Co dało i daje mi bieganie

 

Jesień nastraja mnie melancholijnie i wspominkowo.

Ci z Was, którzy znają moją biegową historię wiedzą, że zacząłem biegać aby schudnąć. Chciałem zrzucić około 10 kilogramów i to mi się udało osiągnąć mniej więcej po roku. Było to już dawno temu, z tego co pamiętam w 2013r. Później nabrałem apetytu na starty w zawodach, co zbiegło się z pamiętną falą boomu na bieganie w latach 2012-2018. Jestem przedstawicielem rzeszy ludzi, która wówczas połknęła biegowego bakcyla i zaczęła brać udział w imprezach biegowych.

To, co rzuca mi się od razu w oczy, to, że jeszcze 5 – 8 lat temu wyniki w zawodach były dużo lepsze niż obecnie. Oczywiście nie chcę generalizować, ale gdy spojrzę na rezultaty sprzed kilku lat i tych samych imprez dzisiaj – różnice są zauważalne. Zastanawiam się dlaczego tak się dzieje i myślę, że przyczyn może być kilka. W tym wpisie nie chciałbym za bardzo wchodzić w szczegóły tego tematu. Pierwszy przykład z brzegu: w lokalnych biegach niemal zawsze staję na podium w kategorii wiekowej a parę lat temu było o to dużo trudniej😊. Pewnie trochę się poprawiłem przez te lata startów, ale obniżenie poziomu zawodników biorących udział w zawodach, także miało znaczenie.

Przy okazji pomyślałem sobie, że wielu ludzi krytykuje polską czołówkę biegaczy długodystansowych za osiągane wyniki (a raczej ich brak), nie uświadamiając sobie, że średni poziom, nazwijmy go populacyjny, jest coraz niższy. Czy zatem mamy prawo oczekiwać od zawodników trenujących wyczynowo, że będą uzyskiwać lepsze wyniki? Mam wątpliwości, no bo niby skąd mają się wziąć? Pozostaje czekać na uzdolnioną młodzież i wspierać ich starania.

Czasami próbuję sobie przypomnieć ludzi, którzy brali udział w biegach, kiedy ja zaczynałem startować. Wielu z nich już nie biega, co nie jest niczym dziwnym. Na ich miejsce przyszli inni, a niekiedy zdarza się, że po kilkuletniej przerwie „starzy znajomi” wracają na biegowe trasy. W tym także nie ma nic nadzwyczajnego, a powody zawieszenia butów na kołku, czy ich ponownego założenia na stopy, są zazwyczaj podobne:

  1. Obowiązki zawodowe i domowe – niekiedy bardzo trudno jest znaleźć czas i chęci na realizowanie pasji, szczególnie, jeśli w domu są lub pojawiają się dzieci.
  2. Brak motywacji do regularnego biegania – związany z trudnością z ustaleniem celów biegowych i wytrwałości w treningu. Jeśli nie mamy silnego bodźca w postaci celu – jakikolwiek on by nie był – trudno jest wytrwać w regularnym bieganiu, które często nie jest atrakcyjne i przyjemne. Nie zapominajmy też o pogodzie – za chwilę wejdziemy w najgorszy okres pogodowy dla większości biegaczy – od listopada do marca.
  3. Nawracające kontuzje – zmora, z którą trudno walczyć. Pojawiające się co rusz kontuzje potrafią osłabić ducha nawet najbardziej zmotywowanej i chętnej do pracy osoby.
  4. Szybkie osiągnięcie założonych rezultatów – pamiętam, że większość z osób, które zaczęły biegać w tym samy czasie co ja, chciała przebiec maraton. Ci, którzy zrealizowali to marzenie, osiągnęli swój biegowy Everest i trudno było im znaleźć inne – równie ekscytujące biegowe wyzwanie. W konsekwencji, albo przestali trenować, albo przeszli na tryb rekreacyjnego joggingu raz lub dwa razy w tygodniu. Płomień pasji biegowej wypalił się zbyt szybko.
  5. Brak postępów i szybkich efektów – wielu ludzi oczekuje natychmiastowych efektów. Jeśli one się nie pojawiają – rezygnują. Brakuje cierpliwości a ludzie rozwijają się w różnym tempie. Często Ci mniej utalentowani ale systematyczni, osiągają, w długiej perspektywie, lepsze wyniki niż „talenciaki”.
  6. Stres związany z udziałem w zawodach – niektórzy bardzo się denerwują przed startami, boją się porażki. Lubią trenować, ale nie lubią rywalizacji.

Jeśli chodzi o mnie, to zabawa w trenowanie, cały czas sprawia mi dużo radości. To już ponad 10 lat. Oczywiście znam mnóstwo biegaczy dłuższym stażem, nigdy jednak nie przyszło mi do głowy, żeby rzucić to całe bieganie i pojechać w Bieszczady. Na dzisiaj nie wyobrażam sobie sytuacji, abym dobrowolnie zrezygnował z trenowania.

Za nieco ponad 3 tygodnie będę obchodził 47 urodziny. Szczerze mówiąc, gdy to sobie uświadamiam, jestem zaskoczony, że aż tyle mam lat. Ciągle myślę o sobie jako o normalnym chłopaku, nie więcej niż 30 letnim. Ostatnio nawet Laura była zaskoczona, gdy przy jakiejś okazji dowiedziała się, ile lat ma jej ojciec😊. Nie wyglądam jak typowy 47 latek i mówię to bez fałszywej skromności. Wystarczy spojrzeć na zdjęcie, zrobione po niedawnym biegu w Tczewie, pod koniec sierpnia.

Fot: Domelonzo Photography

„Krzywdy nie ma” – jak lubi powtarzać AG, jeden z czołowych polskich biegaczy długodystansowych. Szczupła sylwetka – to moje największe biegowe osiągnięcie. Tak uważam i jestem z tego naprawdę dumny.

Postanowiłem stworzyć portret biegacza, który trenuje z myślą o startach w zawodach i utrzymuje motywację do biegania przez wiele lat. Jest to subiektywny obraz, na podstawie moich wieloletnich doświadczeń oraz obserwacji kolegów i koleżanek😊.

  1. Samotnik lubiący ludzi – lubi spotykać się i rozmawiać z innymi ludźmi, ale najlepiej czuje się w swoim towarzystwie. Uważa się za inteligentną osobę i koncentruje się na tej relacji. Najbardziej wyczekuje wielokilometrowych wybiegań, w trakcie których porządkuje myśli, ustala plan działania na kolejne dni i nabiera sił do zmagania ze światem.
  2. Dba o zdrowie – wykonuje kontrolne badania, dba o odpowiednią ilość i jakość snu. Oprócz biegania wykonuje ćwiczenia wzmacniające całe ciało, rozciąga i roluje mięśnie.
  3. Dobrze się odżywia (z małymi wyjątkami) – unika śmieciowego i tłustego jedzenia. Uwielbia makaron i ryż pod każdą postacią. Jest w stanie pochłonąć każdą ilość słodyczy.
  4. Rzadko imprezuje – typ nudziarza, pierwszy wychodzi z imprezy, bo nazajutrz ma trening. Lubi alkohol, ale ogranicza spożycie.
  5. Hipochondryk – niemal cały czas nasłuchuje sygnałów, wysyłanych przez organizm. Boi się wirusów i przeziębień. Na wszelki wypadek nie otwiera lodówki na 2 dni przed ważnymi zawodami.
  6. Zorganizowany – bardzo poważnie podchodzi do treningów, traktuje je na równi z innymi obowiązkami, pracą. Nie traci czasu na zbędne czy kuluarowe rozmowy, bo nie zdążyłby wykonać swoich zadań. Często trenuje rano.
  7. Drażliwy – jeśli chcesz się z nim/nią pokłócić – dzień przed zawodami to idealny moment.

To tak trochę z przymrużeniem oka.

Zgadzacie się z moimi obserwacjami? Jestem pewien, że do tej listy można dodać jeszcze więcej punktów. Jeśli masz ochotę, dopisz w komentarzu swoje propozycje.

Cześć!