Wysłuchałem niedawno ciekawego podcastu z Pawłem Witkowskim, znanym jako Biegający Informatyk. Głównym tematem rozmowy była aktywność sportowa „mastersów”, ze szczególnym odniesieniem do ludzi po 45 roku życia. Pewnie dlatego temat szczególnie mnie zaciekawił.
Nie ze wszystkimi tezami i opiniami przedstawionymi przez Pawła się zgadzam. Na przykład w momencie, kiedy wspomina o kobietach w wieku 65 lat i mężczyznach po 70-tce, biegających na dystansie 200m w Mistrzostwach Europy czy Świata Masters. Zawodnicy Ci osiągają bardzo dobre wyniki, nieosiągalne dla większości populacji i zdobywają medale w swoich kategoriach wiekowych. Gość podcastu porównuje swoje osiągnięcia z poziomem prezentowanym przez dużo starszych od niego kolegów i koleżanek. Stwierdza, że obecnie walczyłby o medale w imprezach mistrzowskich w Europie w kategorii M70. Tego typu porównania są według mnie mało miarodajne, bo w zawodach tych startują często zawodnicy, mający za sobą bieganie na poziomie profesjonalnym, w młodości.
Jeden wątek wydał mi się szczególnie interesujący. Paweł Witkowski zauważa, że po skończeniu 40-45 lat, poprawianie swoich rekordów jest bardzo trudne, a samo utrzymywanie wyników na zbliżonym poziomie przez kilka lat, stanowi tak naprawdę dowód na to, że się rozwijamy jako sportowcy. Przyznam, że do tej pory rzadko myślałem w ten sposób. Odnosząc to zagadnienie do siebie, w przeszłości często czułem frustrację, kiedy koledzy poprawiali swoje wyniki o kilka minut w jednym biegu. Ja natomiast, jeśli już wybiegałem życiówkę, to wynik był lepszy ledwie o kilka – kilkanaście sekund niż poprzedni. Nie brałem pod uwagę faktu, że moje rezultaty utrzymują się na przyzwoitym, solidnym poziomie przez wiele lat, a wypracowanie formy pozwalającej na poprawę, chociaż o kilka sekund, to nie jest kaszka z mleczkiem. Każdego roku jest coraz trudniej.
Poza tym, w rozmowie poruszono wiele bardzo interesujących kwestii. Rzadko zdarza się, aby w podcastach, gość w szczery sposób opowiedział o tym, z czym wiąże się trenowanie na stosunkowo wysokim amatorskim poziomie. Jak połączyć życie rodzinne, zawodowe z bieganiem i jakie niesie to za sobą konsekwencje. Więcej nie chcę zdradzać. Wielbicielom podcastów polecam tę rozmowę.
Inną kwestią, która mnie ostatnio zainteresowała, to podejście do treningu w odniesieniu do zawodowych biegaczy. Chodzi o znaczną różnicę poziomów, pomiędzy polskimi biegaczami a tymi z innych krajów europejskich. Kilka razy przeczytałem i usłyszałem takie stwierdzenie: skoro biegacze na całym świecie trenują bardzo mocno, wykonując w cyklu treningowym dużo intensywnych jednostek, to dlaczego nasi zawodnicy nie stosują podobnej taktyki? Jako przykład podaje się najczęściej wybitnie uzdolnione jednostki (Ingebrigsten, Gressier, Almgren, Crippa, Wanders, itd). W biegowych mediach można wyczuć pretensje kierowane do naszych reprezentantów. Dlaczego nie trenują ciężej? Inni mogą a nasi nie? Mam problem z takim postawieniem sprawy, kiedy jednostkowy przykład, najlepszych bez wątpienia zawodników, stawia się na równi z ogółem w danej społeczności czy środowisku. Jasne, należy obserwować znakomitych biegaczy i starać się adaptować niektóre ze stosowanych przez nich rozwiązań. Nie znaczy to, żeby kopiować wszystko, tak jak leci. Takie jest moje zdanie. Generalnie, oczekiwania w stosunku do czołowych polskich biegaczy długodystansowych, są, w środowisku osób śledzących te konkurencje w Polsce, ustawione na bardzo wysokim poziomie. Szczerze mówiąc nie wiem skąd to się bierze. Nie wiem tego na pewno, ale logika podpowiada, że skoro w ostatnich latach nie objawił się żaden zawodnik, mający szanse na rywalizację z innymi Europejczykami (pamiętam o mistrzostwie Europy Aleksandry Lisowskiej w 2022 roku w maratonie), to znaczy, że obecnie nie mamy w Polsce na tyle uzdolnionych zawodników, mogących w niedługim czasie dołączyć do czołówki i walczyć o medale.
A co u mnie?
W zasadzie dobrze. Trwają przygotowania do sezonu. Po zawirowaniach chorobowych z początku roku nie ma śladu. Biega mi się coraz swobodniej i czuję, że forma z tygodnia na tydzień jest lepsza. W tym roku sezon startowy rozpocznę 6 kwietnia, Biegiem Szpęgawskim na dystansie 5km. Co dalej – nie wiem. Jeśli stwierdzę, że mam szansę na dobry rezultat na dychę, na pewno będę szukał biegu, z płaską trasą. W tym momencie najbardziej cieszę się że zima za nami i wkraczamy w okres, kiedy pogoda pozwoli na czerpanie pełnej przyjemności z biegania, bez 10 warstw ubrań na sobie.
Ostatnio słucham sporo muzyki francuskich wykonawców lub śpiewających po francusku. Język francuski jest stworzony do śpiewania i bardzo przyjemnie się biega w rytm tej muzyki. Moim ulubionym kawałkiem jest Alors on danse – Stromae. Nóżka chodzi i to jak! Ale dzisiaj podzielę się innym utworem tego twórcy.

