Okres przygotowawczy do wiosennych startów w toku. Zima przywaliła w tym roku z całej mocy i warunki do biegania na zewnątrz nie są zbyt korzystne. Dla mnie w tym momencie to nie jest wielki problem, bo w zasadzie od stycznia wznowiłem treningi z prawdziwego zdarzenia, po grudniowym maratonie. Jestem więc na początku przygotowań i żadnych specjalistycznych jednostek, na określonych prędkościach, nie muszę na razie wykonywać.
W okresie bazowym skupiam się na akumulowaniu pokonywanych kilometrów (BC1), przeplatanych zabawami biegowymi (ZB), w różnych konfiguracjach (np. 5′ + 3′ + 1′ lub 8′ + 6′ + 4′ + 2′ itp). Pierwszy ważny start dopiero w kwietniu, więc jest sporo czasu na spokojny, metodyczny trening ze wzrastającymi obciążeniami.
Tak jak większość zawodników szykujących się do wiosny, na początku stycznia przeniosłem się na bieżnię elektryczną. Zrobienie jakiegokolwiek jakościowego treningu, przy tej ilości zalegającego śniegu, było praktycznie niemożliwe. W drugiej połowie stycznia doszedł do tego mocny mróz. Ci, którzy planują docelowe starty wczesną wiosną, są w trudnej sytuacji i muszą kombinować jak poukładać treningowe puzzle.
W ostatnich latach dwukrotnie spędzałem zimowy urlop w Santa Poli, gdzie panują doskonałe warunki i klimat do biegania. Chciałbym tam kiedyś zamieszać na stałe. Poza sezonem to dość senne miasto, w którym nie ma zbyt wielu atrakcji. Jest za to ciepło. W tym roku postanowiłem, że pojedziemy na rodzinny wyjazd w inne miejsce. Wybór padł na Mataro, 130 tysięczne miasto na wybrzeżu Costa Brava, oddalone ok. 40 kilometrów od Barcelony. Dlaczego tam? Po pierwsze, chciałem mieć dobre warunki do biegania. Jednocześnie ważne było, aby nasza baza znajdowała się na tyle blisko atrakcji, by można było w mniej więcej w 30-40 minut dostać się z mieszkania do centrum Barcelony. Aspekt finansowy oczywiście też był bardzo istotny. Dzięki temu, że wynajmowaliśmy mieszkanie poza Barceloną, mogliśmy spędzić 10 dni w przyjemnym, śródziemnomorskim klimacie.
Nie obyło się bez pewnych incydentów pogodowych. Przez kilka dni padał deszcz. Zdaje się, że w Katalonii jest to na tyle rzadkie zjawisko, bo doszło do zamknięcia podmiejskiej linii kolejowej, łączącej wybrzeże Costa Brava z Barceloną. Oczywiście deszcz w treningach nie przeszkadzał, no bo cóż to jest w porównaniu do siarczystego mrozu, panującego w tym czasie Polsce? W trakcie pobytu w Mataro wykonałem 10 jednostek treningowych, łącznie pokonałem 150 kilometrów. Nie muszę dodawać, że super biegało się w styczniu w krótkich spodenkach, w temperaturze 8-12 stopni. Szczerze mówiąc, spodziewałem się, że temperatura w ciągu dnia będzie wyższa. Większość rzeczy z krótkim rękawem wróciła jednak do domu bez użycia.
Co drugi dzień jeździliśmy do Barcelony, chłonąć atmosferę miasta. Większość popularnych atrakcji turystycznych już odwiedziliśmy podczas poprzednich wizyt. Tym razem staraliśmy się wyszukiwać mniej oczywiste zakątki niż Sagrada Familia, Casa Batllo czy Park Guel. Największe wrażenie zrobiły na nas tzw. bunkry (Turó de la Rovira), z których rozciągają się pocztówkowe widoki na całe miasto. Coś wspaniałego dla miłośników instagramowych pejzaży. Żałuję, że Barca nie grała domowego meczu w tym czasie. Zatem mecz na nowym Camp Nou w dalszym ciągu pozostaje na liście „100 things to do before you die”. To kwestia czasu.
Podsumowując, kolejny pobyt w Hiszpanii, w której czujemy się jak u siebie, był bardzo udany. Nie skupiamy się na zaliczaniu atrakcji. Bardziej zależy nam na wtopieniu się w lokalną tkankę i poczucia się, choć przez chwilę, jak mieszkańcy. Dziewczyny zadowolone a to najważniejsze😀.
Z biegowych tematów nic nowego nie przychodzi mi do głowy, bo nic specjalnego się nie dzieje o tej porze roku. Na razie mam zaplanowane 2 starty w kwietniu: Bieg Szpęgawski (5km) i Półmaraton w Gdyni. Na pewno jeszcze coś dojdzie, jeśli forma będzie odpowiednia.
To wszystko na dzisiaj. Zdaje się, że trzeba będzie z powrotem wrócić na taśmę i czekać na poprawę warunków do biegania.
Czołem!




















