już dobrych parę lat, zdarzyło się to tylko 2 lub 3 razy. Zawsze z nich korzystam (w odróżnieniu od koszulek technicznych). Tapflonowe skarpety również będą w użyciu.
Trudno się skupić i wyciszyć przed startem, kiedy wokół tylu znajomych. Ale tak miało być. Przybiłem mnóstwo piątek i powiedziałem ze sto razy: cześć/hej. Dawno już nie startowałem u siebie w domu, więc szykował się dobry bieg.
Na zawody osobiście pofatygował się także trener w asyście małżonki, a po chwili dołączył Klaudiusz, znany tu i ówdzie jako Wilk Kociewski. Zwróćcie uwagę na motyw na jego bluzie – przypadek? Tradycyjnie nie mogło zabraknąć mojej niezastąpionej A. Wszyscy zamierzali przyglądać się wyczynom gazel i źrebaka, wchodzących w skład stajni #ossowskirunning: Agnieszce, Oli, Patrykowi i podstarzałej, ale jeszcze żwawej chabecie gregglovi.com. Na moje nieszczęście, coach zainstalował się na wale przy Wiśle i stamtąd, bacznym okiem, obserwował nasze poczynania. Szkoda, że przed startem zapomniał powiedzieć, gdzie będzie się znajdować „asysta kija”😊. Jak się okazało podczas podsumowania imprezy – w komplecie stanęliśmy na podium. Połajanek więc nie było a niektórzy nawet dostali pochwałę.
Konferansjerkę Tomka w trakcie imprez już niejednokrotnie chwaliłem, więc nie będę się powtarzał. Słyszałem na własne uszy, że inni też ją lubią. Warto podkreślić, że atmosferę naszych biegów bardzo fajnie podkręca D’J No Name, puszczając energetyczne kawałki. Z tego co kojarzę, rzadko na biegach można spotkać się z taką oprawą. Muza robi robotę a nóżka sama chodzi. Nie można nie wspomnieć o poczęstunku po biegu. Jako typowy łasuch spróbowałem drożdżówki i babeczek. Zupy nie jadłem, ale pachniała zachęcająco.
Zdjęcia wykonywane przez Domelonzo Photography to zupełnie inna kategoria. Estetyka obrazu – top. Wiem, że niektórzy biegają tylko dla tych zdjęć i wcale im się nie dziwię.
Chyba nie będzie przesadą jak napiszę, że Dycha z pompą jest w dechę i dołączyła już na stałe do niemałej grupy biegów organizowanych w Tczewie. Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale Tczew nie jest już miastem kolejarzy, stał się za to miastem biegaczy i z tego jesteśmy znani na całym świecie😊. Jako tczewianie możemy być dumni z naszej rozbieganej społeczności.
Dziękuję za super imprezę Team Tapflo! Z tego co widziałem po uśmiechniętych twarzach, wiele osób było równie zadowolonych.
Aha, byłbym zapomniał. Miałem szczęście w losowaniu nagród, co zdarza się raz na ruski rok.
GG
PS. Galeria zdjęć skromna tym razem, może jeszcze coś dojdzie, to uzupełnię :).




