Sobota – dzień przed startem. Flauta. Czas kumulowania energii i leżenia na sofie. I pisania.
Wrzesień niemal w całości poświęciłem na systematyczne wykonywanie treningów z planu treningowego. Nie było w nim nadzwyczaj trudnych jednostek. Powiedziałbym – klasyczne przygotowania biegacza długodystansowego: trzy spokojne rozbiegania (12-19km), jeden trening o średniej intensywności (tzw. drugi zakres lub zabawa biegowa) i jeden akcent (odcinki na stadionie). Taki schemat tygodniowy mi pasuje i tyle czasu mogę poświęcić na realizację biegowej pasji, bez szkody dla innych ważnych spraw. Warunki do biegania we wrześniu generalnie były bardzo dobre i – mówię to bez ściemy – na wszystkie treningi wychodziłem z ogromną przyjemnością. Każdy, kto biega, ten wie, że nie zawsze motywacja do założenia butów i wyjścia z domu jest na wysokim poziomie. Zdarzają się okresy, kiedy zupełnie nam się nie chce opuszczać wygodnej sofy czy fotela. Nie ma w tym nic dziwnego.
Jestem teraz na takim etapie, że ta godzina czy półtorej spędzona w biegu, to czas na rozmowy ze sobą, głośne słuchanie muzyki czy podcastów. Jest to czynność pierwszej potrzeby. Jak jedzenie, spanie czy oddychanie. Oby to trwało jak najdłużej.
A jutro pierwszy jesienny występ w zawodach. Bardzo późno w tym roku. Jestem zwolennikiem klasycznego podziału sezonu startowego na wiosnę i jesień. Lato i zima to okresy przejściowe i przygotowawcze. Zazwyczaj o tej porze we wrześniu miałem już na koncie kilka biegów. Tym razem jest inaczej. Całe przygotowania zmierzają do tego, aby 1 grudnia być w najwyższej dyspozycji.
W związku z tym, plan przygotowań i kalendarz startów uległ modyfikacji, w stosunku do lat ubiegłych. Niemal co roku, w okolicach 1 grudnia zaczynałem przygotowania do nowego sezonu po roztrenowaniu. W roku 2024 będzie inaczej, przynajmniej taką mam nadzieję i jestem ogromnie ciekawy, jak to będzie wyglądało. Największą niewiadomą są warunki do biegania pod koniec października i w listopadzie, tzn. egipskie ciemności po 16:00 i gówniana pogoda, której namiastkę mieliśmy niedawno. Jedno jest pewne – nudy nie ma. Są za to nowe bodźce i chęć do trenowania.
Jestem zapisany na te imprezy:
- 29.09.24 – 5km asfalt – Gdańsk
- 06.10.24 – 10km asfalt – Starogard
- 27.10.24 – Półmaraton – Tczew
- 01.12.24 – Maraton – Valencia
Jak widać zaplanowałem niewiele startów i jest to zabieg celowy. Chcę, aby każde zawody były swego rodzaju świętem. A świętowanie, w mojej filozofii, najlepiej smakuje, jeśli występuje niezbyt często. Poza tym, ostatnio wolę trenować niż startować 😊.
Cel, jak zawsze jest niezmienny – dać z siebie 100% możliwości w danym dniu, poczuć ogromne zmęczenie i satysfakcję na mecie. Jednym słowem – zwycięstwo nad samym sobą😉.
G.

