Krótki raport na przedwiośnie

Zima mocno dała nam popalić, ale wygląda na to, że idzie ku lepszemu. W końcu to już marzec. Z jednej strony momentami czuć wiosnę w powietrzu, ale do prawdziwie ciepłych dni jeszcze daleko. To zdradliwy czas, bo organizm po zimie nie jest super odporny na wirusy, więc o chorobę nietrudno. Jeszcze kilka tygodni minie, zanim schowam do szuflady czapkę, rękawiczki i buffa. Najważniejsze, że można już wszystkie treningi biegać na zewnątrz i karnetu do siłowni nie zamierzam przedłużać😊.

W tym roku wielkimi literami i na czerwono w kalendarzu mam zaznaczoną datę 18 października. W tym dniu zaplanowany jest start maratonu w Amsterdamie, na który jestem zapisany wraz z Łukaszem Kunowskim i Andrzejem Tochą. Mam nadzieję, że koledzy nie będą mieli mi za złe, że ujawniam ich plany startowe😊. Mimo, że do startu jeszcze daleko, cieszę się na przygotowania typowo maratońskie, które bardzo polubiłem. Zaczną się one latem, ale tak naprawdę każdy wykonany trening stanowi małą cegiełkę, która ma znaczenie.

Za mną dwa miesiące przygotowań. Ogólnie jestem z nich bardzo zadowolony. Z tygodnia na tydzień czuję się coraz lepiej, nogi na treningach „chodzą” coraz swobodniej i czuję, że robota idzie zgodnie z planem. Wiem, że wielu z Was borykało się z pewnym zniechęceniem i znużeniem w styczniu i lutym, w okresie największych mrozów i kopnego śniegu, po którym niemal nie dało się biegać. Ja również miałem w pewnym momencie już dość tych warunków i konieczności korzystania z bieżni elektrycznej. Nie tyle biegania po taśmie, bo to akurat lubię. Ale całej wyprawy do siłowni, która zabierała o wiele więcej czasu niż normalny trening na zewnątrz, który rozpoczyna się od razu po wyjściu z domu. Luty zakończyłem sprawdzianem formy w najlepszy znany mi sposób. Stanąłem na starcie parkruna i przebiegłem dystans 5km. Założeniem było zmęczyć się solidnie, ale nie „wyjechać” do spodu. W skali RPE 7-8. Sprawdzian zaliczyłem (śr. tempo 3’37’’/km), kontrolowałem wysiłek i myślę, że na okres w przygotowaniach jest dobrze. Do formy jeszcze daleko, ale zalążki są😊.

Ubiegłoroczny dobry sezon, a szczególnie bardzo udane jego zakończenie maratonem w Walencji, dał mi paliwo do tegorocznych przygotowań. Gdy nie chciało mi się wychodzić w te mrozy na trening, starałem się przywołać w myślach emocje i radość jaka towarzyszyła mi w trakcie maratonu i całych przygotowań. To jeden ze sprawdzonych patentów, bardzo pomocny, aby skupić się na codziennych, nieraz monotonnych treningach. Nie będzie żadnej przesady w tym, jeśli powiem, że zimy nie przespałem. Oczywiście mam świadomość, że to, że treningi wykonałem sumiennie, niczego nie gwarantuje w kontekście dobrych wyników w zawodach. Daje jednak poczucie sprawczości – to co zależy ode mnie – robię jak najlepiej potrafię. O sprawach, na które nie mam wpływu (np. pogoda), nie myślę, bo po co?

W poprzednim wpisie wspominałem, że szykuję się do dwóch startów w zawodach, które zaplanowane są na kwiecień. Bieg Szpęgawski (5km) i Gdynia Półmaraton. Zostało jeszcze kilka tygodni na solidny trening. W marcu na pewno nudy nie będzie na treningach. Kontynuuję współpracę z Darkiem Ossowskim. Mamy już wypracowany model działania, w którym podstawą jest plan treningowy zaproponowany  przez trenera.  Bazujemy również na moich odczuciach i znajomości własnego ciała i organizmu. W praktyce wygląda to w ten sposób, że nie muszę konsultować każdej zmiany w układzie jednostek, jeśli zajdzie taka potrzeba (np. złe samopoczucie, brak czasu, niekorzystne warunki itp.). Wiem, co można zmodyfikować w planie i jakie to będzie miało konsekwencje dla całego procesu. Staram się też proponować rozwiązania, jeśli zauważę, że to mogłoby mi pomóc. Ogólnie, wydaje mi się, że jestem bardzo łatwym zawodnikiem do prowadzenia przez trenera. Generalnie wykonuję to, co jest w planie i nie robię głupich akcji typu: decyzja o starcie w zawodach na 2 dni przed, czy bieganie we wszystkich dostępnych Grand Prix😊.

To, co zawodnicy tacy ja, mogą i moim zdaniem powinni robić, to obserwować reakcje swojego organizmu na bodźce treningowe i wyciągać wnioski. Podczas ubiegłorocznych przygotowań zauważyłem, że nieznaczne (ok. 10-15%) zwiększenie objętości treningowej w niskiej i średniej intensywności przyniosło mi realne korzyści podczas kluczowych startów. Wiem, że to nie jest odkrycie na miarę Nobla w zakresie fizyki kwantowej, ale dla mnie jest ono cenne. W tym roku postanowiłem kontynuować ten sposób postępowania.

Na czym on polega? Biegam 5 razy w tygodniu. Jeśli powiedzmy 4 treningi wydłużę o 10 min spokojnego biegania (ok. 2km), nie będzie to miało żadnego wpływu na strukturę planu treningowego w skali tygodnia a zyskuję około 40-45 min dodatkowego treningu biegowego. Nic wielkiego. W miesiącu wychodzi około 35-40 kilometrów więcej, co również nie powala na kolana. Ale jeśli spojrzę na cały rok, wychodzi na to, że wydłużając większość treningów zaledwie o 10 minut, przebiegnę minimum 400 kilometrów więcej. A to już moim zdaniem będzie miało konkretny wpływ na poprawę bazy tlenowej a w konsekwencji biegowy postęp. Wierzę w to.

Tą myślą zakończę. Miał być krótki raport a wyszedł całkiem solidny wpis.

G.