Bieg na Piątkę i Bieg Kociewski – relacje

 

Przygotowywanie wpisów na bloga w trakcie sezonu startowego to łatwizna. Tematy same się pchają pod palce na klawiaturze. Dzisiaj napiszę relację z dwóch zawodów, w których udział anonsowałem w poprzednim wpisie. Lecimy z koksem.

 

Bieg na Piątkę Gdańsk – 29.09.2024

Z tego co pamiętam, podnosiłem kiedyś ten temat w moich wpisach i to więcej niż raz. Zawody na 5km stanowią często tzw. bieg towarzyszący przy dużych półmaratonach i maratonach. Organizatorzy zachęcają biegaczy do uczestnictwa w tych biegach, stosując zazwyczaj narrację w stylu:

„Jeśli jesteś początkującym biegaczem a chciałbyś poczuć atmosferę towarzyszącą bezpośrednim uczestnictwem w sportowej rywalizacji – zacznij od krótkiego dystansu”.

„Jeśli nie jesteś pewien, czy zdołasz ukończyć swój pierwszy bieg w zawodach – zacznij od 5-tki”.

„Zawody na 5km są dla każdego. To bieg na tyle krótki, że każdy jest w stanie przebiec ten dystans już po kilku tygodniach treningów”.

To są racjonalne argumenty i co do zasady się z nimi zgadzam.

Znam wielu, którzy „piątkę” traktują z lekkim przymrużeniem oka. Uważają, że to taki bieg dla panów z brzuszkiem czy pań, które próbują oszukać upływający czas. „Prawdziwi” biegacze startują przecież w maratonach lub jeszcze lepiej w ultra. No, od biedy, od czasu do czasu przebiegną półmaraton. Z drugiej strony znam też sporo osób, które, mając pomysł na siebie i swój rozwój biegowy, nie rzucają się od razu na długie dystanse. Podczas ostatniego biegu w Gdańsku, widziałem sporą grupę młodych dziewczyn i chłopaków, którzy, czy to z własnego doświadczenia, czy dobrze kierowani przez trenerów, traktują bieg na 5km z należytym respektem. Bo to jest trudny dystans do biegania, wymagający mocnej głowy. To opinia nie tylko moja, ale również wielu kolegów, którzy lubią cierpieć w trakcie biegu😊.

Głównym moim założeniem przedstartowym było mocne „przetarcie” przed Biegiem Kociewskim na 10km, tydzień po 5-tce. Taki układ biegów to klasyczna strategia, stosowana przez wielu zawodników i trenerów. Koncepcja zakłada mocny bieg na 5km i bardzo duży, lecz stosunkowo krótki wysiłek. Po adaptacji, bieg na dwukrotnie dłuższym dystansie, powinien być dużo łatwiejszy do zniesienia, choć tempo w dalszym ciągu nie jest konwersacyjne. Mówimy oczywiście o biegu na granicy swoich możliwości. Często istnieje też korelacja pomiędzy tempami na poszczególnych popularnych dystansach, więc możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa ocenić swój aktualny poziom sportowy i przewidzieć wynik na mecie. U mnie wynosi on około 10 sekund na kilometr.

Przykład: bieg na 5km pokonałem w średnim tempie 3’30’’/km. Oznacza to, że dychę powinienem przebiec po około 3’40’’/km a półmaraton po około 3’50’’/km.

Od razu zaznaczę, że powyższe wyliczenia nie mogą być traktowane zero – jedynkowo i odnoszą się do mnie. Z drugiej strony wiem, że ta korelacja występuje u bardzo wielu zawodników. Nie można jednak zapominać, że istnieje mnóstwo czynników, mogących mieć wpływ na zaburzenie tego wskaźnika, np. różna pogoda czy trasa pomiędzy poszczególnymi startami albo predyspozycje zawodnika do wybranego dystansu.

Wracając do zawodów w Gdańsku. W poprzednich dwóch edycjach startowałem w półmaratonie. W tym roku, za namową trenera i grudniowego startu docelowego, zdecydowałem się na krótki bieg. Założenia zrealizowałem, chociaż muszę przyznać, że na ostatnim kilometrze nieźle mnie „postawiło” i straciłem około 10 sekund. Na mecie byłem bardzo zmęczony i musiałem sobie ze dwie minuty poleżeć, aby dojść do siebie. Generalnie o to chodziło, nie pamiętam, kiedy ostatnio zmusiłem się do takiego wysiłku. Najfajniejsze w piątce jest to, że szybko wraca się do równowagi i na drugi dzień można normalnie trenować.

Poza tym, co nie mniej istotne, spotkałem mnóstwo kolegów. Podczas rozbiegania powymienialiśmy się najnowszymi biegowymi ploteczkami z Marcinem M. i Klaudiuszem K.😊. W trakcie miłej pogawędki z Przemkiem B. i Marcinem P. dowiedziałem się, że Ci dwaj ziomkowie również wybierają się na maraton do Walencji. Będzie zabawa!

  • Wynik:
  • 5km – 17’33” (3’31’’/km)
  • 9 miejsce Open (2 kat. wiekowa)

Na koniec jeszcze taka dość smutna refleksja. Poczytałem sobie opinie biegaczy, biorących udział w półmaratonie, które pojawiły się pod postem na fejsbuku. Najbardziej uśmiałem się z listy uchybień, które zamieścił jeden pan, cytuję:

„Na minus:

  1. w tej cenie (zapłaciłem ponad 200 zł) zawartość pakietu startowego to żart
  2. końcówka trasy z podbiegiem na wiadukcie
  3. przydałyby się częstsze punkty z wodą niż tylko co 5 km
  4. bałagan ze „strefami startowymi”
  5. niezależnie od biegu Gdańsk nie ma szczęścia do medali ;(
  6. mało widoczni pacemakerzy
  7. ludzie w słuchawkach vs ludzie z wózkami
  8. kolejka do grawera”.

Osoba ta nie wskazała żadnego pozytywu, wszystko było ble. Staram się nie dyskutować z opiniami, bo jak wiadomo ze słynnego cytatu Stephena Kinga: „opinia jest jak dupa – każdy ma własną”. Zawsze się zastanawiam co kieruje tego typu osobami, wypisującymi farmazony w internecie. Jakim małym, zakompleksionym człowiekiem trzeba być, aby poświęcać czas na szczegółowe wylewanie swoich frustracji. Nigdy tego nie zrozumiem i jestem gorącym orędownikiem całkowitego zlikwidowania funkcji komentarzy w mediach społecznościowych. Pod wspomnianym postem pojawiły się oczywiście również pozytywne komentarze uczestników, ale internetowe trolle zwęszyły swoją szansę na „konstruktywną krytykę”. Dlaczego wielu ludzi tak chętnie dzieli się swoimi spostrzeżeniami, jeśli można coś wytknąć, skrytykować, a bardzo niechętnie docenia starania?

Dla mnie, jak co roku, impreza bez zarzutu. Pewnie dlatego, że nigdy niczego sobie nie grawerowałem 😊.

fot.Pawel Naskrent/maratomania.pl

Bieg Kociewski Starogard – 06.10.2024

Powiem krótko – kto nie był, niech żałuje. Serio.

Bardzo rzadko zdarza się, aby pogoda w Polsce była tak sprzyjająca mocnemu bieganiu. Jeśli dodamy do tego bardzo szybką, atestowaną trasę, doświadczoną ekipę organizacyjną, liczną ekipę szybkonogich biegaczy – efekt musi być bardzo dobry. I taki był w Starogardzie.

Zastanawiałem się, kiedy ostatnio brałem udział w Biegu Kociewskim, jednym z najdłuższą historią w Polsce. Po sprawdzeniu okazało się, że był to rok 2019, czyli 5 lat temu. Dawno. Pamiętam, że trasa biegu była zupełnie inna niż teraz.

Nastawienie przed biegiem miałem bardzo podobne, jak tydzień wcześniej – dać z siebie 100%. Bardzo doceniam, że przed ważnymi zawodami (a te były takie), mogę wyspać się w swoim łóżku. Wyjazdowe zawody, pomimo, że je uwielbiam, mają tę trudność, że noc w hotelu przed biegiem jest zazwyczaj dość trudna.

36 minut, czyli bieg w średnim tempie 3’36’’/km, to był rezultat, o którym myślałem przed startem. Połowa dystansu zgodnie z planem, w drugiej części wiadomo, że zawsze jest trudniej. Ostatecznie musiałem trochę powalczyć ze sobą a na ostatnich 3 kilometrach, oddechowo było już ciężko. Cieszę się, że po raz kolejny w krótkim czasie zmusiłem się do bardzo dużego wysiłku. Teraz pora na poprawę wytrzymałości i specyficzną pracę półmaratońską i maratońską.

  • Wynik:
  • 10km – 36’11” (3’37’’/km)
  • 22 miejsce Open (6 kat. wiekowa)

To mój najlepszy wynik w tym roku na 10km a drugi w życiu. Do życiówki zabrakło 5 sekund. Czy żałuję, że jej nie pobiłem? Z jednej strony trochę tak, bo tak dobrych warunków pogodowych może długo nie być. Z drugiej, dałem z siebie tyle ile mogłem, o czym świadczy kilkuminutowa pozycja horyzontalna, zaraz za metą. Nie mam do siebie pretensji, gdybym był w stanie pobiec szybciej – to bym pobiegł.

Odnosząc się do wspomnianej kilka akapitów wyżej około 10 sekundowej korelacji pomiędzy dystansami – znowu się sprawdziło. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że dychę w Starogardzie pobiegłem relatywnie lepiej niż piątkę w Gdańsku, tydzień wcześniej. Taki jest mój poziom na dzisiaj.

Bieg Kociewski trafia na moją listę ulubionych biegów. Jeśli organizatorzy Biegu Kociewskiego w przyszłym roku utrzymają tegoroczną trasę (myślę, że jest to bardzo prawdopodobne), zamierzam ponownie pojawić się w Starogardzie. Jedyne, na co mógłbym zwrócić uwagę, to brak szatni/prysznica, z których można by skorzystać po biegu.

Bardzo miłą niespodzianką (chociaż nie będę ukrywał, że liczyłem na to), było zwycięstwo drużynowe naszej ekipy Biegający Tczew w klasyfikacji na najliczniejszą grupę biegową. Wygrana na pewno zasili budżet na wspólne świętowanie – w stosownym czasie😊.

Serdecznie dziękuję kibicom za doping na trasie. Zawsze Was słyszę i widzę kątem oka, ale nie mam siły pomachać 😊.

Zwieńczeniem udanego dnia było rodzinne celebrowanie owocnych startów wspólnie z trenerem, podczas którego nie zabrakło rozmów na temat dalszych treningów i startów. A w nadchodzącą sobotę pierwszy ze specyficznych treningów maratońskich: 40km w narastającym tempie😉.

Ktoś chętny, aby dołączyć?

GG