Podsumowanie sezonu startowego 2025

To nie będzie długi wpis.

Powód jest prosty. Miniony rok był jednym z najlepszych w mojej przygodzie z bieganiem. Może nawet najlepszym z dotychczasowych. Z mojego doświadczenia wynika, że najwięcej możemy nauczyć się przy okazji niepowodzeń. A z takich sezonów jak ubiegłoroczny w moim wykonaniu, trzeba się po prostu cieszyć i je doceniać.

Wszystkie starty w zawodach dość obszernie opisałem w oddzielnych wpisach. Jako podsumowanie, podzielę się kilkoma myślami, które gdzieś tam krążyły mi po głowie w ciągu całego roku. Zacznę od ogółu a następnie przejdę do szczegółu.

  1. W dalszym ciągu bardzo lubię biegać. Czasem jestem zmęczony, nieraz mi się nie chce, ale i tak niemal za każdym razem wychodzę na trening i gęba mi się śmieje na samą myśl. Podtrzymuję ideę, którą już przywoływałem wcześniej kilka razy: bieganie jest częścią mnie, traktuję je jak oddychanie, sen, rozmawianie.
  2. Konsekwencja w dążeniu do celu i regularność przynoszą dobre efekty, prędzej czy później. Wiem, że to banał, ale tak jest. Motywacja może nie trwać długo (szczególnie, kiedy nie widać efektów). Super treningi, wykonywane raz na jakiś czas, są niczym, w porównaniu do zwykłych biegów bez historii, powtarzanych regularnie.
  3. Aby móc dobrze trenować, trzeba mieć porządek w głowie. Jeśli mamy problemy, które zajmują naszą głowę – trudno jest realizować plan treningowy. Lepiej wtedy trochę odpuścić i nie walczyć z własnym ciałem.
  4. Jestem teraz u szczytu moich możliwości fizycznych, wysiłkowych, treningowych. Nie wiem jak długo ten stan potrwa. Może rok, może dwa, trudno to oszacować. Chciałbym ten czas wykorzystać na poprawę wyników sportowych. Fizjologii nie da się oszukać i nieubłagalnie zbliża się moment w którym zacznę schodzić z góry, na którą się mozolnie wdrapywałem od 2014 roku.
  5. 2025 to rok, w którym całkowicie uwolniłem się od presji związanej z porównywaniem się z innymi. Świetnym ruchem w tym kierunku było wylogowanie się ze Stravy, gdzie w naturalny sposób widzisz, że ktoś trenuje więcej i mocniej. Polecam, bo wiem, że wielu ambitnych biegaczy nie potrafi zatrzymać się w błędnym kole konfrontacji z innymi.
  6. Pamiętam, gdy kilka lat temu planowałem mój biegowy rozwój w perspektywie następnych 5 lat, niektórzy przecierali oczy ze zdumienia, że patrzę tak daleko w przód. Generalnie jestem teraz w miejscu, w którym chciałem być. W wieku 48 lat wciąż się poprawiam. Korzystam z dobrze zaplanowanej biegowej drogi. Na początku skupienie się na krótszych dystansach i wypracowanie swobody i szybkiego przebierania nogami. Następnie stopniowe wydłużanie i ukierunkowanie na maraton. Jedyne co mnie denerwuje, to moja życiówka na 10km, która powinna być lepsza o co najmniej 30 sekund. Dobrze, że w tym sezonie coś drgnęło w dobrym kierunku i urwałem kilka sekund. Ale to w dalszym ciągu mało.
  7. Teraz myślę o kolejnych 5 latach i z tzw. lotu ptaka próbuję spojrzeć na to, co będę w stanie nabiegać w tym okresie. Trening siłowy z prawdziwego zdarzenia – to wyzwanie, które z jednej strony trochę mnie przeraża a z drugiej wiem, że będzie niezbędny.
  8. Sezon kończę z poprawionymi życiówkami na 5km, 10km i w maratonie. Najważniejszym startem był grudniowy maraton w Walencji, do którego przygotowywałem się praktycznie przez cały rok. Bardzo często w trakcie treningów wizualizowałem sobie ten bieg. Wyszło bardzo dobrze. Bez owijania w bawełnę uważam, że to był mój najlepszy bieg ze wszystkich 185, w których do tej pory wziąłem udział.
  9. Dziękuję Wam za wszystkie rozmowy przy rożnych okazjach, okazane wsparcie, kibicowanie, przybite piątki, wspólne treningi, wyjazdy. Przepraszam, jeśli komuś zrobiłem jakąkolwiek przykrość. To nie było celowe.
  10. Wszystkie te powyższe dyrdymałki będzie można włożyć między bajki, jeśli nie będziemy mieli jednej rzeczy: chamskiego zdrowia, którego wszystkim Wam, czytającym ten wpis oraz sobie życzę, w ten nowy rok.

Tczew; 01.01.2026, godz: 16:12 – 17:48

GG