Pod górę

 

Dzisiejszy wpis będzie krótki.

Ostatnie tygodnie to nie jest najłatwiejszy i najprzyjemniejszy okres w moim życiu. Pod koniec roku zachorowałem na zapalenie płuc, a w związku z tym bieganie szlag trafił. Zacząłem nawet dostawać wiadomości od kolegów z pytaniem, co się dzieje, że nie widać moich treningów na Stravie. Cóż, nie zawsze wszystkie sprawy idą tak, jakbyśmy chcieli. To moja pierwsza poważna choroba od niepamiętnych czasów. Pozostaje mi zaakceptować ten stan, porządnie się wyleczyć i powoli, bez pośpiechu, wrócić do biegania. Pocieszam się, że przerwa w treningach przypadła na najgorszy pod względem pogody okres w roku, gdzie każde wyjście z domu wiąże się z przekonywaniem samego siebie, że bieganie jest bardzo przyjemne i odprężające.

Zapalenie płuc to nie przelewki. Chociaż przechodziłem chorobę dość łagodnie, to wiem, że zimę i wiosnę muszę poświęcić na stopniowe odbudowanie formy. Jak długo to zajmie – nie mam pojęcia.

W poprzednim – grudniowym poście, podsumowującym rok 2024, napisałem, że bieganie stanowi dopełnienie życia i w hierarchii ważności znajduje się co najwyższej na trzecim miejscu. Tak się złożyło, że nie trzeba było długo czekać na to, aby tak naprawdę stało się jeszcze mniej ważne. Choroba taty, która zaatakowała, jak to zwykle bywa, znienacka i z całą mocą, sprawiła, że trzeba było się skupić na innych sprawach. Gdy głowa nie jest wolna od zmartwień, trudno czerpać radość z aktywności.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Dlatego, że bardzo cenię sobie transparentność i uczciwość. Przedstawiam aktualną sytuację taką, jaka jest. Bez lukrowania i bez zbędnego melodramatyzmu. Skoro zdecydowałem się prowadzić publicznego bloga, to nie mogę i nie chcę udawać, że życie składa się tylko z przyjemnych, pełnych sukcesów chwil. Widać to jak na dłoni w mediach społecznościowych, w których większość pokazuje tylko swoje osiągnięcia i triumfy. Trudności czy niepowodzenia nigdy nie wychodzą na powierzchnię.

Po wyleczeniu postanowiłem, że przez jakiś czas będę korzystał z bieżni mechanicznej, żeby zminimalizować ryzyko powrotu choroby. Czuję, jakbym zaczynał swoją przygodę z bieganiem niemal od zera. Liczę na to, że z dnia na dzień będzie coraz lepiej.

Rodzina. W moich blogowych relacjach często akcentuję jak ważne i cenne są dla mnie relacje z najbliższymi. Dobrze jest mieć poczucie i pewność, że w obliczu przeciwności, rodzina pozostaje zwarta, silna, zjednoczona, gotowa do działania i pomocy.

Pozdrawiam i życzę wszystkim dużo zdrowia, jak banalnie by to nie brzmiało.

G.