Dziesięciokrotny z rzędu udział w Półmaratonie Nadwiślańskim to powód to małego świętowania. W żadnym z biegów nie mam takiej serii i ciekawy jestem jak to wygląda w Waszym przypadku. Dajcie znać w komentarzu czy startujecie w jakiś zawodach od wielu lat bez przerw. Półmaraton Nadwiślański to u mnie jeden z pewniaków, który wpisuję do kalendarza startów każdego roku. Na blogu napisałem już cztery relacje z poprzednich edycji. Każda z nich była na swój sposób wyjątkowa. Kto jeszcze nie czytał – zachęcam, bo to jedne z najciekawszych wpisów.
Taktyczny Półmaraton Nadwiślański – relacja 2024
Półmaraton Nadwiślański i Bieg Sambora – kultowe biegi w moim fyrtlu – relacja 2023
Październik miesiącem półmaratonów – relacja 2022
Półmaraton Nadwiślański Tczew – orkan Grzegorz w odwrocie :) – relacja 2021
Na spotkaniu podsumowującym tegoroczną edycję, wspominaliśmy, jak wyglądały koszulki dołączane do pakietów startowych podczas pierwszych edycji biegu. Myślę, że wielu z Was pamięta te krzykliwe trykoty w zielone i pomarańczowe łaty. Wolę nie oceniać ich estetyki, to kwestia gustu 😊. Słyszałem, że obecnie są one obiektem pożądania i w outletach z vintage-ową odzieżą trzeba wysupłać niemałą kwotę, aby stać się szczęśliwym właścicielem owych koszul.

Swoją drogą, tegoroczną zmianę gadżetu na zimową czapkę oceniam bardzo pozytywnie i to nie jest odosobniona opinia. Ja na pewno będę z niej korzystał w mroźne dni, które jak amen w pacierzu pojawiają się po nowym roku.
No dobrze. Wrócę jeszcze do tego, jak spędziłem 3 tygodniowy okres od Biegu Kociewskiego, o którym pisałem ostatnio, do ubiegłej niedzieli. Poprawiona życiówka (co prawda o tyle, co kot napłakał ale jednak 😊), wprawiła mnie w dobry humor, z którego korzystałem podczas kolejnych treningów. O wiele łatwiej jest zachować spokojną głowę i po prostu realizować kolejne jednostki, kiedy dobra forma znajduje swoje odzwierciedlenie w wynikach w zawodach. Nie zawsze tak jest i sztuką jest cierpliwie robić swoje, bez fajerwerków i nerwowych ruchów. Niektórzy określają to wiarą w proces. U mnie na przykład w lipcu i sierpniu forma ogólnie była cieniutka. Treningi jednak wychodziły dobrze, więc ufałem i wierzę, że plan treningowy jest ułożony przez trenera w taki sposób, aby w godzinie decydującej próby, pokazać pełnię możliwości.
Muszę powiedzieć że w tym roku czułem się przed półmaratonem wyjątkowo spokojnie i pewnie. W poprzednich latach różnie z tym bywało. Przed samym biegiem oczywiście lekki stresik był, ale taki mobilizujący. Pewność siebie i wiara we własne możliwości wynikały z solidnie wykonanych treningów w ostatnich miesiącach i dobrego samopoczucia na tych najważniejszych, przygotowujących do długiego wysiłku.
Na biegi do Tczewa, co do zasady, nie przyjeżdża się po życiówki, bo profile tras, w których prowadzone są zawody, do najłatwiejszych nie należą (poza Bieg Tapflo Dycha z Pompą). Oczywiście odnoszę się do zawodników, dla których wyniki w zawodach stanowią priorytet. Tczewskie biegi charakteryzują się za to doskonałą organizacją i atmosferą biegowego święta, szerokiej społeczności biegaczy. I to z tego względu, wielu nie wyobraża sobie symbolicznego zakończenia sezonu startowego podczas nadwiślańskiego maratonu lub półmaratonu.
Chciałbym znaleźć jakieś uchybienie w organizacji czy detal, do którego mógłbym się przyczepić, ale nawet nie chce mi się nad tym zastanawiać. W mojej ocenie szkoda na to czasu. Od wielu lat impreza trzyma wysoki poziom, począwszy od wydawania pakietów, poprzez oprawę medialną a skończywszy na gali podsumowującej. Grupa wolontariuszy skupiona wokół Tomka, działa jak dobrze naoliwiony mechanizm, dzięki czemu my biegacze jesteśmy otoczeni serdeczną opieką i nie musimy się martwić o nic, tylko o dotarcie do mety. Jak to powtarza co roku główny organizator: największa pomoc to nie przeszkadzać 😊.
Sam bieg oceniam jako trudny, włożyłem dużo wysiłku w samotne pokonanie trasy od startu do mety w mocnym tempie. Półmaraton sam w sobie zawsze jest trudny, a stali bywalcy biegów nadwiślańskich wiedzą, że druga część jest mocno pagórkowata. Takie trasy mało kto lubi. Zacząłem trochę za szybko, pierwsze 7 kilometrów po 3’42’’/km i mniej więcej w połowie dystansu zacząłem czuć, że robi się ciężko. To jeszcze nie był ten moment w którym powinienem czuć zmęczenie, więc mina mi trochę zrzedła.
Między 12 a 13 kilometrem czekały na mnie na trasie Ania z Laurą i gdy tylko je zobaczyłem, nogi mi się lekko ugięły, bo nie umawialiśmy się na spotkanie w tym miejscu. To było dla mnie zupełnie niespodziewane i przez chwile zastanawiałem się, czy będę w stanie dalej biec do mety w jakimś sensownym tempie, bo trochę się rozkleiłem…
Po kilku minutach zjadłem żela z kofeiną i od razu odczułem poprawę. Mogłem znowu trzymać założone tempo około 3’50’’/km, chociaż wiadomo, że końcowe kilometry nie są łatwe. Starałem się motywować, obierając za cel kolejnego biegnącego przede mną maratończyka i tak dotarłem do mety.
- Półmaraton Nadwiślański
- 21km – 1:20’33”
- 5 miejsce Open (1 kat. wiekowa)
W tegorocznej edycji dopisało mi szczęście w losowaniu nagród (bon do Sklepu Biegacza). Dodatkowo otrzymałem nagrodę dla najlepszego półmaratończyka z powiatu tczewskiego. Wielkie dzięki dla darczyńców 😁. Obie nagrody przeznaczę, ma się rozumieć, na zakup nowych, szybkich startówek na maraton. Dziękuję też Robertowi za nieocenioną pomoc przy wyborze, logistyce i zakupie butów.
Półmaraton się zakończył ale przygotowania trwają dalej. Przede mną kluczowy okres około 4 tygodni ciężkich treningów. Już 4 dni po połówce trener zaordynował serię 20 x 400m a w niedzielę najdłuższy z długich biegów. I nie będzie to tuptanie z nóżki na nóżkę. Nudy nie będzie. Trochę przerażają mnie wieczorne ciemności po zmianie czasu na zimowy, ale cóż, nie mam na to wpływu, więc trzeba się dostosować. Muszę też wspomnieć, że sława trenera Darka osiąga coraz szersze kręgi i z tego co wiem, Ossowski Team rośnie w siłę. Super!
Nie da się ukryć, że trening biegowy, a w szczególności przygotowywanie się do maratonu jest męczące. Trudność nie wynika z niezwykle ciężkich pojedynczych jednostek, ale z nakładającego się zmęczenia po wykonaniu długich treningów, głównie o średniej intensywności.
To zmęczenie przekłada się w pewnym stopniu na codzienne życie. O ile nie mogę (i nie chcę) pozwolić sobie na odpuszczanie czy zawalanie obowiązków w pracy, to na wiele innych spraw nie mam po prostu siły i ochoty po ciężkich treningach. Zaczynając od wyjścia na zwykły spacer czy pójścia do kina na wieczorny seans a kończąc na spotkaniach towarzyskich z rodziną czy znajomymi. Jeśli jesteś osobą, która niezwykle ceni sobie stały kontakt z innymi ludźmi i ciągłą interakcję twarzą w twarz, przygotowania maratońskie mogą nie sprawić Ci wiele radości. Taka jest prawda.
Na koniec chciałbym serdecznie pogratulować wszystkim uczestnikom maratonu i półmaratonu nadwiślańskiego. Nie mogę nie wspomnieć Andrzeja, który pokazał piekielną moc, potwierdzając swoją dominację w maratonie. Jeszcze raz wielkie gratulacje 👏👏👏.
Foto: Domelonzo Photography & AK-ska Photo















