Przedsmak lata

 

Znam jeden niezawodny sposób na zwiększenie motywacji do biegania i poprawę ogólnej sprawności. Oczywiście, możemy wmawiać sobie, że warto dużo i mądrze trenować, spędzać sporo czasu na odpoczynku, czy doświadczać inspirujących sesji terapeutycznych z psychologiem albo mentorem. To wszystko pewnie i jest ważne, ale nic jednak nie wzniesie nas na wyższy poziom niż zakup nowych – ładnych butów biegowych. Już sama kwota, jaką trzeba wysupłać z portfela na porządne, szybkie startówki, powoduje, że kręci się w głowie i nie wypada wolno biec.

Większość modeli kosztuje teraz minimum 1000 PLN i to w promocji. Słyszałem, że producenci ograniczają dostępność najlepszych/najdroższych butów i nie jest tak, że są one dostępne od ręki. Trzeba zapisywać się na listę oczekujących, a chętnych do tego, aby poczuć moc karbonu i chociaż w niewielkim stopniu upodobnić się w biegu do Kipchoge czy innego Bekele, ponoć nie brakuje. Popyt kształtuje cenę, więc wygląda na to, że taniej już było a ograniczanie dostępności to jeden z najskuteczniejszych sposobów na sztuczne „pompowanie” stawek.

Bieganie to tani i przystępny sport. Wystarczy założyć buty i można biec. Kto jeszcze pamięta ten slogan😀? Może i jest on jeszcze aktualny, ale na pewno nie w odniesieniu do biegaczy chcących poprawiać swoje wyniki w zawodach. Ci muszą sięgnąć głęboko  do skarpety.

—————————————-

Kilka tygodni temu Rada Języka Polskiego (instytucja opiniodawczo-doradcza w zakresie używania języka polskiego), ogłosiła kilka zmian zasad pisowni, które wejdą w życie 1 stycznia 2026 roku.

Dla mnie, jako osoby piszącej, uprawiającej swego rodzaju publicystykę, zmiany te są o tyle istotne, bo chcę zamieszczać teksty poprawne stylistyczne i gramatycznie. Oczywiście blog jako format ma swobodną, luźną formę i wybacza wiele drobnych błędów. Wielu je popełnia i nie jestem tutaj wyjątkiem. To nie jest istotne. Ważne dla mnie jest, aby nie utrwalać ewidentnych, często spotykanych „wielbłądów”.

Nie będę rozpisywał się na temat wprowadzonych zmian, kto chce, to sobie znajdzie i poczyta. Powinienem zapamiętać, że nazwy mieszkańców miejscowości będzie trzeba pisać, wedle nowych zasad, wielką literą. Dotychczas pisałem:

Dla nas – tczewian, ten rok jest przełomowy.

Teraz napiszę:

Dla nas – Tczewian, ten rok jest przełomowy.

Nie mogę przy tej okazji odebrać sobie przyjemności pośmieszkowania z wyrażenia, które jak plaga wdarło się do powszechnego użytku, głównie w mediach społecznościowych, choć nie tylko.

„Te buty są dedykowane dla biegaczy ze stopą pronującą”.

„Książka, którą napisałem, dedykowana jest dla wszystkich biegaczy”.

Jedyna poprawna forma to dedykować coś komuś, inne konstrukcje uznawane są za błąd składniowy. Wyrażenie „dedykowany dla” jest typowym amerykanizmem (dedicated for), często używanym jako tzw. kalka językowa. Każdy szanujący się influencer/influencerka napisze lub powie więc:

„Te buty są dedykowane biegaczom ze stopą pronującą”.

„Książka, którą napisałem, dedykowana jest wszystkim biegaczom”.

Słowo „przeznaczony” zostało w jakiś sposób wyklęte i rzadko pojawia się w użytkowaniu. Teraz wszystko musi być „dedykowane”. Dopiero wówczas mamy wrażenie, że dany produkt lub usługa jest odpowiednio luksusowa😀.

Inną, bardzo popularną, gafą, o której wiele się mówi i pisze, jest używanie, a raczej nadużywanie zwrotu „witam” w oficjalnych sytuacjach. Co do zasady, jest on zarezerwowany dla gospodarza lub osoby inicjującej spotkanie. Tak więc nie będzie błędem, jeśli Tomek, lub inna, wyznaczona osoba, przywita uczestników sobotniego parkrunu słowami: „Witam Was kochani biegacze!” Natomiast jeśli zaproszony do podcastu gość zacznie swoją wypowiedź od słów: „Witam serdecznie słuchaczy Radia Color” – popełni lapsus. Powinien raczej powiedzieć:Dzień Dobry/Cześć/Serwus/Czołem” – bo to nie on jest gospodarzem podcastu.

Bardzo lubię tę (w żadnym wypadku tą🤭), zabawę słowem. To fajna forma rozrywki. Choć wiem, że język ma przede wszystkim spełniać funkcję komunikacyjną, pomóc dobrze porozumiewać się przy użyciu pełnej gamy dostępnych środków.

—————————–

Wilcza Dycha w Osiecznej – 08.06.24

Ten bieg ma ogromną zaletę, której nie ma prawie żaden inny bieg, organizowany w mojej okolicy: płaską, asfaltową, atestowaną, idealnie wymierzoną, szybką trasę. Dlatego w tym roku zaplanowałem udział w tej imprezie z dużym wyprzedzeniem i chciałem się zaprezentować z jak najlepszej strony. Planowałem pobiec szybciej niż w zeszłym roku (36’24’’). Na chęciach się skończyło. Mimo, że czułem się dobrze przygotowany, wynik na mecie – poniżej oczekiwań (37’21’’).

Co by nie powiedzieć, mogę bez wahania polecić ten bieg każdemu, kto chciałby wykręcić życiówkę na dystansie 10km. Ja zamierzam pojawić się w Osiecznej jeszcze nie raz – taką mam przynajmniej nadzieję.

Jakoś w tym roku wyniki w zawodach mam takie przeplatane. Były starty z których jestem zadowolony, zdarzały się też niepowodzenia. Nie będę ukrywał, że jestem rozczarowany moim występem w Osiecznej, choć nie mogę sobie wiele zarzucić. Pobiegłem na tyle, na ile było mnie stać, a na mecie byłem bardzo, bardzo zmęczony. Długo dochodziłem do siebie.

W drodze do domu zaczął boleć mnie brzuch, a ledwo przekroczyłem próg mieszkania, musiałem udać się trybie bezzwłocznym do toalety. Oszczędzę szczegółów, napiszę tylko, że to był bardzo ciężki wieczór. Wirus. Nie lubię takich usprawiedliwień, ale prawdopodobnie organizm był już osłabiony i stąd słabe samopoczucie w zawodach. Dzisiaj (niedziela) niemal cały dzień spędzam w łóżku, dochodząc do siebie.

Chciałbym na koniec napisać coś wesołego, ale nic nie przychodzi mi do głowy. Na szczęście jutro jest nowy dzień. Tymczasem namiętnie oglądam transmisje i zachwycam się występami lekkoatletek i lekkoatletów podczas Mistrzostw Europy.

Cześć!

Spotkanie z chłopakami zdecydowanie na plus