Często zdarza się, że zawodnicy relacjonują swoje występy w zawodach biegowych, umieszczając wpisy na fejsbuku. Jeśli są zadowoleni z uzyskanego wyniku, robią to z ochotą. Jeśli nie uda się zrealizować planów lub coś poszło nie tak, relacji jest jakby mniej. Wiadoma sprawa – wszyscy jesteśmy ludźmi sukcesu, a porażki, schowane pod dywan – znikają😉.
Zwrócił moją uwagę pewien szczegół. Niektórzy zawodnicy umieszczają w swoich relacjach informację na temat zajętego miejsca w odniesieniu do wszystkich uczestników danego biegu. Tak się składa, że najczęściej są to biegacze, którzy prezentują poziom sportowy mniej więcej podobny do mojego. Czyli z jednej strony ich wyniki nie są na tyle dobre, aby mieściły się w ścisłej czołówce, a z drugiej są lepsze niż zdecydowanej większości biegaczy.
Często taka relacja brzmi tak:
„Wczoraj wystartowałem w biegu ABC na dystansie półmaratonu/maratonu i zająłem 123 miejsce na blisko 2500 uczestników”.
Jak rozumiem, ma to pokazać skalę ilości biegaczy, których dana osoba pokonała w zawodach.
Tak postawiona sprawa wzbudza mój niesmak i zażenowanie. No bo jak można na przykład porównywać wynik 1:20′ w półmaratonie 40 – letniego mężczyzny, trenującego 5 razy w tygodniu, z 2:15′ 25 – letniej kobiety, która na treningu nie pokonała dystansu dłuższego niż 15 km? Albo ten sam przytoczony przykład 1:20′ czterdziestolatka z 1:04′ zawodnika na poziomie krajowym, utrzymującego się z biegania? To są nieporównywalne wyniki. Mimo, że w zawodach startuje wiele osób: czasami sto a nieraz kilkadziesiąt tysięcy, każdy biegnie swoje prywatne zawody, ze swoim prywatnym celem. Dlatego umiejscowienie zajętego przez siebie miejsca, w kontekście wszystkich zawodników, uważam za niedorzeczność.
Aby konkretniej przedstawić myśl, podam swój przykład.
W półmaratonie w Barcelonie w lutym zająłem 1030 miejsce, bieg ukończyło około 24 000 osób. To oznacza, że byłem wśród najlepszych 4,3% biegaczy, którzy ukończyli zawody. Innymi słowy wyprzedziłem prawie 96% zawodników.
Gdybym był pełnym kompleksów człowiekiem z wybujałym ego, powiedziałbym, że jestem super gość, bo byłem lepszy niż prawie 23 000 uczestników biegu. To byłoby jednak żałosne i do bólu śmieszne stwierdzenie.
Czym zatem warto się kierować, chcąc pochwalić się swoim wynikiem w mediach społecznościowych? Moim zdaniem są dwa podstawowe kryteria.
- W małych lokalnych biegach (100-300 osób) zazwyczaj nie liczy się uzyskany czas a zajęte miejsce w wybranej kategorii np. open/wiekowe/firmowe/mieszkańców itp. Często jedyne na czym nam zależy, to wyprzedzenie konkretnej osoby – odwiecznego wroga😁. W lokalnych biegach ścigamy się tak naprawdę z dwoma, maksymalnie pięcioma zawodnikami, których dobrze znamy.
- W dużych zawodach, w których bierze udział kilka/kilkanaście/kilkadziesiąt tysięcy osób, najczęściej zależy nam na uzyskaniu konkretnego czasu i to jest według mojej opinii jedyne kryterium, którym należy się kierować przy ocenie. Bardzo słabe jest pompowanie swojego dobrego samopoczucia poprzez informowanie ilu biegaczy wyprzedziłem/wyprzedziłam. W tego typu biegach ścigamy się tylko ze sobą i z upływającym czasem, a zajęte miejsce nie ma (poza kilkoma wyjątkami) kompletnie żadnego znaczenia. Nawet gdybym zajął ostatnie miejsce a zrealizowałbym założenia – byłbym zadowolony.
Tczew na 5 z Flex – 25.06.2024






