Bieg Tapflo Dycha z Pompą – rozdział III

 

„To osoba, która nie chce być w centrum uwagi. Dobrze sobie radzi ze sobą. Może spędzać całe dnie w domu, delektując się ciszą. Nikt nie wie, czy tam jest, czy nie.

Wstaje, z grzeczności uśmiecha się do sąsiadów, idzie do pracy, wraca do domu, a potem zamyka drzwi do świata. Jej azylem jest jej przestrzeń, jej świat.

Może mieszkać w tej samej okolicy od lat, nie znając imion swoich sąsiadów. Nie dlatego, że nie lubi ludzi, ale dlatego, że nigdy nie czuła potrzeby wymuszania więzi. Bezużyteczne rozmowy, spotkania towarzyskie, bardzo mało dla niej znaczą.

Zdecydowanie woli dobrą książkę, serial, który ją rozśmiesza, wieczór sam na sam z kawą i myślami.

A jednak. Gdy poświęcisz czas by ją poznać, odkrywasz osobę o nieskończonej łagodności. Wielkie serce, pełne dobroci. Przebywając z tymi, którym ufa, staje się prawdziwą kulą energii, zabawną, drażniącą, czasem nawet trochę szaloną — ale to widzą tylko uprzywilejowani.

W grupie więcej słucha, niż mówi. Jeśli ktoś do niej podchodzi, uśmiecha się z szacunku, ale nie zmusza się do odgrywania roli. Nie jest wyniosła ani odległa. Ona jest po prostu nią: introwertyczną, wrażliwą, głęboką duszą i jest szczera”.

Autor: Jason Lapointe

Spodobał mi się ten opis. Czy to o Tobie? O mnie na pewno.

 

Gdy od czasu do czasu przecinają się nasze tczewskie ścieżki z Dorotą i Bartkiem i wchodzimy na kombatanckie tematy, zgodnie stwierdzamy, że okres szkoły średniej w Technikum Hotelarskim w ekonomiku to był bardzo fajny okres. Być może pod wieloma względami nawet najlepszy czas w życiu.

Ostatnio często wracam do muzyki, której słuchałem 25 – 30 lat temu. Jestem z rocznika 1977, więc moje młodzieńcze lata, w których ukształtowałem się jako człowiek, przypadły na lata 90. dwudziestego wieku. Muzycznie był to wspaniały okres i czas dużych przemian, które miały ogromny wpływ na muzykę i ogólnie popkulturę. Pamiętam tę różnorodność stylów, charyzmę i oryginalność prezentowaną przez wykonawców wielu gatunków. Od popu, poprzez grunge, alternatywę, muzykę elektroniczną, dance, R&B, aż po hip – hop i rap.

Przypomniałem sobie niedawno, że jako 14 – 15 letni chłopak z niecierpliwością oczekiwałem piątkowych wieczorów, podczas których w Programie 3 Polskiego Radia leciała na żywo kultowa lista przebojów, którą prowadził Marek Niedźwiecki. Była to wtedy jedna z nielicznych okazji, aby nagrać piosenkę na kasetę magnetofonową, bezpośrednio z radia. To był patent stosowany przez wielu. Tak było😊.

Trudno byłoby mi wymienić wszystkich moich ulubionych wykonawców z tamtego okresu, niektórych po prostu słuchałem przez jakiś czas a potem szukałem czegoś nowego. Nie ma w tym nic dziwnego. Nie mogę jednak nie wymienić kilku, z którymi romansowałem najdłużej.

  1. Nirvana – prosty temat: albo jesteś wyznawcą tej muzyki albo nie lubisz. Dla mnie najważniejszy, najbardziej ulubiony zespół. Cobain czerpał pełnymi garściami z Beatelsów a później wielu inspirowało się Nirvaną.
  2. Kazik Staszewski – płyt „Spalam się” i „Na żywo ale w studio” słuchałem na okrągło a ostatnio znowu mam je na słuchawkach podczas biegania. Nie zestarzały się…

„Wszyscy artyści to prostytutki

W oparach lepszych fajek, w oparach wódki

To wszystko się tak cyklicznie powtarza

Czas nadziei, człowiek z żelaza (…)”

  1. Świetliki – wybitne teksty Marcina Świetlickiego doskonale wpisały się w moją osobowość. Do dzisiaj całe zwrotki mogę recytować z pamięci. Bardzo ważny wykonawca dla mnie.

 

Dzisiaj już tak uważnie „nie siedzę” w muzyce jak kiedyś. Jestem raczej obserwatorem. Staram się wyławiać dla siebie to, co mnie muzycznie ekscytuje. Jest sporo młodych wykonawców, którzy tworzą świetną muzykę. Wybitnym tekściarzem jest Taco Hemingway, uważam go za bardzo dobrego twórcę. „Marmur”, to album do którego wracam wyjątkowo często. Uwielbiam tę spójną historię, opowiedzianą i wyśpiewaną (jeśli tak to można określić 😊) na tej płycie.

No dobrze, przejdźmy do rzeczy.

Lubię startować w biegach, które są fajne. Jednym z nich jest Bieg Tapflo Dycha z Pompą. Można powiedzieć, że to osesek wśród niemałej liczby imprez organizowanych w Tczewie. Zaledwie trzylatek, ale za to bardzo energicznie rozwijający się, wyrastający na lidera. Na pewno biorąc pod uwagę ilość i jakość nagród przeznaczonych dla uczestników. Nie tylko dla tych najszybszych, ale ogólnie dla wszystkich finisherów.

Aby załapać się na pakiet startowy, trzeba było wykazać się refleksem, co najmniej takim, jak przy zapisach na Wings For Life. Miejsca wyczerpały się, z tego co pamiętam, w niecałe pół godziny. Wiem, że wielu obeszło się smakiem. Cóż, ja też nie zawsze zdążyłem zapisać się na bieg, w którym chciałem wystartować.

Szczerze mówiąc zastanawiam się nad tym, co mógłbym jeszcze dodać do tego, czego nie napisałem o Biegu Tapflo Dycha z Pompą w dwóch wpisach z poprzednich edycji. W zasadzie mógłbym przepisać to samo, ale nie o to chodzi. Zainteresowanych odsyłam tu i tu.

Jeśli miałbym komuś opowiedzieć o tej imprezie jednym zdaniem, to powiedziałbym, że jest ona tworzona przez biegaczy dla biegaczy. Myślę, że trudno o lepszą rekomendację. Dominuje dobra zabawa, uśmiechy, atmosfera szacunku i sportowej rywalizacji wśród lokalnej braci biegowej. Tutaj chciałbym podziękować organizatorom i jestem pewien, że to nie tylko moje zdanie. Okazuje się, że można zrobić bieg, w którym nie startują podróżnicy, opędzlowujący co weekend klika biegów, w pogoni za łatwym zarobkiem. Dzięki temu na podium mogło stanąć kilka osób, dla których Bieg Tapflo był jednym z najważniejszych zawodów w sezonie, a nie kolejnym przystankiem, gdzie można zarobić parę stówek.

Z mojej perspektywy sytuacja wyglądała tak:

  1. W ubiegłym roku traktowałem udział w tych zawodach jako miły przerywnik, w pogoni za życiówką na 10km. W tym, to był dopiero mój drugi start w sezonie, szykowałem się do zawodów solidnie. Trasa Tapflo nie ma atestu i to jest moja podpowiedź dla organizatorów. Zróbcie proszę atest, bo bez tego nie ma oficjalnie życiówki😁.
  2. Bardzo wysoko oceniam wprowadzenie do tegorocznej edycji pacemakerów, a przede wszystkim zorganizowanie konkursu na grupy dopingujące na trasie. Fajnie to wyszło. Wszystkie ekipy spisały się na medal i były bardzo pomocne dla nas, biegnących. Moje serce skradła grupa muzyków z instrumentami.
  3. Przed biegiem byłem trochę rozkojarzony i zapomniałem włączyć pomiar czasu w zegarku. Zorientowałem się po około 100m😂. Pogoda była łaskawsza w tym roku, choć jak dla mnie trochę za zimno. Po nawrotce ładnie wiało w plecy.
  4. Zawody ukończyłem na 4 miejscu w klasyfikacji generalnej (1 w wiekowej), z najlepszym czasem z trzech dotychczasowych edycji 36’14”. Szczerze mówiąc miałem chrapkę na bieg poniżej 36′, ale solowy bieg od 3km nie motywował do większego wysiłku. Myślałem, że ten wał nad Wisłą nigdy się nie skończy😉.
  5. Nie sposób po raz kolejny nie podziękować wszystkim osobom zaangażowanym w organizację i przeprowadzenie tej bardzo pozytywnej imprezy. Wielkie dzięki 👏👏. Coś czuję, że walka o pakiety w przyszłym roku będzie jeszcze bardziej zażarta 😜. A może warto wprowadzić pre-rejestrację dla tegorocznych uczestników. Tapflo, co Wy na to😁?

 

Ten wpis w większości powstał na wysokości około 10 000m npm w samolocie relacji Gdańsk – Barcelona. Ale więcej o tym w kolejnym poście.

Fot: Domelonzo Photography

Karolina Zbrzeźna